ZBOCZENIEC

Ponieważ losy mojej kariery literackiej są prawie przesądzone i pisać do szuflady nie będę tylko dlatego, że jej nie mam, zapragnęłam zostać ekshibicjonistką. Wiesz, gołe biusty, walki w kisielu i te sprawy. Na pierwszy ogień idzie zatem możliwość obrzucenia mnie błotem ;). Potem może będzie może coś więcej, kto wie ;).

Gdybym stała teraz przed Tobą w jakiejś małej, zakurzonej salce lokalnej biblioteki, nerwowo obciągając przyciasną marynarkę, a tynk sypałby mi się na głowę (rozważałam opcję z kapiącym dachem, ale zdecydowanie strop walący się na łeb jest bardziej dramatyczny), powiedziałabym, że oddaję w Twoje ręce moją twórczość. No dobra, króciuteńki jej fragment. Taki tyci tyci. Mała próbka chorych możliwości umysłu.

Ponieważ jednak siedzę przed własnym komputerem, wpatruję się w ekran od godziny i zastanawiam się, czy wcisnąć „opublikuj” czy też nie, myślę sobie, że kto nie ryzykuje, nie pije szampana. W związku z tym klikam enter i… lecę po tę flaszkę. Jak nie z radości, to choć z rozpaczy się upiję, niech coś z tego mam.

A co po tym enterze? Początek nowego tekstu, który nie wyląduje w szufladzie, o! Taki mam niecny plan. Co Ty na to? Baw się dobrze 🙂

„Zboczeniec”

Budzik dzwonił natarczywie już od dziesięciu minut, kiedy w sypialni Julki odezwało się głośne walenie w szybę okienną.

– Niech pani wyłączy to cholerstwo! Wyje i wyje! Niektórzy chcą spać! – przez opary snu w świadomość dziewczyny wdarł się natarczywy głos sąsiada.

– Gdzie ja jestem? – Julka rozejrzała się nieprzytomnie po sypialni. Wczorajszego wieczoru trochę poimprezowała z przyjaciółką. Do końca nie była pewna, jak dotarła do domu i czy to aby na pewno było jej mieszkanie? Na pierwszy rzut oka wyglądało, że tak. Turkusowe ściany, brązowa narzuta łóżka, puszyste białe kapcie stojące na podłodze. Bez wątpienia znajdowała się u siebie. Skąd zatem dobiegał ten głos?

– Halo! Żyje pani? Proszę wyłączyć ten budzik do cholery! – kudłata głowa sąsiada ukazała się w oknie sypialni. – Czy pani zwariowała? Jak można przestawiać tę drzemkę w tę i z powrotem?

– Co pan robi w moim mieszkaniu? – Julia podniosła się gwałtownie na łóżku, całkowicie zapominając o tym, że nie ma na sobie piżamy. Wczorajszego wieczora była tak zmęczona, że jedyną rzeczą, jaką była w stanie zrobić, było rozebranie się do naga i zapadnięcie w puszystą poście.

– No, no, no… dla takich widoków to w sumie może pani budzić mnie przez całą noc – sąsiad obrzucił nagie piersi dziewczyny lubieżnym spojrzeniem. – Albert jestem – wyciągnął przez okno rękę usiłując dotknąć Julki.

– Chyba pan zwariował?! – Julia gwałtownie szarpnęła brzeg brązowej narzuty, naciągając ją na nagie piersi.  – Niech się pan stąd wynosi, zanim zawołam policję. To nie jest kolacja zapoznawcza.

– Raczej śniadanie. I to bardzo wczesne – Albert spojrzał na dziewczynę, dzierżącą w dłoni grubą książkę (pierwszą rzecz, która wpadła jej zresztą w rękę) i wycofał się pospiesznie na swój balkon.  – Już dobrze, dobrze. O co to całe zamieszanie? Czy to ja gołej laski nie widziałem? Co się pani tak unosi? Już sobie idę. Ale jakby pani miała ochotę na śniadanie…

– Nie mam! – wrzasnęła Julka, ostatecznie wyprowadzona z równowagi i rzuciła książką w kierunku balkonu. Co za chory idiota projektował ten budynek? – pomstowała w duchu.

cdncn*

* Jakbyś się zastanawiał, cóż to za skrót ;)… ciąg dalszy nie wiadomo, czy nastąpi ;). No dobra, część już jest, ale co będzie dalej?

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

2 myśli na temat “ZBOCZENIEC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up