ZŁODZIEJ PRZYSZEDŁ NOCĄ

W środku nocy obudził mnie dziwny dźwięk. Ni to dławienie się, ni to mlaskanie. Za oknem było jeszcze ciemno. Ostrożnie zerknęłam na zegarek – dochodziła trzecia nad ranem. Godzina, kiedy tak naprawdę nikt normalny nie wstaje, nie tłucze się po nocy. Zresztą, kto miałby się u mnie tłuc. Potwory od czasów wczesnego dzieciństwa spały jak zabite, koty poruszają się niemalże bezszelestnie, Mąż na wygnaniu, pies… No właśnie, gdzie jest pies?

Odkąd Mąż wyjechał do Miasta Seksu, Biznesu i Kokainy, pies rozpoczął swą krucjatę, mającą na celu zdobycie coraz większego panowania nad naszym nikłym królestwem. Najpierw zawłaszczył łóżko Potworka, potem kanapę w salonie, by stopniowo przekonać mnie ciągłym piszczeniem, że wolę się wyspać niż być konsekwentną. Od jakiegoś czasu (tylko ciii, nie mówcie Mężowi) odgrywamy tę samą komedię co wieczór. Pies idzie pokornie spać na swoje legowisko, by w środku nocy – nie wiedzieć jakim cudem – wylądować w moim łóżku. Pomacałam więc ręką dookoła siebie, tak jak to się robi w poszukiwaniu małżonka w serialach, ale niestety poczułam puste wygrzane miejsce. Ani chybi poszła tropić złodzieja. Bo kto inny mógł panoszyć się w mojej kuchni o trzeciej nad ranem. Stukać garami i wydawać dziwne gardłowe dźwięki.

ZŁODZIEJ – NIE BYŁO INNEJ OPCJI

Może gdybym mieszkała w domku pod lasem, do sąsiadów miała kilkaset metrów, przejęłabym się bardziej. Może gdyby to były początki samotnego nocowania w towarzystwie dzieci, kiedy to zamykałam się na 5 zamków, a drzwi podpierałam krzesłem. Może wreszcie, gdyby zjeżony pies był koło mnie i trząsł się ze strachu – wystraszyłabym się bardziej.

Jednak tej nocy złodziej nie mógł liczyć na moją łaskę. Obudzenie mnie w środku nocy i okradanie z i tak niewielkiej ilości snu było skandalem ponad miarę. Powoli poczułam jak zaczyna narastać we mnie furia. Kto w ogóle śmiał obudzić mnie o tej godzinie.

Wkurzona do granic postanowiłam zrobić jedyną rzecz, jaka przyszła mi do głowy i miała w tym momencie sens. Odwróciłam się na drugi bok i poszłam spać.

I TO CHYBA BYŁ BŁĄDzłodziej

Niewiele chwil później, kiedy zaczęłam na nowo zapadać w czułe objęcia Morfeusza, poczułam na swojej szyi gorący oddech. Głośne dyszenie zaczęło przybierać na sile, aż w pewnym momencie tuż nad moim uchem rozległo się głośne mlasknięcie a zaraz za nim… beknięcie.

Szlag jasny trafił mnie w 3 sekundy. Co za świnia wlazła do mojego łóżka nieproszona i nie dość że dyszy, to jeszcze beka??? Odwróciłam się gwałtownie i w świetle jedynej lampy świecącej na ulicy ujrzałam psa, radośnie uśmiechniętego i machającego ogonem.

Zachęcony tym, że w końcu się podniosłam, wystartował do kuchni i w chwilę potem przyniósł mi i położył tuż obok na poduszce zwłoki. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie były to zwłoki kurczaka, które zanurzone w sosie pomidorowym spoczywały pod przykryciem na kuchence w kuchni.

Aaaaa…

Obudzona już całkowicie dopadłam kuchenki. Śladów zbrodni nie było. Nie licząc resztek kurczaka na krześle przy biurku. Na biurku zaś siedziała Kocica Młodsza i z lubością obgryzała pazury. Spojrzała na mnie spod oka, pogardliwie machnęła ogonem i zeskoczyła ze stołu, lekko obrażona, jakby chciała powiedzieć:

I co? Wydawało ci się, że sobie ze zwykłym mięsem nie poradzę? Podziękuj, przynajmniej nie musisz już karmić tego darmozjada, co nic innego nie robi, tylko zamieszanie wszędzie.

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

6 myśli na temat “ZŁODZIEJ PRZYSZEDŁ NOCĄ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up