BLOGERZE, CZYTELNIK TO TWÓJ WRÓG!

Ponieważ są takie wpisy, które wywołują rewolucję i nie wiadomo, jak ją ugryźć (czy tylko lekko pokąsać czy może rzucić się do gardła i poprzegryzać tętniczki… hmm, to ostatnie jest niebywale kuszące), zaczęłam się zastanawiać, czy istnieje taki twór jak Czytelnik idealny? Łagodny, wyrozumiały, pełen empatii… Jak pisać, by zostać zrozumianym?

Niby człowiek nikogo personalnie nie obraża, nie oczernia, ba, nawet nie ma takiego zamiaru, a jednak po dupie zgarnia konkretnie. W szkole średniej usilnie wmawiano mi, że za odbiór tekstu odpowiada jego nadawca, nie czytelnik (przyznaję, dla mnie bzdura totalna, ale co ja się będę z mądrzejszymi kłócić). I to ten właśnie nadawca, chcąc zostać dobrze zrozumianym, powinien się gimnastykować i uprawiać ekwilibrystykę słowną. Tyle tylko, że to kompletnie nie przystaje do realiów i tak se ne da! Albo inaczej… nie zawsze się da. Kiedy nasze teksty mogą zostać zrozumiane opacznie, mimo iż naprawdę są transparentne?... Read More

Czytaj dalej

CAŁE ŻYCIE WE WSTYDZIE

Jakoś tak w marcu, będzie na Dzień Kobiet chyba, mąż zakupił mi w prezencie masaż. Relaksacyjny. Ewentualnie klasyczny – do wyboru. Problem w tym, że to był masaż! Ma-saż! Dla mnie! Dla osoby, która nienawidzi, kiedy dotyka ją ktoś obcy (w sumie nieobcy też mogliby rąk do mnie zbyt często nie wyciągać ;) ). Ale co tam, kto nie ryzykuje ten nie ma – co najwyżej całe życie spędza we wstydzie.

 
Bojkotowałam pomysł przez jakiś czas, no dobra, dość długi czas, wypierając go z pamięci. Wspierały mnie w tym dzielnie brak czasu i nadmiar zajęć. Ale że mąż uparty, a wąż w kieszeni syczał, co zapłacone musi być skonsumowane. Kiedy więc po raz kolejny zadał pytanie, czy się już może na ów masaż umówiłam, przyszło się ugiąć.

JAK ODPYCHAĆ OD SIEBIE NIECHCIANE – TRENING PODSTAWOWY

 
– Mam przecież jeszcze mnóstwo czasu (hahaha, to samo mówiłam 2h przed porodem :P).
– Jesteś pewna?
– No raczej! Do końca czerwca mam czas…
 
Yhyyy… okazało się jednak, że nie do końca czerwca, a do wczoraj. Zagęściłam zatem ruchy, wykonałam telefon do gabinetu, przekonałam panią, że tak, owszem, jestem totalną blondynką i musi mnie przyjąć na już, bo inaczej kaplica, forsa przepadnie, a mąż mnie wydziedziczy. Pani się ugięła, acz zadowolona nie była.
 
Tym oto sposobem wylądowałam na stole do masażu. Relaksujący miał być! Masaż nie stół. O matko moja kochana – co ja się nastresowałam, to moje!
 
Już na samym początku okazało się, że tam się trzeba rozebrać! Fuck!
Jak będę leżeć na brzuchu kobita będzie patrzeć na moje brudne pięty. Do tego obłażące ze skóry, bo zafundowałam sobie skarpetki złuszczające!
Będzie mnie dotykać po łydkach! Cholera jasna, kiedy ja ostatnio goliłam łydki???
Rany boskie, ona dotyka moich boczków! A ja jak na złość zapomniałam zjeść tych cudownych tabletek, o skutkach ubocznych (Znacie tę idiotyczną reklamę? „Mają efekt uboczny… Uboczny, bo znikają boczki…”).
 
Thorze mój przenajświętszy, nie dla mnie te salony! Nie dla mnie masaże! Relaks i SPA. Może ja lepiej na jakiś trening pójdę? Przynajmniej jak się spocę, to nikt nie będzie narzekał, że śmierdzę :P.
... Read More

Czytaj dalej

POZBAWIŁA GO JAJ!

Pewnego pięknego sierpniowego dnia, a raczej wieczora, przywiozłam do domu małą trzęsącą się kupkę nieszczęścia. Wróć! To wcale nie był piękny dzień. Lało jak głupie. Ostatnio taką ścianę wody pamiętam w ’97, kiedy to naszą piękną ojczyznę nawiedziła powódź stulecia. Taka też ściana wody była przede mną, za mną i obok mnie, kiedy jechałam na Śląsk po sukę. Ewidentnie Los zamierzał mi coś powiedzieć.

Ja jednak pozostałam głucha na wszelkie argumenty. Na gadanie Męża również. A nawet na głupie straszenie mnie, że biorę sobie na głowę obowiązek na co najmniej kilkanaście lat. Jakoś jak zaszłam w ciążę, to mi tego nie mówili! Chciałam małą puchatą kulkę – to ją dostałam! Jak się baba uprze, nie ma zmiłuj.... Read More

Czytaj dalej

TECHNIKA POMODORO DLA OPORNYCH

Jako osoba poruszająca się całkiem sprawnie w środowisku internetowym (umiem klikać myszką, napisać kilka słów na zadany temat i nawet je opublikować w sieci) ze zdumieniem stwierdzam, że są środowiska zupełnie odporne na postęp i technikę. Środowiska, w których herbatę nadal pije się ze szklanki z koszyczkiem, a dewiza Klient nasz pan jest dla niektórych całkowicie obca.

Nie wiem, czy mieliście okazję oglądać znakomitą polską komedię Ile waży koń trojański? – tak, tak, właśnie o takim przeniesieniu w czasie piszę. Trafiając w objęcia placówek NFZ – bo o nich mowa – czuję, jakbym cofnęła się w czasie. I to niekoniecznie do lat, które pamiętam. Może dlatego tak ciężko mi się w tych odmętach absurdu odnaleźć.... Read More

Czytaj dalej

POKAŻ TWARZ! NIE, POKAŻ CYCKI!

Ponieważ właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że za 2 dni święta, popełnię z premedytacją wpis nieświąteczny. Ale czy na pewno? Nie zliczę, ile razy miałam robione zdjęcie przy świątecznym stole. Nienawidzę tego! Nie dość, że sama wizja stołu z rozbabranym żarciem wygląda mocno średnio, to jeszcze do tego ta moja facjata. A tu jak na złość zawsze padało hasło ze strony fotografa: pokaż twarz! No właśnie, twarz? A może cycki? Ile jesteśmy skłonni pokazać w Internetach?

Pamiętacie „Lśnienie” z fantastyczną wręcz rolą Jacka Nicholsona? Głosy w głowie kazały mu pisać, i pisać, i pisać. A tu jak na złość weny brak! Ta niemożność napisania choćby jednego zdania. Takiego tylko na początek, dającego flow. Mi pisać kazały KOTy. Ba, narzuciły nawet temat – rozbierz się dla ludzi! Pokaż twarz! Nie, pokaż cycki!... Read More

Czytaj dalej

CZY JEST SENS WYCHOWYWAĆ DZIECI?

Pisałam ostatnio na fejsbukowym fanpejdżu o mojej roli w wychowywaniu Potwornych Potworów. Rola matki to nie je bułka z masłem, o nie… Trzeba być jednocześnie poganiaczem wielbłądów, naczelnym krzykaczem, czasem (rzadko! stosujemy zimny wychów :P) przytulaczem. Nade wszystko jednak jestem suflerem, podpowiadaczem, dyktatorem i sprawdzaczem.

Sprawdzam wszystko: od zeszytów, poprzez maile, ciepłe gacie, śniadania, klucze i inne. Czasem sobie myślę, że może jakbym raz, drugi czy trzeci nie sprawdziła, to może by się w końcu nauczyli pamiętać. Ale nie – kiedy wyłączam opcję sprawdzacza, zapanowuje taki chaos, że mnie jasny ch… strzela. I znów przełączam się na tryb właściwy.

JAKI JEST SENS WYCHOWYWANIA DZIECI?wychowywanie dzieci

Zastanawiam się czasem, czy to moje wychowanie Potwornych ma jakikolwiek sens? Przypomniała mi się ostatnio historyjka z samych początków edukacji szkolnej Potworka. Dziecię od maleńkości było przekochane i z gatunku tych niesprawiających problemów. Tymczasem pewnego wieczora…
Mamoooo, ja zapomniałem Ci coś powiedzieć – wielkie czarne oczy, z rzęsami tak długimi, że zazdrości mu każda baba, wpatrzyły się we mnie niewinnie, a małe rączki zaczęły nerwowo skubać brzeg kurtki.

– Co takiego? – zapytałam zainteresowana, ponieważ skrucha to rzadkie uczucie u Potwora Mniejszego.... Read More

Czytaj dalej

SZEFOWIE WROGOWIE

Była kiedyś taka głupawa komedia o identycznym tytule. Pamiętam jedynie, że grała w niej Jennifer Aniston i trzech gości, którzy zawsze występują w komediach amerykańskich o wątpliwym poziomie. Ot, film do obejrzenia na raz. Kolejnej części, a była taka, nie dałam rady. Nie przypuszczałam jednak, że będzie mi dane być częścią podobnego scenariusza.

Szefowie wrogowie, Horrible Bosses – amerykańska wersja tytułu jest nawet bardziej adekwatna. O czym jest fabuła? O życiu! Trzech przyjaciół, trzech szefów, trzy sposoby na eliminację wroga. Jeśli chcecie wiedzieć, jak NIE pozbyć się szefa – można obejrzeć. Ale nie namawiam.... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up