4 TYPY OSÓB, KTÓRE NA PEWNO SPOTKASZ NA SIŁOWNI

Kiedy postanowiłam co nieco zrobić ze swym rozlazłym ciałem, stanęłam przed lustrem i obejrzawszy się od stóp do głów stwierdziłam, że nie jest to jeszcze poziom, który można by pokazać ludziom. To samo było z kondycją, której raczej nie było. Wcale a wcale. Zanim jednak dotarłam na fitnesy i poznałam 4 typy osób, które na pewno spotkasz na siłowni, przeszłam długą drogę.

Jako dziecko nie szalałam za sportem. Chyba, że chodziło o prędkość przewracania kartek w ksiażkach w połączeniu z ilością pochłanianych na czas kanapek z pasztetem i ogórkiem (albo – w wersji na słodko – lentilków). Szybko przełożyło się to na jakość moich „mięśni”. Potem trochę doszłam do siebie, ale po urodzeniu Potworów okazało się, że już nie jest tak różowo. Można by powiedzieć, że było szaro. A nawet czarno. I tak zaczęła się moja przygoda ze sportem.


SPORT TO ZDROWIE

jogging

 

Ponieważ chronicznie nie znosiłam biegać i zadyszki dostawałam już na pierwszym zakręcie, od biegania wlaśnie rozpoczęły się zmiany wszelakie. Taka zaowalowana forma masochizmu. Pomijam czasy, kiedy namiętnie robiłam szóstkę Wadera, dopóki mój kręgosłup nie powiedział bujaj się. 

jogging

 

Bieganie mnie wciągnęło. Nie wyobrażałam sobie tygodnia bez przebiegniętych kilkunastu kilometrów. I tak przez pół roku co najmniej. Potem przyszedł czas na Jillian Michaels i Shauna T. Wiadomo, jako jędza pierwszej wody, uwielbiam jak ktoś mną pomiata 😛
Kiedy już wyczerpała się cierpliwość Męża i Potworów (ileż można zajmować tv w godzinach największej oglądalności??), fabryka szczęśliwie zafundowała swym pracownikom pakiet sportowy. I tak trafiłam na siłownię.
Najpierw udałam się do wylęgarni korpo-siłaczy, ale szybko stwierdziłam, że pindrzenie się przed lustrem i wypinanie pośladków w stronę znudzonego trenera stanowczo nie jest dla mnie. Już już miałam zrezygnować, kiedy dotarłam na rodzimą, wiejską i jakże przyjazną odmieńcom jak ja siłownię.
Tylko z fitnessem nie mogliśmy się dogadać – aerobik, pilatesy, malownicze pląsy w takt muzyki – wszystko to było stanowczo nie dla mnie. Ja w prawo, cała grupa wraz z trenerką w lewo. Oni do przodu, ja do tyłu. No ni grzyba nie mogłam złapać rytmu. Uznałam swoją porażkę i zapisałam się na boks. I tak trenując od dobrego roku, uczęszczam sobie regularnie na siłkę – jakie tam typy można spotkać, w głowie się nie mieści!

GWIAZDECZKI, CZYLI LUSTERECZKO POWIEDZ PRZECIE

dziewczyna na siłowni

 

Tak, tak.. nie jest to żart. Mimo iż rodzima fabryka koksów raczej nie przyciąga gwiazdeczek korpo, zdarza się, że zaplącze się tam jedna z drugą blondi. Najpierw długo dobiera w szatni skarpetki do leginsów, leginsy do butów i obowiązkowo pasujący topik. Potem robi słodkie minki do lustra, poprawia fryzurę, pociąga usta błyszczykiem. I strzela słitfocię. Jedną, drugą, trzecią. Szybki post na fejsie, tłiterze, insta i już można pójść na bieżnię. Powolutku, bez pośpiechu, co by się za bardzo nie spocić, bo się makijaż rozmaże.. W trakcie ze 3 telefony do koleżanek i już trening z głowy.


SPACEROWICZE

trening na siłowni

 

Zdecydowanie moja „ulubiona” grupa ćwiczących. Wychodzą z wciągniętym brzuchem i wypiętą klatą z szatni. Obrzucają okiem salę, oceniając gdzie najbardziej opłaca się pójść. Po czym wolnym, majestatycznym krokiem robią obchód. Tu przystaną zagadają, tam podniosą ze dwa hantelki. 3/4 czasu przeplotkują z jedną czy drugą dziewczyną, sprawdzając czy aby na pewno robią odpowiednie wrażenie. I już – można wracać do żonki. Misja spełniona.


FIT-FREAKI

koksu

 

Wpadają na siłownię z rozwianym włosem, w garści koktajl probiotyczny, w kieszeni spodni baton, w recepcji zamawiają białko i lecą na przyrządy. Tam ćwiczą, jakby świat miał się skończyć. Godzinę, dwie, trzy. Szaleństwo w oczach, szał ciał i uprzęży. I tak codziennie. Albo nawet dwa razy dziennie. A jak się uda to i trzy. Siłowo, obwodowo, cardio. Obowiązkowe prężenie muskułów, wypinanie pośladków i mierzenie przyrostu masy mięśniowej. Jest dobrze? To lecim dalej, do jutra.


ZWYKLI WYJADACZE CHLEBA

fitness

 

Czyli takie biedne ludki jak ja. Nie mają zacięcia do gwiazdorzenia. Towarzysko jakoś sobie radzą, ale przecież nie po to chodzą na siłkę by spacerować. Na fit-freaka nie maja zadatków. W koncu te lody w cukierni tak kuszą…
Ale żeby nie wypaść z rytmu, 2-3 razy w tygodniu zaliczają godzinkę na tych czy innych zajęciach, łudząc się, że kiedyś tam będą mogli pochwalić się ciałem jak Shaun T i naprężyć bicepsik do słitfoci jak Jillian 😉
A wy jakie typy dopisalibyście do listy? 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

40 myśli na temat “4 TYPY OSÓB, KTÓRE NA PEWNO SPOTKASZ NA SIŁOWNI

  • 25 września 2016 o 19:14
    Permalink

    Ja dopisałbym przekupki. Zajmują maszyny, nie korzystają z nich i gadają o najróżniejszych duperelach, zaczynając na obgadywaniu szafa, a kończąc na narzekaniu na pogodę. Przychodzą na siłownię, żeby pogadać, no i może przy okazji wziąć do ręki jakiegoś hantelka i zaraz go odłożyć. Najlepsze jest, że ta zasada dotyczy w większości facetów. Też wkurzają mnie osoby, które „zajmują” sobie sprzęt, zostawiają na nim swój ręcznik i gdzieś sobie idą, a jak ktoś chce ręcznik zdjąć i skorzystać z maszyny, to wyskakują nagle znikąd i krzyczą, że zajęte.

    Odpowiedz
    • 25 września 2016 o 19:59
      Permalink

      O, prawda. Te typy niestety i u mnie są dość często spotykane. Nie lubię też osób wiecznie mnie strofujących, że coś robię nie tak (zwłąszcza jak nie są trenerami 😉 )

      Odpowiedz
  • 25 września 2016 o 20:14
    Permalink

    Dodałabym jeszcze wujków złota rada. Takich co to podejdą i niezależnie od tego czy jesteś zainteresowana czy nie zasypią radami jak powinnaś wykonywać dane ćwiczenie i zwrócą uwagę jakie błędy popełniasz 🙂

    Odpowiedz
  • 25 września 2016 o 21:50
    Permalink

    Bardzo zabawny podział. Ja zazwyczaj przechodzę tylko przez siłownię do sali fitness. Samej siłowni nie lubię właśnie ze względu na spojrzenia innych czy kolejkę w oczekiwaniu na swoją 5 minut na sprzęcie. Myślę, że sprawdza się tutaj ta sama zasada: jedni przychodzą do kina, a inni na film?!

    Odpowiedz
  • 26 września 2016 o 13:01
    Permalink

    Poza tańcem i aerobikiem nie uznaję zbiorowego pocenia się – dlatego biegam samotnie po mieście w miejscach mało uczęszczanych.(^_^)

    Odpowiedz
  • 26 września 2016 o 13:06
    Permalink

    ja bym dopisała typ, którym ja sama jestem.
    „kochanie idę na siłownię z X”, przebieramy się, zajmujemy jakieś sprzęty (nie ważne jakie byle blisko siebie), przez godzinę trochę się poruszamy, więcej przegadamy, potem prysznic, wspólna kawa i oczywiście ciacho, a potem do domu.
    ” – i co jak było?
    – a nawet nie gadaj, upocona jestem, wszystko mnie rwie i boli
    – to chodź zrobię Ci masaż …”

    <3

    Odpowiedz
  • 26 września 2016 o 21:08
    Permalink

    Ciekawy post ukazujący, że rzeczywiście na siłowni może spotkać prawie każdy typ człowieka i niestety tych szczególnie irytujących jest sporo.
    Sama mam do zgubienia sporo kilogramów, ale boję się iść na siłownię… Chyba zacznę od prężenia i znęcania się nad sobą w domu…
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • 27 września 2016 o 10:25
      Permalink

      Oczywiście wszystko zależy od miejsca, w które trafisz. Są takie, w których ćwiczy się przyjemnie i atmosfera nawet dla początkujących jest spoko. Ja dla komfortu własnego zaczęłam od ćwiczeń w domu. Niemniej – wiadomo, że to nie to samo, co pod okiem profesjonalnego trenera.

      Odpowiedz
  • 29 września 2016 o 20:56
    Permalink

    Dopisuję plotkarzy! Kobiety i facetów. U mnie na siłkę przychodz parka panow, biznesmenów, jadą bez ogródek o koleżankach, o gazetach, o serialach. Ćwiczenia tam za wiele nie ma 🙂

    Odpowiedz
  • 29 września 2016 o 21:53
    Permalink

    Spacerowicze – świetnie ich nazwałaś. Typów jeszcze kilka by się znalazło. Fakt, często się zastanawiam, po co niektórzy przychodzą na siłkę…

    Odpowiedz
  • 1 października 2016 o 01:05
    Permalink

    Hehe, no ja codziennie widzę dziwne typy 😀
    Jak Ty biegasz i siłownie zaliczasz to musisz mieć idealną sylwetke!! Zazdro!
    ps. W Wawie ta siłka?;)

    Odpowiedz
    • 3 października 2016 o 21:11
      Permalink

      Raz byłam świadkiem takiej scenki właśnie: dziewczę przebrało się w riboki, pociągnęło szminką usteczka, poprawiło fryz, porobiło kilka min do lustra i strzeliło 2 słitfocie. Potem zaczęło wesoło szczebiotać do telefonu, że właśnie idzie na trening… niestety, weszło do sali i szybko wyszło, bo.. zaczęły się zajęcia z boksu. A tam się można spocić! 😉

      Odpowiedz
  • 3 października 2016 o 22:07
    Permalink

    Nigdy nie byłam na takiej siłowni bo siłownię mam w domu więc ćwiczę sama ale na moim snapchacie jest najwięcej gwiazdeczek (w sumie inni tych zdjęć nie robią), a gdyby miała się dopasować do jakiejś grupy to byłaby to chyba ta ostatnia 😉

    Odpowiedz
    • 4 października 2016 o 07:10
      Permalink

      Ja sporo treningów również wykonuję w domu – może dlatego zderzenie z rzeczywistością bywa takie.. traumatyczne 😉

      Odpowiedz
  • 4 października 2016 o 11:15
    Permalink

    Haha, nie chodzę na siłownię, ale już patrząc na fotki na Fb, czasem zastanawiam się, czy niektóre z moich znajomych chodzą tam, żeby ćwiczyć, czy robić sobie fotki przed tamtejszymi lustrami. 😉

    Odpowiedz
  • 29 listopada 2016 o 23:34
    Permalink

    Trzeba być sobą i twardo realizować swoje cele i nie oglądać się na nikogo na siłce. Jeśli skupiamy sie na innych to nie skupiamy się na sobie. 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up