ORTODONTA Z PIEKŁA RODEM

Po latach leczenia Potwora Starszego aparatem ortodontycznym dotarliśmy do etapu „Nie musi już nosić”! Syn oczywiście wpadł w zachwyt, w końcu kto lubiły spać z metalem w gębie tak niewygodnym, że nawet zębem porządnie zazgrzytać nie można? No właśnie… Jednakowoż jakieś dziwne przeczucie deptało mą duszę i nie dawało spokoju. Chodziło za mną i chodziło, aż w końcu przysiadło na ramieniu i tak długo truło du.ę, aż zadzwoniłam do innego ortodonty. I powiem jedno – ja jak ja, ale Zębowa Wróżka to może już iść szukać odpowiedniego drzewa, co by sobie na nim podyndać. Ale od początku…

Pierwszego potwornego ortodontę musieliśmy zmienić pod przymusem. Po prostu przestał z dnia na dzień przyjmować w gabinecie. Jakie były przyczyny jego zniknięcia? Mogę tylko snuć mniej lub bardziej dramatyczne wnioski. Ponieważ jednak wyobraźnia mi szaleje, oszczędzę wszystkim widoku tych obrazów rodem z taniego horroru. Wracając do tematu, gabinet stomatologiczny stanął poniekąd na wysokości zadania i na naszej drodze pojawił się

DOKTOR WSZYSTKOWIEDZĄCY

Już pierwsze zapewnienia pielęgniarek wprowadziły mnie w lekkie osłupienie. Pan doktor jest naprawdę specjalistą, wybitnym ekspertem. Hmmm… czy gdyby był nim rzeczywiście, byłabym o tym ta skwapliwie zapewniana?

Potem było już tylko gorzej. Większego chama na swej drodze przyznam dawno nie spotkałam. Krzyk na pielęgniarkę w obecności pacjenta, podważanie jej kompetencji i pełen wyższości ton sprawiły, że niechęć poczułam do Pana Wielkiego Doktora ogromną. Kiedy natomiast na pytanie, czy Potworek powinien też nosić aparat, usłyszałam „Jak pani uważa.” – czerwony neon świecił już własnym blaskiem, że widać go było, niczym Mur Chiński, z kosmosu.

Szali dopełniło podniesienie stawki za wizytę o 150% oraz bardzo fachowa porada, której Pan Wielki Doktor udzielił mojej koleżance:

– Niech pani najpierw zoperuje sobie nos, a potem porozmawiamy o założeniu aparatu!

TYM OTO SPOSOBEM TRAFILIŚMY DO NOWEGO SPECJALISTY

Na wizytę przyszło nam czekać parę tygodni. No dobra, miesięcy, ale trochę w drogę wszedł plan lekcji. Nie uwzględnił, że wizyty lekarskie odbywają się przed południem. Życia znaczy nie zna.

Niemniej kiedy już przyszliśmy do gabinetu, wprowadzono nas na salony, a z każdego kąta buchał luksus, Przemiły Pan Doktor zajął się Potworem dog(ł)ębnie. I powiem tak, ja jak ja… przeżyję tę diagnozę. Ale Zębowa Wróżka – oj będzie musiała dziewczyna obrabować bank!


.


.


.


.


.


.


.


.


.


Tak bowiem będzie wyglądała szczęka Potwora, kiedy już spełnimy zalecenia Przemiłego Pana Doktora.

– Aparatu nosić nie musi! Ale do usunięcia jest 9 zębów. Mlecznych!!! Kto was z nimi z gabinetu wypuścił?

Hmmm… nikt wypuszczać nie musiał. Syn sam wyszedł.

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

16 myśli na temat “ORTODONTA Z PIEKŁA RODEM

  • 13 lutego 2018 o 20:35
    Permalink

    Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem, ponieważ pracuję jako asystentka ortodonty od 18 lat.

    Współczuję tych doświadczeń.

    Bardzo.

    Odpowiedz
    • 14 lutego 2018 o 21:29
      Permalink

      O to pewnie naoglądałaś się podobnych przypadków aż nadto 🙂 Z ciekawostek – kiedy dzwoniłam do drugiego ortodonty, powiedziano mi, że on nie przyjmie pacjenta, który leczył się u kogoś innego. To normalna procedura?

      Odpowiedz
      • 22 lutego 2018 o 09:37
        Permalink

        Szczęśliwie u mnie w pracy była ortodontka, która nie robiła takich jazd pacjentom – nie wytrzymałabym z nią tyle lat. Co do niechęci kontynuowania leczenia przez innego ortodontę – tak, niestety tak jest. Ortodoncja jest dziedziną, w której można się wykazywać własnymi pomysłami i kreatywnością, jest subiektywna i trzech ortodontów może mieć inną koncepcję leczenia takiej samej wady. Reszty nie napiszę publicznie, bo jeszcze mnie ktoś do sądu zawlecze 😉

        Odpowiedz
          • 15 marca 2018 o 19:04
            Permalink

            Deal!

            A póki co – news z wczoraj. Przychodzi pacjent – niegdyś nasz. U nas miał zrobiony aparat, ale nasza lekarka poszła gdzie indziej robić robotę i musiał zmienić poradnię. Poszli więc na wizytę z tym naszym aparatem, babka sprawdziła, noo, wszystko ok, dała kluczyk, kazała aktywować śrubę 1x 2 tygodnie. Kolejna wizyta w… 2021 roku…

  • 14 lutego 2018 o 08:25
    Permalink

    A u nas było tak: młody wylądował u ortodontki, która cały czas twierdziła, że wszystko jest OK. Równolegle, w tym samym zakładzie miał wiecznie plombowane czwórki, co dentysta zalepił, to plomba wypadała. Raz niestety zaczęło go boleć bardzo mocno, awaryjnie podjechaliśmy do chirurga zębowego, ten się za głowę złapał co to za cuda w tych czwórkach były robione, pokazał mi jak one wyglądają od wewnątrz. Na cito miał wyrwaną jedną czwórkę (był już ropień pod), później drugą i doradził rwanie innych mleczaków parami. Wtedy (chwała Bogu) trafiliśmy na normalną ortodontkę, która porobiła zdjęcia, rozrysowała tory rośnięcia zębów, póki co nic do wyrywania, nosi aparat tylko na noc (plastikowa wkładka) i sytuacja jest pod kontrolą.

    Odpowiedz
  • 20 lutego 2018 o 14:18
    Permalink

    Niestety z dobrym dentystą to tak samo, jak z dobrym mechanikiem, ginekologiem i panem od „wykańczania” mieszkania… tylko z polecenia! 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up