ZBOCZENIEC, KTÓRY ZAWRÓCIŁ MI W GŁOWIE

W zeszłym tygodniu zmierzyłam się z własną słabością i po raz pierwszy opublikowałam tekst, który nie do końca jest popychaniem pierdół o duszy Maryni. Własny, osobisty, do którego bardzo się przywiązałam. Nie było to łatwe, bo wiadomo – kto, poza prawdziwą cnotą, nie boi się krytyki. Ale ten zboczeniec tak zawrócił mi w głowie, że nie mogłam nie puścić go w świat. Na szerokie wody.

Muszę przyznać, że tworząc pierwszy rozdział tego tekstu, który być może kiedyś wyrośnie na większy fragment książki, no powiedzmy taką nowelkę jak Janko Muzykant, tylko jednakowoż bez skrzypiec w roli głównej, bawiłam się wyśmienicie. Nie wiem, czy to nie jest złe proroctwo, kiedy autor sam się ze swoich tekstów śmieje? A jak tylko on? 😉 I tak mi się po głowie zaczęło plątać, jak te wszy pomiędzy gęstymi puklami, pewne pytanie:

JAK PISAĆ TEKST, BY INNI CHCIELI GO CZYTAĆpisarz, który zawrócił mi w głowie

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Pamiętam, czytałam kiedyś fragment Autobiografii Joanny Chmielewskiej, w której opisywała swą odpowiedź na jedno z najczęstszych pytań czytelników, czyli „Jak pani pisze?”. Pojawił się tam obszerny opis tego, jak rzeczywistość sprawia, że słowa same wchodzą pod palce. I ja jestem w stanie jej uwierzyć. Wysokich lotów literaturą co prawda ciężko to nazwać, ale jednak czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Minus taki, że w wielu przypadkach człowieka boki ze śmiechu bolą, ale gotowa jestem się poświęcić ;).

Wracając do zagadnienia głównego, odpowiedzi może być cała masa. Szybko, wolno, dokładnie, spontanicznie, po długim researchu, z namysłem lub bez (polotu). Ciekawe swoją drogą, która opcja jest tą najwłaściwszą z właściwych ;).

Jakie książki lubicie czytać? Tylko tak naprawdę, nie których zdjęcia fantastycznie wyglądają na Insta ;).

A PROPOS INSTA…zboczeniec

Ostatnio to jeden z moich ulubionych kanałów. Że zdjęcia uwielbiam, to wiadomo nie od dziś. Że można je pstryknąć błyskawicznie telefonem, machnąć trzy razy paluchem w aplikacji, udając, że się je obrabia – cudo! Nie trzeba długich godzin spędzanych nad obróbką. Pach-pach. Poszło, opublikowane, polajkowane, zapomniane. I tak po kilka dziennie ;).

Kolejne medium, które zawróciło mi w głowie – muszę mieć tam już swoją drogą całkiem niezły burdel. Ciekawe, co się ostatecznie wykluje. Ponieważ, kochani moi, dalszy ciąg Zboczeńca się pisze. I jest już w fazie wczesnego rozwoju. Powoli nawet, zupełnie wbrew wszelkim regułom pisania książek, które mówią o tym, że trzeba mieć plan od razu, zaczyna mi się układać w głowie pewna całość. Może nawet w którymś momencie uda się z tego złożyć całkiem logiczną fabułę.

Tymczasem łapcie kolejnych kilka linijek i dajcie znać, czy chcecie ciągu dalszego 😉

Zboczeniec – cd.

Rzeczywiście architekta nowoczesnego, czteropiętrowego budynku, mieszczącego się na strzeżonym gdańskim osiedlu, nieco poniosła fantazja. Wszystkie mieszkania miały piękne tarasy z widokiem na morze, oprócz jednego dwupokojowego mieszkanka, mieszczącego się na poddaszu. Dokładnie tego zajmowanego przez Julkę. Niewielki tarasik wychodził co prawda na park, ale okna sypialni znajdowały się dokładnie na wysokości balkonu sąsiada. Jeśli dziewczynie zdarzało się zapomnieć o zamknięciu rolet, młody i rozrywkowy chłopak natychmiast meldował się w jej mieszkaniu.

– I żebym chociaż miała na sobie piżamę! To nie, zachciało mi się włoskich klimatów – pomstowała na samą siebie Julia – próbując szczelnie owinąć się narzutą. – A nóż widelec ten zboczeniec wróci?

Nagle zamarła w połowie ruchu. Z niedowierzaniem popatrzyła na gruby pluszowy materiał i z obrzydzeniem pociągnęła nosem.

– Rany boskie, dlaczego to tak śmierdzi? Przecież ta narzuta jest cała mokra? I się lepi. Fuj!

Faktycznie, zmysł węchu jej nie zawiódł. Na samym środku reprezentacyjnej, i co tu dużo mówić, jedynej narzuty na łóżko, jaką Julia dysponowała, znajdowała się olbrzymia plama moczu.

– Niemożliwe…. – aż usiadła z wrażenia. – Co prawda nie pamiętam dokładnie, co działo się wczoraj wieczorem, ale przecież nie byłam aż tak wstawiona, by nie zdążyć do toalety. Poczułabym – przekonywała sama siebie. Nagle jej wzrok padł na zabytkową komodę stojącą pod przeciwległą do łóżka ścianą. Na samym jej środku siedział olbrzymi rudy kot i z lubością obgryzał pazury tylnej łapy, intensywnie wpatrując się w dziewczynę. Dłuższą chwilę mierzyli się wzrokiem, po czym kocur, jak gdyby nigdy nic, wstał, przeciągnął się, strącając imponującą rudą kitą najlepsze perfumy Julii na podłogę i wyskoczył przez okno.

– Ty bydlaku! – wrzasnęła do granic wyprowadzona z równowagi. – Ty cholerna świnio! Nie dość, że wlazłeś do mojego mieszkania nieproszony, to jeszcze na mnie nalałeś!

– Ależ, Słońce, nie śmiałbym. – W oknie znów ukazała się rozczochrana głowa Alberta. – Takie zabawy wchodzą w grę dopiero na drugiej randce – uśmiechnął  się szeroko, puszczając do niej oczko.

– Wynoś się! I zabieraj to swoje głupie zwierzę! Przysięgam, że każę zamurować to okno! – wyprowadzona z równowagi Julia z krzykiem uciekła do łazienki, trzaskając z furią drzwiami.

– Nie zrobisz tego… – dogonił ją przytłumiony śmiech chłopaka. – Przecież nie zrezygnujesz z tak wspaniałego towarzystwa.

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

10 myśli na temat “ZBOCZENIEC, KTÓRY ZAWRÓCIŁ MI W GŁOWIE

  • 6 lutego 2018 o 00:07
    Permalink

    Zboczeniec? Aktualnie to słowo mi się kojarzy z bohaterką serialu „Rita” 😛
    Laska ciągle myśli o grzmoceniu się… Wybacz mi za taki głupi komentarz, ale nie mogłam się powstrzymać 😉

    Odpowiedz
  • 6 lutego 2018 o 03:24
    Permalink

    Zboczeniec? Karola- z takim tytułem toż to będzie hot deal! 😀
    ps. A rozkminiłaś insta? Umiesz w zdobywanie followersów? 🙂

    Odpowiedz
  • 6 lutego 2018 o 13:25
    Permalink

    Nie ma chyba dobrej metody związanej z pisanie, no chyba że ci za to płacą. Tylko czy wtedy to jeszcze jesteś Ty, czy już ktoś inny? 🙂

    Powodzenia z książką!

    Odpowiedz
  • 8 lutego 2018 o 15:23
    Permalink

    Ja myślę, że z pisaniem jest tak samo, jak ze… śpiewaniem! Kto mi zabroni śpiewać sobie pod przysznicem? No, kto? Śpiewam, bo lubię, i już! Tak samo jest z pisaniem. Niektórzy ludzie piszą, bo lubią! Tragedia jest dopieko, kiedy ktoś pisze, bo musi! 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up