CZŁOWIEK POWINIEN BYĆ ZWIERZĘCIEM STADNYM, CZYLI SAMOTNOŚĆ W SIECI

Odkąd osiadłam w domu na stałe, czyli zostałam — jak to szumnie nazywają — freelancerem, moje kontakty z otoczeniem ograniczyły się do rozmów z Potworami i wymiany ciosów z partnerką sparingową dwa razy w tygodniu. To by było z grubsza na tyle. Nie mówię tutaj o rozmowach biznesowych, bo te toczą się niemal bez przerwy. Jednak życie prywatne jakby podupadło, a człowiek podobno jest zwierzęciem stadnym. Hmmm.

Po trosze przyczynił się do tego Mąż, opuszczając niemal dwa lata temu domowe pielesze. Bywają dni, że jest on moim jedynym dorosłym kontaktem werbalnym (nie mylić z oralnym :P). No bo skoro w godzinach przedpołudniowych normalni ludzie pracują i nie w głowie im pogaduchy, a po południu z kolei telefon jest wiecznie zajęty, to po huk do mnie dzwonić?

NIE MA CIĘ NA FACEBOOKU? NIE ISTNIEJESZ!zwierzęciem stadnym

Prawda jest taka, że jak człowiek zaszyje się w głuszy (czytaj: w mieszkaniu na 1,5 piętrze bez windy) i niemal nosa zza progu nie wychyla, to idzie w odstawkę. Zwłaszcza gdy w sieci go pełno i większość znajomych, tudzież innej rodziny ma na bieżąco aktualizowany status „Co się z nim/nią dzieje”. Ot taki przykład dla zobrazowania wagi problemu: nie dalej jak dwa tygodnie temu byłam na szkoleniu firmowym w Stolycy. Kiedy pod wieczór dotarłam do domu, Mąż z lekkim przerażeniem w głosie zakomunikował:

Myślałem, że coś ci się stało!

Co też skłoniło jego pokrętne myśli do powędrowania tą rozkoszną ścieżką nadziei? Ano to, że nigdzie, ale to nigdzie, w żadnych mediach społecznościowych, czy innym smsesie nie dałam znaku życia. Jak to mówią: nie ma cię na Facebooku, nie istniejesz. Powoli zaczynam rozumieć sens tego stwierdzenia. Rychło w czas 😛

O POTRZEBIE KONTAKTÓW MIĘDZYLUDZKICH

Niestety w tym całym pogmatwanym układzie nie jestem całkiem bez winy. Bo skoro wstaję bladym świtem (cholera nie, teraz to już ciemnym świtem), odprowadzam Potwory do placówek opiekuńczo-wychowawczych, a potem do nocy rzeźbię, nie wstając praktycznie od komputera, to o czym tu ze mną gadać?

Stałam się towarzysko tak samo atrakcyjna jak waza na zupę. I mniej więcej tyle samo mam do powiedzenia o swoim bujnym życiu. Deal with it. Zatem siedzę sobie zagrzebana w kocu, bluzie, niemal czapce, dłubię te fejsbukowe zasięgi i hibernuję się jak żaba na zimę. Wiesz, że żaba zakopuje się w mule na dnie stawu i tam przeczekuje te gorsze czasy? Teraz oczywistym stało się dla mnie określenie „dno i metr mułu”. Taka hibernacja w sumie fajna rzecz. Człowiek ukrywa się przed światem, a kiedy w końcu wyłazi z grobowca na powierzchnię, okazuje się, że jest wiosna. Bosko!

Tyle tylko, że tak nie wychodząc z domu, nie spotykając się z ludźmi, nie ma za wiele motywacji, by coś ze sobą zrobić. Włos tłusty, twarz makijażem i myślą nietknięta, oponka oponkę pogania. A łydki! Panie! Toż tam jakaś Puszcza Amazońska rośnie. Najgorzej! Jak tu się ludziom na oczy pokazać, jak włosów na nogach ma się więcej niż na głowie?

Jeśli zatem jesteś estetą, ostrzegam lojalnie, na spotkanie ze mną poczekaj do wiosny. Może się ogarnę i nie będę przypominać tłustego (nomen omen) hipopotama. Jeśli nie… jedna wiosna jaskółki nie czyni ;). Czy jakoś tak.

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

10 myśli na temat “CZŁOWIEK POWINIEN BYĆ ZWIERZĘCIEM STADNYM, CZYLI SAMOTNOŚĆ W SIECI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up