CZASEM TRZEBA KOMUŚ W MORDĘ DAĆ…

Życie niestety nie jest letkie, jak to mówią na dzielni. Czasem z górki, ale częściej pod tę górkę. Człowiek siedzi długimi godzinami, zarabia na chleb, a tu jeden z drugim mają takie pomysły, że po prostu nic tylko wyjść z siebie i stanąć obok. Zdarza się, że wprost marzę o tym, by komuś w mordę dać. Szkoda tylko, że akurat nikogo pod ręką nie ma.

Co do zasady można powiedzieć, że jestem bardzo spokojnym człowiekiem. Niekonfliktowym, łagodnym… Że czasem wybuchnę jak ten gejzer – o wielkie mi halo! Każdy przecie ma takie minuty w ciągu dnia, że by współrozmówcę za kłaki wytargał. No powiedzcie, że nie 😉

TRZEBA MU ELEGANCKO DAĆ W MORDĘ!

Przyznam, że zdarza mi się żałować bardzo, iż nie mam takiego telewizorka jak w „The Ring” i nie mogę sobie do niego łapki wsadzić, przyciągnąć bliżej tę osobę, co aktualnie do mnie maila pisze i pokazać jej, co ja o owych pomysłach myślę.

Niestety, muszę dusić w sobie, a furia narasta. Odrobinę jest co prawda potęgowana wściekle rygorystyczną dietą, co to żem ją sobie sama narzuciła, ale jednak clou problemu tkwi po drugiej stronie ekranu. I aktywuje się głównie nocą jak jakieś zombie.

A człowiek by tak przyciągnął, do serca przytulił, elegancko w zęby strzelił… To nie, trzeba sobie znaleźć element zastępczy.

CHŁOPIEC (A MOŻE DZIEWCZYNKA) DO BICIAkomu dać w mordę?

Na całe szczęście mam tę wspaniałą możliwość wyjścia co najmniej 2 razy w tygodniu… To znaczy wychodzić mogę częściej, jeszcze mnie nikt do kaloryfera nie przykuł na szczęście. Ale zajęcia z mordobicia odbywają się li i jedynie dwa razy w tygodniu.

I w te dwa razy w tygodniu mogę pójść i bezkarnie komuś w mordę dać. Fakt, przy okazji nieco zarobić, zdarza się. Ale co za niesamowita satysfakcja i rozładowanie złej energii mnie w te dni spotyka – palce lizać po prostu.

Szkoda, że tej mojej diecie – pożal się Thorze – nie mogę równie pięknie w pysk strzelić. Albo tej małej wrednej kalorii, co mi nocą złośliwie pozszywała wszystkie ubrania tak, że teraz spodnie są 10 cm mniejsze od dupska.

Eh, nie można mieć wszystkiego… A  może jednak? 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

2 myśli na temat “CZASEM TRZEBA KOMUŚ W MORDĘ DAĆ…

  • 15 maja 2018 o 22:42
    Permalink

    To kaloria zszywa!!! Dziękuję Ci za cynk bo z moimi gaciami zrobiła to samo i nie wiedziałam fto to. Ale teraz wiem 😀 w nocy śpię, to muszę się przyczaić jak się za te nowe zabierze bo znów o rozmiar większe trzeba będzie kupić 😀 BUZ!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up