RZUCIŁAM PRACĘ I CO DALEJ?

Praca na etacie ma swoje niewątpliwe plusy i minusy. Plusów wymieniać chyba nie trzeba. W miarę regularna pensja, jeśli ktoś ma szczęście. W miarę normowane godziny pracy – jeszcze większe szczęście. Dostęp do dóbr wszelakich (telefon, laptop, opieka lekarska, pakiety sportowe itp.) – pełnia szczęścia. Z ręką na sercu przyznaję, zrezygnowałam z powyższego na własne życzenie. Rzuciłam pracę niemalże z dnia na dzień.

Ktoś zapyta: i co dalej?

Ano właśnie. Będąc duszą niepokorną (hahaha, któż nie lubi tak o sobie myśleć), miałam dość panującej wszędzie obłudy i uciśnienia. Dobre wytłumaczenie? Może i tak, ale kompletnie nieprawdziwe. No, może trochę 😉.

NIE WCHODZI SIĘ DWA RAZY DO TEJ SAMEJ RZEKI

Zamarzyła mi się praca na swoim. Naoglądałam się seriali, naczytałam książek, zobaczyłam, jak pracują znajomi i stwierdziłam, a co mi tam, też spróbuję! Tak, z tym stwierdzeniem jestem ciut bliżej prawdy.

Ale tylko ciut. W końcu to nie był mój pierwszy raz. Miałam już za sobą spektakularne rzucenie roboty i po pół roku gryzienie tynków ze ścian. Niestety, bywa i tak. Tym razem decyzja była nieco bardziej przemyślana.

I może nigdy bym jej nie podjęła, gdyby nie fantastyczny splot okoliczności i jeszcze bardziej fantastyczni ludzie dookoła, którzy pozwolili mi uwierzyć, że to ma sens. Posiadanie takich osób jest niezwykle ważne. Zwłaszcza kiedy mleko już się rozlało, powrotu nie ma, a człowiek zaczyna wątpić, czy aby na pewno zdrowy rozsądek nie opuścił go w dość niespodziewanym momencie 😉.

JAK RZUCIĆ PRACĘ I NIE ZWARIOWAĆ?

Najlepszy jest spontan. Człowiek nie zastanawia się za wiele, po prostu działa. Dla osób w gorącej wodzie kąpanych – wyjście idealne. Tyle tylko, że jeśli nie posiadają w odwecie bogatego rodzica, męża, czy wujka w Ameryce, mogą się obudzić z ręką w nocniku.

Dlatego warto ten krok zaplanować dobrze. Zwłaszcza jeśli ma się na stanie dom na kredyt, męża z kredytem zaufania i dzieci (bez kredytu, ale nie od dziś wiadomo, że to skarbonki bez dna, które w najmniej oczekiwanym momencie potrafią wygenerować całkiem spore koszty). O zwierzętach nie wspominam, a może powinnam. Wychowanie szczeniaka może się równać wychowaniu małego dziecka – koszt średniej klasy telewizora to absolutne minimum.

Chcecie wiedzieć, jakie kroki trzeba podjąć i co warto przemyśleć, zanim się tę cholerną, dławiącą zmysły robotę rzuci w cholerę? Zaglądajcie tu regularnie, podzielę się z Wami tą „wiedzą tajemną” w kolejnym wpisie 😉.

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

85 myśli na temat “RZUCIŁAM PRACĘ I CO DALEJ?

  • 20 czerwca 2017 o 18:44
    Permalink

    Z tymi rodzicami, bogatym mężem czy rodziną w Ameryce to bez przesady 🙂 Myślę, że to dobra decyzja, choć ryzyko jest znacznie większe, ale chociaż masz pewność, że z własnego nikt Cię nie wyrzuci. Trzymam kciuki mocno 🙂

    Odpowiedz
      • 22 czerwca 2017 o 20:32
        Permalink

        Fajnie jest mieć poduszkę. Gdy ja przechodziłem „na swoje” miałem jeden rozgrzebany projekt (bez wizji szybkiego zakończenia) i 650zł na koncie. Żona chciała mnie zabić. Po kilku miesiącach pożyczałem na ZUS, chociaz był jeszcze preferencyjny. Ale się odbiłem i jest już tylko lepiej 🙂

        Odpowiedz
        • 22 czerwca 2017 o 21:44
          Permalink

          Ja tak miałam za pierwszym razem. Teraz niestety zus przestał być preferencyjny, więc obawiam się, że chętnych do pożyczania bym nie znalazła 😉

          Odpowiedz
  • 20 czerwca 2017 o 19:15
    Permalink

    Brawo! Podziwiam i to bardzo, raz myślałam, że ucieknę w diabły, bo miałam dość przepracowania, ale wyrobiłam sobie system, w którym już wszystko działa jak należy i chwilowo ucieczka nie jest mi w głowie. Jaką mam alternatywę? Praktycznie żadną…marzy mi się praca w najbliższej okolicy, bo to strefa przemysłowo-ekonomiczna, ale (podobno – dodaję to słówko dla poprawności politycznej 😛 ) panuje w niej zmowa płacowa i pracownicy biurowi wszystkich firm dostają u nas minimala. A to mi się nie podoba!

    Odpowiedz
    • 22 czerwca 2017 o 09:36
      Permalink

      Też by mi się nie podobało :/. Ale dobrze, że udało Ci się wypracować system – niestety nie zawsze jest to możliwe. Dzięki Thorowi za Prozac 😉

      Odpowiedz
  • 20 czerwca 2017 o 19:31
    Permalink

    Kurde, ja tę decyzję podjąłem i od 10 lat (minie dokładnie 1 lipca) jestem bezrobotny. Uczucie fajne, chociaż nie mam bogatego męża 😉

    Odpowiedz
  • 20 czerwca 2017 o 19:50
    Permalink

    Super! Akurat gorący u mnie temat. Etat nie jest dla mnie…
    Pracowałem w wielu firmach, na różnych stanowiskach, ale czuję się jak robot i niewolnik. Uświadomiłem to sobie, gdy wysiadłem z autobusu razem z innymi i wszyscy głowy w dól i maszerujemy do pracy. Taki widok zapadł mi w pamięci, że to nie jest życie dla mnie. Nie chcę dalej wstawać na siłę i iść pracować 8h i cicho siedzieć, bo przecież szef mi płaci.

    Chcę zarządzać czymś swoim, wkładać 100% w to i później mieć ewentualne pretensje do siebie. Chcę tworzyć swoje. Zresztą od małego o tym marzyłem. Dziś możliwości są o wiele większe. Mamy internet itd.
    Dlatego na tą chwilę pracuję 8-16, wracam do domu, spędzam czas z rodziną i robię swoje. Codziennie.
    Szykuję się do opuszczenia etatu, zapinam elementy po kolei.
    Dzięki za wpis, naprawdę mnie podniósł na duchu!

    Odpowiedz
    • 22 czerwca 2017 o 09:38
      Permalink

      Story of my life… Zwłaszcza z tą pracą na 300% normy. Wierzę, ze to zaprocentuje w końcu. A jaki masz plan, jak branża?

      Odpowiedz
      • 22 czerwca 2017 o 10:07
        Permalink

        Szukałem branży latami. Próbowałem kilku rzeczy, które mnie nie pasjonowały i nie miałem motywacji.
        Po wielu latach znalazłem (a było pod nosem).

        Branża cytatowa, motywacyjna, rozwojowa – bo tylko to mnie pasjonuje w takim stopniu, że jestem w stanie działać na 120%, pokonać każdą przeszkodę i być wytrwałym. Ogólnie idea motywacji/inspiracji.

        Marzy mi się swoja marka od zawsze, więc „PAN CYTAT” będzie ideą, gdzie ludzie znajdą produkty, które utrzymają ich motywację codziennie. „Opakowaniem” tej idei będą różne produkty. Na początek ręczne robione zawieszki na ścianę z sentencjami i logiem Pan Cytat. Niedługo powstanie sklep on-line. Później będą dochodzić kolejne produkty. Ebook, książka, gadżety itd. Może sklep stacjonarny, może w kilku miastach – gadżety motywacyjne, bez cytatów o miłości i o byciu zołzą. Później jakieś inspirujące spotkania w moim mieście. Jakaś grupa, która wzajemnie by się napędzała, a nie słuchała hejtów, narzekań i opinii w stylu: „To niemożliwe”.

        Dodatkowo dokumentują swoją drogę, żeby pokazać, że ktoś zwykły, pracujący na etacie, mający żonę i dwie małe córki spełnia swoje marzenie, pracuje po nocach i tworzy swoją wizję. To najlepiej pokazuje, że Każdy może, a jedyne ograniczenia, to te w głowie. Ktoś, kto się zastanawia, czy też mógłby, będzie mógł wejść na bloga/sociale i zobaczyć, jak to wyglądało na początku, a jak wygląda po 3 latach.

        Jeśli ktoś będzie chciał mieć swój ulubiony cytat nad łóżkiem, który go codziennie napędza i przypomina o celu, to będzie wiedział, że wystarczy wejść na stronę Pan Cytat.

        Sam od zawsze potrzebuję motywacji, otaczam się takimi cytatami i pozwala mi to karmić odpowiednio swój umysł i dzięki temu jestem w stanie działać codziennie. I wiem, że inni też tak mają, bo do mnie piszą prywatne wiadomości i wiem, że takie pomocne produkty już chcą mieć dziś ode mnie.

        Uff, ale się rozpisałem.

        Odpowiedz
  • 20 czerwca 2017 o 21:21
    Permalink

    o żeś ale ostawiłaś mnie zniecierpliwioną… Też bym rzuciła swój etat ale że w sprawach finansowych domu jestem bardzo ale to bardzo rozsądna i ostrożna, boję się ten krok dokonać…. Zatem czekam na dalszy rozwój wydarzeń 😉

    Odpowiedz
    • 22 czerwca 2017 o 09:39
      Permalink

      Dla mnie właśnie ten strach, rozsądek i wszelkie wątpliwości były największym czynnikiem hamującym.

      Odpowiedz
  • 20 czerwca 2017 o 22:07
    Permalink

    Nie pamiętam już ile razy rzucałam robotę. Wiele. Dla wielu zapewne zbyt wiele.
    Ale za to dwa razy pamiętam bardzo dokładnie.

    Pierwszy, gdy szef dostał szału. Zawsze był artystycznie uzdolniony w kierunku objawów choroby psychicznej, ale tym razem przegiął
    Napisałam, z uśmiechem na ustach złożyłam – nie jemu, a jego żonie. Żona odebrała, z pytaniem „Lucjan panią wkurwił?” No, cóż. Nic nie miałam zaplanowane, nie wiedziałam co będzie dalej. W dwa tygodnie dostałam nową pracę. Uj z tym, że znów trafiłam do uja 😛

    I drugi raz – z równie wielkim uśmiechem na ustach, o ile nie większym, rzuciłam robotę tak nisko płatną, że nawet studenci uciekali.
    Tylko tu już była przemyślana decyzja, przygotowana byłam na przepłynięcie z jednej firmy do drugiej, tym bardziej, że z tą drugą po cichu już wcześniej współpracowałam.
    Efekt? Twardodupność do śmierci 🙂
    I od tego czasu już większość po mnie spływa. Mam za dużo innych problemów, dzięki którym hoduję sobie wrzody, by się jeszcze byłymi pracami przejmować 😛

    Odpowiedz
  • 20 czerwca 2017 o 22:22
    Permalink

    „Dlatego warto ten krok zaplanować dobrze.” – tzn. taka planowana awaria 😉
    A ja już z niecierpliwością czekam aż zdradzisz czym się teraz będziesz zajmować.

    Odpowiedz
  • 21 czerwca 2017 o 02:06
    Permalink

    Ja już wiedziałam że to zrobiłaś, ale nadal PEŁEN SZACUN! 😀
    ps.To teraz jesteś copym i asystentką wirtualną-zgadza się? Mam nadzieje, że hajs się zgadza i przede wszystkim
    psychicznie odżyłaś 🙂
    pps.Ja wiem ze wszyscy-ale ja serio niepokorny typ jestem :P.

    Odpowiedz
  • 21 czerwca 2017 o 09:30
    Permalink

    Pokutuje w nas przekonanie, że jak już jest robota na stałe to trzeba się jej trzymać, bo inaczej to masakra zginiemy z głodu i ogólnie pójdziemy pod most. A tu okazuje się, ze taka zmiana jest zazwyczaj na lepsze i to nie tylko ze względów finansowych ale przede wszystkim psychicznych. Głowa do góry. ps. pamiętaj, ze to jest TWÓJ blog i możesz tu pisać co Ci się żywnie podoba.

    Odpowiedz
    • 22 czerwca 2017 o 20:18
      Permalink

      Zmiany zawsze wychodzą na lepsze. A twierdzenie, że dobry etat jest pewny i bezpieczny, już od kilkunastu lat jest nieaktualny. Ludzie z długim stażem wylatują na zieloną trawkę i jest jeszcze gorzej, bo po 20 latach nie wiedzą, jak szukać nowej pracy. Paradoksalnie u siebie jest jednak bezpieczniej.

      Odpowiedz
      • 22 czerwca 2017 o 21:43
        Permalink

        Dokładnie i zgadzam się z każdym słowem :). Nawet jak masz umowę na czas nieokreślony, możesz wylecieć w każdej chwili. A jeśli się tego nie spodziewasz – dopiero sie robi doliniaście.

        Odpowiedz
  • 21 czerwca 2017 o 11:44
    Permalink

    Ja też powoli, powolutku, przechodzę już tylko i wyłącznie na swoje. Gratuluję i powodzenia! <3

    Odpowiedz
  • 21 czerwca 2017 o 20:05
    Permalink

    Chciałbym napisać „coś” mądrego, popisać się elokwencją i takie tam w temacie … nie, będę czekał na dalszą opowieść. Myślę a i jestem pewien, że warto było tak zrobić.

    Odpowiedz
  • 21 czerwca 2017 o 22:51
    Permalink

    Jestem na swoim 20 lat, z dnia na dzień, chyba nie jest tak źle:-)

    Odpowiedz
      • 22 czerwca 2017 o 20:16
        Permalink

        Wręcz przeciwnie, to tak jak rzucanie palenia. Nie da się robić tego stopniowo. Jak rzucać, to właśnie z dnia na dzień, żeby nie mieć czasu na myślenie, że „może jednak nie”. Gdybym ze swoją decyzją poczekał tydzień, to bym wciąż siedział na etacie. A tak zrobiłem to, siadłem, zapłakałem, westchnąłem „o k… co ja najlepszego robiłem” i wziąłem się do roboty 🙂

        Odpowiedz
        • 22 czerwca 2017 o 21:42
          Permalink

          Inaczej – podjęcie decyzji, tak zgadzam się! Z realizacją czasem warto sie przygotować. I wierzyć, że się uda.

          Odpowiedz
    • 22 czerwca 2017 o 09:56
      Permalink

      Akurat po tym jak rzuciłam sąd, najpierw uskuteczniałam freelance, a potem założyłam własną firmę. I nie żałuję, mimo że pracy jest wiecej to jest ona bardziej satysfakcjonujaca i taka… moja ❤️

      Odpowiedz
      • 22 czerwca 2017 o 21:38
        Permalink

        I to jest właśnie najfajniejsze w tym wszystkim. Że możemy kształtować własny biznes dokładnie tak, jak nam pasuje 🙂

        Odpowiedz
  • 22 czerwca 2017 o 20:14
    Permalink

    Dokładnie tak samo zrobiłem prawie 8 lat temu i nie żałuję. Chociaż u mnie to była pierwsza próba. Posłuchałem jednego audibooka, nakręciłem się i powiedziałem szefowi, że odchodzę. Wszyscy pukali się w czoło, włącznie z żoną (ta jeszcze dodatkowo trajkotała, bo nie dało się jej zamknąć na balkonie). No i jakoś nie wyszło szefowi krakanie, że „jeszcze na kolanach do niego wrócę”. Niech się cmoknie i spada na drzewo 🙂

    Odpowiedz
    • 22 czerwca 2017 o 21:41
      Permalink

      Hahaha, biedna żona! Super, że się udało i gratuluję odwagi. Ale też wiem, że czasem człowieka tak ciśnie, że zrobi wszystko, byle odejść 😉

      Odpowiedz
  • 22 czerwca 2017 o 20:41
    Permalink

    Aż byłam ciekawa co napiszesz po tym tytule 🙂 Czyli akcja w toku!
    Ja rzucałam pracę wiele razy – nigdy z tego powodu nie cierpiałam (nawet w obliczu braku bogatych rodziców czy wujka w Ameryce) ; przekonałam się po prostu że ‚wszystko płynie’ :))

    Odpowiedz
  • 22 czerwca 2017 o 21:17
    Permalink

    Karolina, nie jestem zdziwiona Twoimi decyzjami i myślę, że taka osoba jak Ty nie będzie miała problemów z tym, co dalej. Wystarczy spojrzeć, jaką społeczność tu zbudowałaś 🙂 To się nie bierze z niczego. Nie zmienia to jednak faktu, że z przyjemnością dowiem się o tym, co uważasz za warte przemyślenia 🙂

    Odpowiedz
  • 22 czerwca 2017 o 22:09
    Permalink

    8 lat temu rzuciłem pracę mając zero klientów, jeden rozgrzebany projekt i 650zł na koncie. Gdybym zapomniał o własnym biznesie, wciąż siedziałbym na etacie. Na szczęście nie wiedziałem, że bez zaplecza na rok nie ma co zaczynać 🙂

    Odpowiedz
    • 23 czerwca 2017 o 09:18
      Permalink

      Andrzej, ale też jesteś przykładem tego, że nawet jeśli się tego zaplecza nie ma, a człowiek ma wystarczającą wiedzę i determinację (plus trochę szczęścia) – poradzi sobie :).

      Odpowiedz
  • 25 czerwca 2017 o 15:56
    Permalink

    Fajnie napisany artykuł, ja też jakiś czas temu rzuciłem pracę – mając jakiś plan działania oczywiście 🙂 No, dobra zostawiłem sobie 10h pracujących miesięcznie, bo na umowie zlecenie – to mogę tak, a dzięki temu mam zatrudnienie podtrzymane:) Bo moim zdaniem pchanie się na starcie oficjalnie w swoją działalność może być ryzykowne. Jak nie ma wyjścia, to może warto zastanowić się nad tzw. Preinkubacja, która to polega na tym, że ktoś użycza nam osobowości prawnej, dzięki temu możemy ominąć płacenie ZUSu, który na początku potrafi uprzykrzyć życie. Są fundacje które tym się zajmują, np. TówjStartup.
    ..a prawda jest taka, że świat jest tak stworzony, żebyśmy się wiecznie bali. Wszakże strach to najmocniejsze narzędzie pozwalające kontrolować ludzi!

    Odpowiedz
    • 26 czerwca 2017 o 22:55
      Permalink

      Tylko to nie dotyczy takich żuczków jak ja, które swoją dg mają od lat, a wciąż ich coś powstrzymuje, by przejść tylko na swoje ;).

      Odpowiedz
  • 3 lipca 2017 o 20:46
    Permalink

    Osoby, które w nas wierzą i wspierają w naszych decyzjach to cenny skarb. Szczęściem jest mieć takie obok siebie. Gratuluję odważnej decyzji 🙂

    Odpowiedz
  • 3 lipca 2017 o 22:24
    Permalink

    Czasami przychodzi w życiu taki moment, że ta regularna pensja, normowane godziny pracy i dostęp do dóbr wszelakich już przestaje mieć dla nas wartość i dostajemy wezwanie do tego, żeby samemu sobie określić, co ta „pełnia szczęścia” tak naprawdę dla nas znaczy 😉 Trzymam kciuki i czekam na kolejne odcinki 🙂

    Odpowiedz
  • 6 lipca 2017 o 21:46
    Permalink

    Zmiana i podatki, to pewniki! Z czego właśnie zmiana jest najbardziej przyjemnym doświdczeniem! Warto zaryzykować i podejmować się nowych wyzwań! Życie mamy tylko jedno!

    Odpowiedz
  • Pingback:A GDYBY TAK NIE BAĆ SIĘ MARZYĆ? - Wariacje (nie zawsze) na temat

  • Pingback:CZŁOWIEK POWINIEN BYĆ ZWIERZĘCIEM STADNYM, CZYLI SAMOTNOŚĆ W SIECI - Wariacje (nie zawsze) na temat

  • Pingback:NIE LUBIĘ LATA, ALE CZASEM ZA NIM TĘSKNIĘ - Wariacje (nie zawsze) na temat

  • Pingback:JAK PRZEKUĆ SWOJE ŻYCIE W PASMO SUKCESÓW? - Wariacje (nie zawsze) na temat

  • Pingback:RZUCIŁAM PRACĘ I DOBRZE MI Z TYM - Wariacje (nie zawsze) na temat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up