CZYTANIE KIEDYŚ MNIE ZABIJE…

Jestem wielką fanką thrillerów. Zarówno tych filmowych, jak i książkowych. Uwielbiam je w każdej postaci. Poza jedną – w życiu jakoś ciężko odnaleźć mi się z myślą, że ktoś mógłby czaić się za firanką 😉 Może dlatego nie mam firanek. Ani nawet rolet w sypialni! Tam bowiem najczęściej czytam budzące grozę książki. I że to czytanie kiedyś mnie zabije, to coraz bardziej pewne.

Skąd się wzięła we mnie miłość do książek lekkiej grozy, pisałam już kilka razy, dlatego też nikogo zapewne nie zdziwi, że na warsztat ostatnio trafiła Alex Kava. I wszystko by było całkiem w normie, gdyby nie fakt, że książka wzbudza we mnie emocje z rodzaju tych, które nie pozwalają spać przy zgaszonym świetle 😉

Na domiar złego czytam głównie wieczorami i nocą, kiedy to każdy najmniejszy nawet szmer może normalnego człowieka przyprawić o zawał. Ten zawał łagodzą co prawda koty, które tłuką się po domu tak, że szmery przyjmuję nieco łagodniej. Ale jak się człowiek w życiu „Lśnienia” naoglądał, to mu wyobraźnia szaleje.

A CZYTANIE KSZTAŁTUJE WYOBRAŹNIĘ

O tak, niewątpliwie. Powiedziałabym nawet, że pozwala jej się bujnie rozrosnąć. Kiedy na ten przykład wczoraj dość późnym już wieczorem udałam się do łazienki, moim oczom ukazał się dziwny widok. Na półce pod lustrem wszystkie rzeczy ułożone równo w rządku nie tylko pod względem wielkości, ale też koloru. Każde pudełko od szkieł kontaktowych ozdobione było spinką do włosów. Wszystko idealnie równo, jak od linijki.

I nie byłoby w tym może nic niespotykanego, gdyby nie fakt, że w tym domu pedanci nie mieszkają! Nikt z nas nie układa rzeczy pod kolor, wielkość czy cokolwiek innego. Nikt nie dopieszcza każdego centymetra przestrzeni! Nie mówiąc już o tym, że nikt poza mną na co dzień nie zwraca na takie rzeczy uwagi.

Jako, że była już prawie północ, zrobiło mi się lekko nieswojo. Włosy na rękach zjeżyły się delikatnie, a wyobraźnia… zaczęła pracować.

TO MUSI BYĆ ROBOTA PSYCHOPATY!

Pod wpływem aktualnej lektury (psychopatycznego mordercy czającego się za oknem), zrobiłam na palcach obchód po domu, sprawdzając wszystkie drzwi, okna, szafy i zakątki. Niby nic, ale przecież mógł ktoś wejść, jak byłam z psem. Nie zamknęłam drzwi. Chyba.

Jeszcze raz spojrzałam na półkę i niemal biegiem udałam się do sypialni. Zawinęłam się w pościel jak w kokon, dbając przede wszystkim o to, by nogi nie wystawały. Na wszystkich filmach przecież najpierw coś wychodzi spod łóżka, a potem ciągnie za nogi!

Zostawiłam zapaloną lampkę i zaczęłam nasłuchiwać. Traf chciał, że koty miały dość senny wieczór i w ogóle nie było ich nigdzie widać. A może ktoś je zabił??? Psa też jakoś nie słychać… Ale nie, w życiu nie wyjdę teraz z tej pościeli przecież!

Minęła pierwsza, potem druga, i trzecia… W końcu zmorzył mnie sen, niespokojny i pełen nocnych mar. Kiedy więc nad ranem do sypialni wparował Potworek i z radosnym uśmiechem zawołał:

– Prawda, że fajną niespodziankę ci zrobiłem, mamusiu? Poukładałem na półce w łazience!

… miałam ochotę udusić go gołymi rękoma.

Zaiste, cudna niespodzianka! Rzekłabym… niewyobrażalna!

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

13 myśli na temat “CZYTANIE KIEDYŚ MNIE ZABIJE…

  • 2 marca 2018 o 11:59
    Permalink

    hehe, dowcip się udał!! Ja słucham kryminałów biegając i kiedyś z Miłoszewskim na uszach biegłam o zmroku wzdłuż cmentarnego muru… Jakos tak w którymś momencie dziwnie mi się zrobiło, dostałam takiego turbodoładowania jak rzadko!!!

    Odpowiedz
  • 2 marca 2018 o 19:29
    Permalink

    Dobre!
    Któregoś razu wracałam z piwnej nasiadówy późną porą. I wyobraźnia zaczęła pracować na najwyższych obrotach, bo sobie przypomniałam obejrzany (po raz kolejny) dzień wcześniej „Zodiak”. Boszzze, jak ja wtedy zapierdzielałam do domu…

    Odpowiedz
    • 6 marca 2018 o 22:37
      Permalink

      Aaa, pamiętam ten film! Też bym uciekała błyskawicznie. Choć mi po ciemku to i filmu nie trzeba, by wyobraźnia szalała 😉

      Odpowiedz
  • 6 marca 2018 o 21:28
    Permalink

    Ja tak lubię oglądać horrory w domu. Sam o dwunastej w nocy i do tego kino domowe a potem wyjść na spacer z psem. On ma wszystko w czterech literach a ogląda razem ze mną. Nie rozumie fikcji. Gorzej jak film na faktach.

    Odpowiedz
  • 27 marca 2018 o 13:34
    Permalink

    Jestem podobnie wrązliwa jak Ty. Potem po nocnym czytaniu kryminału, albo oglądaniu horroru, wsłuchuję się w każdy szelest. Koty, koty to słowo klucz. Potrafię o nich zapomniec, żeby potem nagle podskoczyć ze strachu bo coś mnie miźnelo ogonem po łydce, bo coś się rusza…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up