CO CIĘ NIE ZABIJE, TO NAPSUJE CI KRWI

Podobno nie należy skupiać się na rzeczach, na które nie mamy wpływu. A jak jest jakiś problem, to się i na niego znajdzie rozwiązanie. To prawda, że traktowałam ostatnio ten blog lekko po macoszemu. No dobrze, ciężko po macoszemu, ale doba ma tylko 24h i nijak nie chce się rozciągnąć. Tak, tak, wiem, priorytety… Ale jak mam wybrać 4h snu czy post blogowy, to sami wiecie. Tymczasem natura nie znosi próżni, a los to przewrotna świnia i postanowił zafundować mi mały blogowy roller coaster. W myśl zasady: co Cię nie zabije, to napsuje Ci krwi.

Ale od początku. W maju bloga ogarnęło RODOwe szaleństwo. Pojawiły się zatem raptem 2 wpisy, ale jednak. Stworzenie takiego wpisu, to nie jest tam jakaś kajzerka z masłem i że jak splunąć. Człowiek siedzi, kmini, składa te literki, wygładza, dopieszcza, dowartościowuje. I te dwa wpisy razem z checkboksami postanowiły zaszaleć i pójść z RODEm wpi… w tango znaczy. Podsumowując wszystko, co pojawiło się na blogu przez ostatni miesiąc zniknęło.

TIME MACHINE

I tak oto, kiedy zyskałam względne 15 minut spokoju i dotarłam wczoraj na bloga, okazało się, że został chłopak jakimś magicznym sposobem przeniesiony z powrotem do kwietnia. Tak połowy mniej więcej. Szybkie przeszukiwanie zasobów nie dało nic. Kompletnie. Research w sieci również nie. Co ciekawe, do bloga nie ma dostępu nikt poza mną, a sytuacja okazała się być zaraźliwa.

ZNIKAJĄCE LITERKI NICZYM GRYPA HISZPANKA – CZYLI CO CIĘ NIE ZABIJE…

Tknięta złym przeczuciem zajrzałam na drugiego bloga… a tam wypisz wymaluj ta sama sytuacja. No chuj bombki strzelił, jak to mówią najstarsi górale. Obie strony zostały dotknięte tą samą zarazą. Mnie zaś trafił szlag. Taki porządny, rzetelny, który sprawia, że człowiekowi oczy bielmem zachodzą, przestaje rozumieć co się do niego mówi i szansa, że się otrząśnie sam z siebie jest doprawdy znikoma.

Niby nic, tylko blog. Jeden i drugi. Tyle tylko, że to godziny poświęconej pracy, czasu, promocji i Thor wie, czego tam jeszcze. Poszły się jeb…, a nie – damie nie przystoi. No więc oddaliły się w rączych podskokach.

Tym bardziej rzetelny trafił mnie szlag, kiedy hosting wyparł się wszystkiego. Wina leży po mojej stronie i huk! Nic, że przez ostatni tydzień do paneli nie zaglądałam, a jeszcze przedwczoraj wszystko grało. Zwidy jakieś może miałam czy cuś…

Powoli dochodzę do siebie. I obawiam się, że hostingodawcę czeka jutro ciężki żywot. Lepiej by było dla niego, gdyby zniknął nagle z powierzchni Ziemi. Choć podejrzewam, że na takich jak ja to ma on wy…ane.

cdn.

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Jedna myśl na temat “CO CIĘ NIE ZABIJE, TO NAPSUJE CI KRWI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up