5 powodów, które sprawiają, że nie jestem perfekcyjna

Zainspirowana pewnym wpisem, na jednym z blogów, które podglądam, zaczęłam analizować siebie i swoje życie. A raczej moje oczekiwania względem niego.Wniosek jest bardzo prosty: nie jestem perfekcyjna, mój dom jest daleki od perfekcyjności, dzieci są wspaniałe, ale nijak nie przypominają tych ze stockowych zdjęć. Czy jest mi z tym źle? Czasem tak.

Znacie  to uczucie, kiedy patrząc na jakieś zdjęcie wrzucone do sieci (makijaż, mieszkanie, stylówka etc.) zastanawiacie się, dlaczego u Was tak nie jest? Odkąd przeczytałam i zobaczyłam na własne oczy, jak wyglądają w całości mieszkania, potrawy itp. wrzucane na ślicznych instagramowych zdjęciach do sieci, spinam się trochę mniej.
Jest jednak kilka czynników, które sprawiają, że raczej nigdy nie dotrę do lądu z napisem „perfekcyjność”. Inna kwestia, czy w ogóle chciałabym tam dotrzeć. Ale „do brzegu”.

OCZEKIWANIA VS. RZECZYWISTOŚĆ, CZYLI 5 OZNAK, ŻE DALEKO MI DO PERFEKCYJNOŚCI

Tych oznak i powodów, które sprawiają, że daleko mi do perfekcyjności z całą pewnością znajdzie się znacznie więcej i obawiam się, że na pięciu to się może nie skończyć, ale postaram się wybrać te najbardziej rzucające się w oczy.
1. Moje mieszkanie nie wygląda jak z obrazka.
Wstaję rano z łóżka i już na dzień dobry włażę na sztangę/klocek lego/porzuconą skarpetkę/resztki kociego śniadania/dodaj dowolne. Przysięgam, że jak się kładłam, to tego tam nie było! Zawędrowało pod moje łóżko nocą. Podstępem.
Rozglądam się dookoła. Mimo iż sprzątałam nie dalej jak wczoraj wieczorem, po całym mieszkaniu porzucone są kubki, talerzyki, ubranka, książki, piloty, słowem: porządku idealnego brak.
2. Co z tym porządkiem?
Ile bym w domu nie sprzątała, nie testowała kątów białą rękawiczką i nie zamiatała śmieci pod dywan, zawsze znajdzie się jakiś zakamarek, z którego wyłazi kot. Albo dwa. Pal licho, jeśli to będzie tylko zakamarek. Gorzej, że często gęsto te koty rozwalone są po całej chałupie, a mi pozostaje siąść i płakać. Jak ten Syzyf toczę swój kamień…
2423594
3. Lustereczko powiedz przecie…
Po zlustrowaniu mieszkania czas na własny wizerunek. O matko i córko! To jednak był błąd. Gdzie to nienagannie wypielęgnowane oblicze, delikatny makijaż, uwodzicielskie spojrzenie? Zamiast nich w lustrze wita mnie jakasz maszkara z rozmazanym okiem (przecież zmywałam je wczoraj!!!), zapuchniętymi powiekami i ustami ala Angelina Jolie. Bez wypełnienia kwasem hialuronowym! To ostatnie to chyba jedyna zaleta, niestety znika jak tylko moja twarz przestaje przypominać opuchnięte zwłoki.
Nic dziwnego, że Mąż zwiał na drugi koniec świata i ogląda mnie tylko czasem. Kto by zniósł taki widok na co dzień? ;)
4. Czy wspominałam już o włosach?
Jak to jest, że niektóre kobiety mają cudownie wypielęgnowane włosy, które nie wymagają żadnych zabiegów? Albo ich minimalnego nakładu. Że wystarczy, by spięły włosy i już wyglądają jak milion dolców?
Ja to mogę wyglądać co najwyżej jak 100 peso. Moje włosy są równie oporne jak cała reszta. Im bardziej je usiłuję okiełznać, tym większa szansa, że efekt będzie zerowy. Prostowane, puszą się tuż po wyjściu z domu. Nie prostowane, odginają się pod kątem prostym tuż nad uchem.
To może zwyczajnie zaprzestać stylizacji? Powodzenia! Próbowałam. Wyglądam jak skrzyżowanie zużytego mopa z maltańczykiem. Sam sex!
5. Po włosach czas na paznokcie.
Niewątpliwą ich zaletą jest to, że nie są obgryzione. I na tym się pozytywy w sumie kończą. Lakier trzyma się na nich góra 2 dni, hybryda podchodzi pęcherzykami już pierwszego wieczora, a po tygodniu wygląda jak idź stąd i nie wracaj.
Gdzie te wypielęgnowane, zadbane dłonie z obrazków? Z codziennie innym manikiurem. Bez wygryzionych skórek i innych!
6. Jakby cię psu z gardła wyciągnięto!
Jak byłam dzieckiem mama zżymała się, że na mnie ubrania wiecznie wyglądają jak psu z gardła wyciągnięte. Niestety, zostało im tak do dziś. Prasowanie ogarnęłam co prawda za dość wczesnego dzieciństwa, niestety często gęsto albo zrobi mi się dość złośliwa zapraska, albo żelazko wypluje z siebie mieszakę wody z kamieniem na samym środku białej bluzki. Tuż przed najważniejszym spotkaniem w życiu…
Czasopisma modowe, blogi ze stylówkami… to nie dla mnie. Kiedyś kupiłam sobie wspaniałe pomarańczowe futerko. Cudo! Na zdjęciu modelka wyglądała tak, że każdy facet rzuciłby się na nią na ulicy nie pytając o płeć, wiek, czy pochodzenie.
A ja? Po założeniu go bliżej mi było do tego obywatela:
Świat mody też nie dla mnie.
7. Potwory Potworne, czyli niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Dzieci, ach te dzieci. Moje wspaniałe Potworki. Urocze, piekielnie inteligentne, bystre (czasem aż za bardzo). Nie bez powodu mają takie przydomki, a nie inne ;)
Kiedy inne dzieci idą do szkoły odprasowane, z czyściutkimi butkami, w eleganckich koszulach, moim przy śniadaniu wyląduje jogurt na czarnej koszulce. Albo pasta do zębów kapnie prosto na świeżo wyprasowane spodnie. I zostaje w nie wtarta rączką umazaną miodem.
Fryzury – zupełnie jak u mamusi. Bezzębne uśmiechy… no dobra, to na szczęście jest etap przejściowy ;)
Plus charrakterrrki iście rodem z włoskiej familiji. A mogłam być matką nudnych, odprasowanych i do bólu grzecznych angielskich lordzików, na fotografiach pozujących z pięknie wystudiowanym uśmiechem.
Nuda prawda? ;)

PERFECTION SUCKS

Na pewno zapomniałam wspomnieć o milionie innych czynników, które stają na drodze do bycia perfekcyjną. Ale, przyznaję bez bólu, kompletnie mi na tym nie zależy! Owszem, czasem podejmuję próby dostosowania się do katalogu. Jeszcze się nie zdarzyło, by któraś zakończyła się powodzeniem!
Perfekcyjność to nuda. To ciągłe spinanie d…, by nie wyjść z ram. By przez przypadek jakiś włos nie wymknął się spod kontroli. By dzieci nie odstawały od założonych ram.
To ciągłe pilnowanie języka (dama nie przeklina!), nakładanie masek i udawanie, że nie jesteśmy sobą.
Nuda!
Nuda!
Nuda!
Choć nie powiem, bardzo fotogeniczna ;)
... Read More

Czytaj dalej

Nie dla kobiet!

– Ja to jestem staromodny. Kobieta, która trenuje boks… nie… – tu mój rozmówca skrzywił się z obrzydzeniem. – Są sporty dla kobiet i są takie, które dla kobiet w ogóle się nie nadają.

Zrobiło mi się nieco dziwnie. Poczułam się jak taki babo-chłop. Bo przecież kobieta to powinna w kuchni przy garach trenować mieszanie łyżką w garnku co najwyżej. Albo podnoszenie ciężarów – kilogram ziemniaków w tę, kilogram marchewki we w wtę. O, albo latanie na szmacie na czas!

KOBIECA OLIMPIADA

kobieca olimpiada
 

 ... Read More

Czytaj dalej

Oczekiwania vs. rzeczywistość

Pokażcie mi kobietę, która chociaż raz w życiu nie marzyła o tym, by być modna, elegancka, wyglądać jak Audrey Hepburn. Tak, żeby każdy się za nią na ulicy oglądał. By mężczyźni potykali sie w zachwycie, a kobiety spluwały na jej widok.

Nie mówię, że to marzenie na zawsze. Ale tak raz jeden jedyny – czy jest kobieta, której takie pragnienie w duszy nie zapikało? Mnie się zdarzyło nie raz i nie dwa. Oczekiwania jednak swoją drogą, a rzeczywistość swoją.

NORKI W SZAFIE, JAGUAR W GARAŻU

Zanabyłam (drogą kupna, a jakże) zatem futerko na wiosnę. Sztuczne, co by nie było. Z racji wiosny mocno oczojebne – pomarańczowe. Super. Hiper. Duper. Z założenia bardzo eleganckie, kobiece, klasa, klasa i jeszcze raz klasa.
Modelka prezentująca je na stronie internetowej wyglądała niemal jak milion dolców. Sam sex po prostu. Sami zobaczcie, jakie ślicznościowe (zdjęcie zapożyczone z internetu):

 ... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up