BLOGERZE, CZYTELNIK TO TWÓJ WRÓG!

Ponieważ są takie wpisy, które wywołują rewolucję i nie wiadomo, jak ją ugryźć (czy tylko lekko pokąsać czy może rzucić się do gardła i poprzegryzać tętniczki… hmm, to ostatnie jest niebywale kuszące), zaczęłam się zastanawiać, czy istnieje taki twór jak Czytelnik idealny? Łagodny, wyrozumiały, pełen empatii… Jak pisać, by zostać zrozumianym?

Niby człowiek nikogo personalnie nie obraża, nie oczernia, ba, nawet nie ma takiego zamiaru, a jednak po dupie zgarnia konkretnie. W szkole średniej usilnie wmawiano mi, że za odbiór tekstu odpowiada jego nadawca, nie czytelnik (przyznaję, dla mnie bzdura totalna, ale co ja się będę z mądrzejszymi kłócić). I to ten właśnie nadawca, chcąc zostać dobrze zrozumianym, powinien się gimnastykować i uprawiać ekwilibrystykę słowną. Tyle tylko, że to kompletnie nie przystaje do realiów i tak se ne da! Albo inaczej… nie zawsze się da. Kiedy nasze teksty mogą zostać zrozumiane opacznie, mimo iż naprawdę są transparentne?

#1 UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM

Wbrew pozorom nie jest to taka oczywista oczywistość. Niby literki składają się w sylaby, sylaby w słowa, słowa z wyrażenia, a jednak sens właściwy do czytelnika nie trafia. I co z tego, że uczą tego już w podstawówce? Mnie uczyli geometrii i też im nie poszło. Pewne umiejętności po prostu nie są dla wszystkich i droga do nieporozumienia jest prosta jak autostrada z Poznania do Stolycy. I równie szybka…

#2 CZYTANIE MIĘDZY WIERSZAMI

O, to jest dopiero sztuka dla wybranych! Z reguły dla tych, którzy nie życzą autorowi dobrze i szukają dziury w całym. Tę dziurę potem eksponują, jak nie przebierając Potwory duże palce u nóg w skarpecie i dobijają autora komentarzami z dupy. Autor, starając się być uprzejmym i w ogóle, tworzy całe elaboraty komentarzy, bo wiadomo – zasięgi. I szkoda czytelnika stracić. Ale tak naprawdę zastanawia się, czy to może jemu zabrakło właśnie pierwszej umiejętności i czy tak naprawdę to on nie umie w to pisanie? Punkt drugi wiąże się nieodłącznie z punktem trzecim.

#3 NADINTERPRETACJA

Ciekawa jestem, jak często autorzy blogów spotykają się z tym, że ich teksty, wypowiedzi, sugestie są nadinterpretowane i rozdmuchiwane do afery na cztery strony świata? Obstawiam, że jest to zjawisko dość popularne. Dorobiło się nawet swojej indywidualnej nazwy  – gównoburze.

Wybuchają często gęsto (albo często rzadko, jak ktoś woli bardziej obrazowo), zasięg mają szeroki i umierają śmiercią naturalną. Jak to fekalia. Skąd się biorą? Ano stąd, że z pozoru cichy i miły czytelnik dopuszcza nagle do głosu swoje alter ego. Mr Hyde daje czadu, trup się ściele gęsto, bywają i ofiary. Nie wszystkim pomaga bowiem rundka dookoła bloku. A już na pewno nie pomaga tym, którzy…

#4 ZAWSZE WIEDZĄ LEPIEJ

Po niemiecku tzw. Besserwisser. Bardzo przepraszam, jeśli teraz kogoś urażę, ale to jest dla mnie chyba najbardziej irytujący typ. Zresztą nie tylko czytelnika. W życiu też ciężko takie osoby znieść. Zawsze wie lepiej, wie co autor miał na myśli (nawet jeśli taka światła idea w mej małej główce nie postała). I za wszelką cenę usiłuje mu wmówić, że właśnie to napisał! Tworzy zajebiście długie komentarze pod wpisami, których rozkminienie zajmuje czasem kilka dni (ja takie czytam na raty, przyznaję – niemal jak “Chłopów” w liceum). Nie, żebym coś miała przeciwko – bardzo lubię długie komentarze i polemiki słowne, ale na Thora! – niech one mają sens zrozumiały nie tylko dla autora.

A jak jeszcze czytelnik z góry przypisuje autorowi złe intencje… Najgorzej!

Na całe szczęście powyższe typy to niezwykła rzadkość wśród moich czytelników. Można by rzec, że jest ich jak na lekarstwo, za co Wam – ludziom myślącym (rzadka rzecz!) serdecznie dziękuję :*.

Ps. A Wam trafiają się jakieś czytelnicze oryginały?

Ps.2 Jakim typem Czytelnika Ty jesteś?

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

46 myśli na temat “BLOGERZE, CZYTELNIK TO TWÓJ WRÓG!

  • 29 czerwca 2017 o 23:51
    Permalink

    U mnie zdarza się jeszcze jeden typ czytelników: drążący mało istotny, poruszony pobocznie temat. Załóżmy, że piszę o książce, na którą czekałem tygodniami, aż nie mogłem doczekać się dnia, kiedy kurier mi ją dostarczy. Wtedy pojawia się ten typ czytelnika, który wyłowił słowo „kurier”, żądając doprecyzowania który dokładnie to był przewoźnik. Nie podałem tej nieistotnej informacji, więc jestem podobno nierzetelny.

    Odpowiedz
    • 4 lipca 2017 o 08:03
      Permalink

      Tak zwany „szczególarz” ;). Mnie się tacy jeszcze nie trafili. Za to na pęczki było takich, którzy komentowali z musu 🙁

      Odpowiedz
  • 30 czerwca 2017 o 08:41
    Permalink

    JA najczęściej spotykam się z brakiem czytania ze zrozumieniem. Często to wynika z języka jakim pisze swój blog i zdaję sobie sprawę, że czasami moje aluzje, niedopowiedzenia i lekko poetycki język może wprowadzać w stan niedomówienia.
    Ale za to, jak ktoś zrozumie, to dopiero mam satyfsakcję:)

    Odpowiedz
    • 4 lipca 2017 o 08:04
      Permalink

      Ale mam wrażenie, że ludzie generalnie maja problem z czytaniem ze zrozumieniem. A jeśli, tak jak piszesz, coś nie jest napisane prostymi zdaniami, łatwo o nieporozumienie.

      Odpowiedz
      • 8 lipca 2017 o 08:12
        Permalink

        To „czytanie ze zrozumieniem” to jednakże miecz obosieczny. Jak mawia bowiem mój szef – należy pisać nie tak, żeby nas zrozumieli, ale tak, żeby nie mogli nas nie zrozumieć…

        Odpowiedz
  • 30 czerwca 2017 o 16:23
    Permalink

    Na szczęście rzadko mam z takimi czytelnikami do czynienia 🙂 Chyba jeszcze nie jestem na tyle sławna – choć jakichś 2-3 hejterów i mąciwodów już się doczekałam 😉

    Odpowiedz
  • 30 czerwca 2017 o 21:32
    Permalink

    ja wręcz kocham metafory, w związku z czym często czuję się nierozumiana. Czasami nawet słyszę od moich przyjaciół, którzy spędzają ze mną czas nie tylko wirtualnie : Wiesz. lubię Cię . tylko czasem nie rozumiem. A czytelnik, to już wgl inna kategoria 🙂

    Ale szczerze mówiąc, to z większością mam fajne doświadczenia. Oczywiście hejty są, całkiem sporo hejtów, ale najbardziej i tak wkradł mi się do pamięci jeden.. który dostałam prawie na początku mojej przygody z blogowaniem . powstał nawet wtedy oddzielny post. Który nawet samym hejterom się spodobał 😉

    Odpowiedz
    • 4 lipca 2017 o 08:05
      Permalink

      A tak, to prawda, że metafory pisane nie są łatwe do zrozumienia ;). W końcu trzeba chcieć je zrozumieć. Z hejtem jako takim na całe szczęście jeszcze do czynienia nie miałam, uff.

      Odpowiedz
  • 1 lipca 2017 o 17:12
    Permalink

    Sama nie wiem, jakim typem czytelnika jestem. Najbardziej nie lubię jednak tych pasywno-agresywnych – niby wszystko ok, fajnie, komentują i czytają, ale jednak zawsze wszystko robią inaczej niż autor. Lepiej? Może to właśnie podtyp Besserwissera?

    Odpowiedz
  • 1 lipca 2017 o 17:16
    Permalink

    Ja jestem typem czytelnika tym besser cośtam, ale nie pamiętam, jak to szło, bo z niemieckiego umiem tylko że ajne klajne prosiątko boso po polu gelaufen. 🙂

    Odpowiedz
  • 2 lipca 2017 o 20:22
    Permalink

    „ja takie czytam na raty, przyznaję – niemal jak “Chłopów” w liceum” – rozbawiło mnie to 🙂
    Czytelnikiem bywam krytycznym, bo będąc prawie 4 lata blogerem patrzę przez ten pryzmat na wpisy innych. Jestem jednak człowiekiem, który zawsze stara się znaleźć pozytywne strony i przekazać jak najwięcej tego… co się podoba 🙂 Miło, że trafiłem na Twojego bloga. W czasach kiedy bloguje niemal każdy, rzadko można znaleźć ciekawe treści.

    Odpowiedz
    • 4 lipca 2017 o 08:08
      Permalink

      Dziękuję za uznanie ;). A wiesz, że coś w tym czytaniu przez pryzmat wpisów własnych jest. Też staram się szukać większego sensu w tekstach – w końcu, zakładam, po to są pisane.

      Odpowiedz
  • 2 lipca 2017 o 20:44
    Permalink

    Haha, super, teraz pomyślałam, że każdy może tworzyć, z gorszym, bądź lepszym skutkiem. Osobiście przerażają mnie błędy, które w tych wszystkich wpisach się pojawiają, ale cóż… 😉

    Odpowiedz
    • 4 lipca 2017 o 08:10
      Permalink

      Jak ze śpiewaniem 😉 Śpiewać każdy może. O błędach przemilczę… nie powiem, że mi się nie zdarza, w końcu nie myli się ten, co nic nie robi. Ale jednak w dobie autokorekty rażące błędy są trochę nie na miejscu (co prawda biorę poprawkę na to, że może to być wina pośpiechu, czy zacinającej się klawiatury – jak u mnie – ale jednak…).

      Odpowiedz
  • 2 lipca 2017 o 20:59
    Permalink

    Zdecydowanie jestem czytelniczką numer jeden szczególnie jeśli czytam blogi (bo mus) paretningowe, mogowe i paznokciach 😀

    Odpowiedz
    • 4 lipca 2017 o 08:11
      Permalink

      Ja tak mam (wstyd się przyznać) o sztuce wysokiej. Albo jak ktoś pisze bez flow.. no ma misję, ale niekoniecznie w to pisanie umie.

      Odpowiedz
  • 2 lipca 2017 o 20:59
    Permalink

    hmmm…bloguje od niedawna…z założeniem, że nie wszystkich zadowolę..już tym jest jak z organizacją wesela…zawsze znajdzie się ciotka, która będzie smęcić, ze coś było nie tak. Życie. JA sama w sieci czytam to co lubię…szukam takich treści, to i zazwyczaj dla autora jestem empatyczna i wdzięczna. A tymi co wylewają żółć bo im w życiu nie idzie…hmmm może można poradzić by sami zaczęli pisać 😛

    Odpowiedz
  • 2 lipca 2017 o 21:39
    Permalink

    Zawsze znajdą się wszystkowiedzący, lepiej wiedzący i specjaliści w każdej dziedzinie 😀 I nic na to nie poradzimy! Ich podejścia nie zmienisz, ale możesz wpłynąć na swoje nastawienie 🙂 Im mniej myślenia o nich i przejmowania się nimi, tym lepiej!

    Odpowiedz
    • 4 lipca 2017 o 08:12
      Permalink

      No wiadomo! 😉 W końcu cała Polska to kraj ekspertów. W piłkę nożną, w skoki, w siatkówkę, we wszystko inne 😉

      Odpowiedz
  • 3 lipca 2017 o 02:25
    Permalink

    A do tej pory myślałem, że uczeń to mój wróg – tylko cicho o tym, bo mam wśród nich także moich czytelników. 😉

    Odpowiedz
    • 4 lipca 2017 o 08:13
      Permalink

      Uczeń-czytelnik to dopiero jest wyzwanie. W końcu on z założenia czyta, by skrytykować punkt widzenia 😛

      Odpowiedz
  • 3 lipca 2017 o 10:28
    Permalink

    Mnie chyba najbardziej irytują takie ignoranckie komentarze, w których ktoś rozwija kwestię na zupełnie inny temat niż tekst został napisany. Chociaż nazywanie lakonicznej klikaniny na zasadzie „super, pięknie” jest sporą przesadą w tym przypadku… No nic. Staram się nie przejmować takimi wypowiedziami, bo często Ci, którzy wczytują się w nasze blogi najgłębiej, siedzą cicho i śledzą z ukrycia nasze poczynania. 😉

    Odpowiedz
  • 5 lipca 2017 o 22:10
    Permalink

    U mnie czasem zdarzają się:
    -Typ #promojajarz, czyli JA wiem lepiej, więc napiszę, że też byłem w miejscu X i MASĘ NA TEN TEMAT U SIEBIE NA BLOGUNIU NAPISAŁEM (ostatnio nawet znalazł się ktoś, kto polecił miejsca o których wcześniej pisałam- nawet nie spojrzał na tytuł, gdzie jasno widać, że to kolejny post z serii, a wystarczyło na szybko przejrzeć pozostałe).
    -Typ #logicmaster „wcale mnie to interesuje, ale wejdę i poinformuję autorkę, że mnie to nie interesuje”.
    -I, chyba najgorszy typ, #rasista, czyli ostrzejsza wersja #logicmaster, gdzie ewidentnie widać, że ktoś nie chce gdzieś jechać, bo uważa daną nację za gorszą. Takich komentarzy nawet nie publikuję, wstyd.
    Na szczęście 99% czytelników trzyma poziom, więc czytanie komentarzy takich typków, to rzadkość:)

    Odpowiedz
  • 6 lipca 2017 o 15:01
    Permalink

    Kiedyś zdarzył mi się Besserwisser, ale to była starsza pani, do tego mocno schorowana, więc trzeba było darować…

    Odpowiedz
  • 7 lipca 2017 o 02:48
    Permalink

    Mnie czytają tylko zmuszeni do tego inni blogerzy więc nie mam takich problemów 😛 😉

    Odpowiedz
  • 8 lipca 2017 o 20:03
    Permalink

    Ta, niestety prawda.
    Swoją drogą przeczytałbym podobne podejście do komenowanego blogera 😀

    Odpowiedz
  • Pingback:UWAŻAJ NA TEGO BLOGERA! - Wariacje (nie zawsze) na temat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up