DLACZEGO NIE LUBIĘ ODBIERAĆ TELEFONU OD MĘŻA?

Odkąd Mąż wyemigrował do Miasta Seksu, Biznesu i Kokainy (miesiąc temu minęły 2 lata!!), kontaktujemy się głównie przez telefon. Żadne tam nowoczesne skajpaje czy inne seks-mesendżery. Prawdopodobnie, gdybyśmy mieli telefon stacjonarny, komunikacja odbywałaby się tylko przez niego. Wtedy łatwiej powiedzieć, że nie było nas w domu, niż że nie słyszeliśmy telefonu, czy… akurat nie było zasięgu. Dlaczego nie lubię odbierać telefonu od Męża? Powodów jest co najmniej kilka…

Przeniesienie głównego nacisku komunikacji na telefon zostało niejako wymuszone sytuacją życiową, fakt. Pomijam weekendy, kiedy to od piątku przyzwyczajamy się na nowo do swojej obecności, by w niedzielę zacząć przyzwyczajać się do samotności. Gdybyśmy jednak próbowali jeszcze gadać z użyciem kamery… Niee, kamera mnie jednak nie kocha. To medium Starszego Syna.

#1 SAME SHIT DIFFERENT DAYcodzienna rutyna

Bywa jednak tak, że ten telefon dzwoni, i dzwoni, a ja mam szczere opory, by go odebrać. Serio. Bo ileż można w kółko rozmawiać o tym samym? To nie seks-linia, żeby było gorąco, namiętnie i pociągająco. Zazwyczaj jest ta sama stara bieda, rutyna czy jak to tam człowiek zwał.

Dzieci w szkole dostały tyle i tyle ocen, na obiad było… a nie, nie było obiadu (bo i po co, Potwory jedzą w szkole), teraz idę z psem, potem na zakupy. A poza tym? No poza tym pracuję. Tak, cały czas.

Stara, nudna i nieinteresująca żona. Tak to widzę. Każdy, kto zobaczy to samo, zrozumie, skąd drgawki na dźwięk telefonu. W zasadzie mogłabym siebie nagrać i puszczać w kółko jak zdartą płytę. Do znudzenia.

#2 JAK PSY PAWŁOWApsy Pawłowa

Kiedy około godziny 17 dzwoni telefon, Potwory reagują bezbłędnie. Jak psy Pawłowa. Podobnież reaguje też pies, ale jemu to akurat trudno się dziwić. Wszak naukowo udowodnione, że reagować powinien. W każdym razie kiedy już ten telefon dzwoni, mam jak w banku, że w grzeczne i kochane dotąd Potwory wstępuje ZUO.

Zaczynają się kłócić, dokuczać sobie, przekrzykiwać, gonić psa, wołać psa, rzucać w siebie poduszką, przyklejać się do wszystkiego, do czego tylko przykleić się mogą. Robią absolutnie wszystko – z naciskiem na czynności generujące niespotykanej klasy wręcz hałas – by odwrócić moją uwagę od rozmówcy, czyli ich (podobno) ojca.

Rozmowa telefoniczna zaczyna zatem przypominać rozmowę z osobą chorą na zespół Tourette’a. Całkiem jak w tym kawale.

Tak, u nas wszystko dobrze. Odłóż to. Tak, byli w szkole. Zostaw brata w spokoju! Tak, nawet jakąś piątkę przyniósł. Na miejsce!!! Tak, z plastyki, nie wiem, po cholerę im tyle tych godzin. Nie dokuczaj bratu! Tak, zaraz jadę, muszę kupić jakieś pieczywo. Na dół!…

Po jakimś czasie Mąż przestaje rozumieć, do kogo mówię, dlaczego ma iść na miejsce i to jeszcze na dół oraz zaczyna domagać się odpowiedzi na jakieś dziwne pytania. Jednocześnie odpowiedzi domagają się też Potwory, kot chodzi i zrzuca wszystko z półek, pies szczeka jak szalony, bo zauważył na balkonie psa sąsiada, który nasrał nam na jego ukochany dywanik. Pies, nie sąsiad. Na psa dywanik. O właśnie, taka logika zaczyna mi się właśnie włączać w tym chaosie i mam ochotę uciec stąd najdalej, jak się da.

#3 KUPUJE PANI TE BUŁKI, CZY NIE?świeże bułeczki

Jako człowiek z przymusu ponadprzeciętnie zorganizowany, staram się wykorzystywać każdą wolną chwilę i wiele czynności wykonywać jednocześnie – jeśli się da. Jeśli się nie da, też próbuję, ale skutki bywają różne. Kiedyś usiłowałam w pralce upiec ciasto… także tego.

W każdym razie zazwyczaj spacer z psem wykorzystuję na nadrabianie rozmów telefonicznych (całkiem ok, pod warunkiem, że nie trzeba jednocześnie trzymać słuchawki, dyscyplinować psa i sprzątać po nim tego, co z wielkim zaangażowaniem zostawił pod oknem sąsiada).

Gorzej, jak telefon od Męża dopada mnie w sklepie. A potem następuje ogólne zdziwienie, kiedy o tym, co jadłam na kolację i kto mnie wkurwił, dowiaduje się pół sklepu – zazwyczaj patrzą na mnie jak na głupią, ale to nie nowość. Był czas przywyknąć.

Jednakowoż prowadzenie rozmowy jednocześnie z Mężem i panią kasjerką bywa nieco upierdliwe – potem Mąż wkurza się, bo nie wie, jak ma za te bułki zapłacić, a pani kasjerka dopytuje, jaki film oglądamy w sobotę na Netflixie.

MOŻE JEDNAK LEPIEJ PRZESTAWIĆ SIĘ NA TEN SEKS?telefonu od męża

I tak sobie właśnie dumam, że jakby te rozmowy telefoniczne odbywały się o jakiejś takiej godzinie, kiedy Potwory śpią, pani kasjerki żyją własnym życiem i tylko zdesperowany pies siedzi pod drzwiami balkonowymi, to może by z tego więcej pożytku było?

Chociaż nie, ja po 23. wyłączam myślenie i zaczynam przypominać dziwnego stwora o mózgu i percepcji pierwotniaka… Wygląd też mocno nieteges. Kamera zdecydowanie by mnie nie pokochała ;). Podobnie jak Mąż…

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

23 myśli na temat “DLACZEGO NIE LUBIĘ ODBIERAĆ TELEFONU OD MĘŻA?

  • 6 lutego 2018 o 10:00
    Permalink

    Wiesz… Nie wiem, na ile poważnie napisałaś ten tekst, a na ile pół żartem, ale całokształt dość smutno wyszedł.
    Przecież to Wy ustalacie, jak często i o której godzinie będziecie ze sobą rozmawiać. Jeśli uważasz te rozmowy za jałowe, może umówcie się na telefon co drugi dzień? To ma być przyjemny sposób na podtrzymanie więzi, kiedy jesteście daleko od siebie, nie kolejny obowiązek do odbębnienia w ciągu dnia. 🙂

    Odpowiedz
    • 6 lutego 2018 o 10:40
      Permalink

      Trochę pół żartem, trochę serio.. A może dlatego, że naprawdę czuję się mało atrakcyjna jako partner do rozmowy o codzienności. Niby chcesz rozmawiać, usłyszeć głos, dowiedzieć się, co słychać, ale w sumie to niewiele masz do powiedzenia…

      Odpowiedz
      • 6 lutego 2018 o 14:28
        Permalink

        Może pochrząkajcie sobie do słuchawki? Albo podyszcie?

        Ja Cię doskonale rozumiem, choć z mniejszego wycinka. Rok wcześniej na urlopy pojechaliśmy osobno, nie że się pokłóciliśmy, tylko tak wyszło i całkiem to było spoko. Ale oczywiście jak ja po całym dniu ganiania z Młodym po Legolandzie chcę w spokoju usiąść i poczytać (Młody dostał tableta, żeby nie przeszkadzał, ani słowa, że to niewychowawcze – wiem, i to pieprzę), to oczywiście skype (bo WiFi w hotelu za friko) i „jak Ci minął dzień?” bo MałaŻonka została sama i jakoś tak nie tak samej biednej jednej, co nie?
        Ja sam niestety nie zostałem, bo tak się złożyło, że i owszem – ja tydzień ogarniałem dzieciaki, a Pani Matka balowała luźna jak guma w majtkach, ale jak przyszedł mój tydzień, to się okazało, że jak to tak, mam mieć wolne? Do tego wyszły moje imieniny i jest niespodzianka z połowa rodziny. A ja właśnie od rodziny chciałem mieć kilka dni wolnego 🙂 Tak źle i tak niedobrze 🙂

        Odpowiedz
        • 6 lutego 2018 o 20:19
          Permalink

          Ach te związki 😉 I tak źle, i tak niedobrze. Ale tak to czasem jest, że człowiek pragnie ciszy i spokoju a dostaje to, na co zasługuje 😉

          Odpowiedz
  • 6 lutego 2018 o 10:21
    Permalink

    U kury to działa tak „Cicho szarańcza! Telefon dzwoni! Jak się któreś odezwie zanim skończę rozmawiać to będzie szorować kibel dopóki się nie wyprowadzi z domu!!” – na razie działa 😉

    Odpowiedz
  • 6 lutego 2018 o 10:36
    Permalink

    Chyba mam podobnie. Może nie mąż, ale narzeczony, dzień w dzień, o tej samej godzinie, zaraz jak tylko skończy pracę dzwoni. Nie ważne, czy jestem w domu, czy na uczelni. Codziennie gadać o tym samym. Oszaleć można. Ostatnio już nawet zaczęłam się ograniczać tylko do ‚Yhym’, ‚No’, „Okej’. I wcale nie mieszkamy daleko od siebie… Życie. 😉

    Odpowiedz
      • 6 lutego 2018 o 11:02
        Permalink

        6 lat związku robi swoje. Rutyna nas dopadła. Fakt, oboje się staramy cokolwiek z tym zrobić, jednak teraz mamy taki etap, że nikt żadne z nas nie ma dla tej drugiej osoby czasu. To przejściowe. 😉

        Odpowiedz
  • 6 lutego 2018 o 11:44
    Permalink

    A może jednak przesuńcie czas rozmowy na później. Wiesz, mam taką koleżankę która ma zwyczaj rozmawiania ze mną przez telefon i z kimś z domowników. To jest irytujące. Z siostrą też nie mogę nigdy spokojnie pogadać, bo jej brzdąc zaraz na niej wisi. Takie pogaduchy są bez sensu. Wcale się nie dziwię, że nie lubisz odbierać telefonu od męża. Nie jesteś po tych telefonach zirytowana?

    Odpowiedz
    • 6 lutego 2018 o 20:21
      Permalink

      Basia, ale czy można mówić o pogaduchach, kiedy się dzwoni do siebie codziennie? A ja mam naprawdę nudne zycie. Praktycznie z domu nie wychodzę. Mało jestem interesujacym rozmówcą chyba dla kogokolwiek, tak obiektywnie sądząc.

      Odpowiedz
  • 6 lutego 2018 o 17:10
    Permalink

    Bardzo bym chciała nie rozumieć o czym mówisz… ❤️

    Odpowiedz
  • 6 lutego 2018 o 20:40
    Permalink

    Tutaj niczego innego poradzić nie mogę, jedynie inną godzinę. Kiedy dzieciaki czymś zajęte
    a może w przedszkolu lub jakimś miejscu do zabaw. Wtedy znów polubisz rozmowy, bo tak
    z dziećmi nie dziwię się, że nie lubisz.

    Odpowiedz
  • 8 lutego 2018 o 14:32
    Permalink

    Niestety dotyku i widzenia nie zastąpi żaden nawet długi telefon.. Chociaż w tych czasach gdzie rządzi internet, smartfon itd smutne jest to, że ludzie siedzący obok siebie mają czasami mniej wspólnego ze sobą niż osoby żyjące na odległość 😉 Ciekawe który taki związek przeżyje dłużej…
    Świetny wpis, dający do myślenia 😉 Pozdrawiam 😀

    Odpowiedz
  • 8 lutego 2018 o 15:31
    Permalink

    A ja to Cię podziwiam! I już 🙂 I chcę to Ci powiedzieć. Tak samo, jak podziwiam kogoś, kto wszedł na Mount Everest, albo przepłynął kanał La Manche wpław! 🙂 Są heheszki, jest ironia, luzik-blusik, ale wierzę, że pod tymi warstwami kryją się siła, determinacja i wspaniała osobowość! Prawdziwe skarby, których tak niewiele jest na tym świecie. 🙂 No! Com napisał – napisałem! 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up