DZIENNIK ELEKTRONICZNY – PRZEKLEŃSTWO CZY BŁOGOSŁAWIEŃSTWO?

Kilka dni wolnych potwornie wybiło mnie z rytmu. Nie byłam w biurze od prawie tygodnia i kompletnie nie mogę się odnaleźć w rzeczywistości. A ta przypomina o sobie niestety z przytupem. A to mailem, a to smsem, a ostatnio powiadomieniami ze szkoły. I tak sobie dumam, czy dziennik elektroniczny to przekleństwo czy błogosławieństwo.

W zamierzchłych czasach mojej edukacji, kiedy to nikt nie słyszał o wynalazku zwanym internetem (no dobra, poza tymi żuczkami za oceanem), nie istniało zjawisko dziennika elektronicznego. Szkoła była tradycyjna z tablicą, gąbką i kredą, dziennik zaś papierowy.

 

AŻ SIĘ ŁEZKA W OKU KRĘCI

 

 

school-1311363_1920
Pamiętasz te czasy, kiedy pół lekcji spędzało się biegając „do woźnej po kredę„? Człowiek się szlajał w upojeniu po szkole i jeszcze miał na to usprawiedliwienie.
A dziennik lekcyjny? Cóż to był za cudowny wynalazek! Można było po niego pójść do pokoju nauczycielskiego i zaginąć na przynajmniej 15 minut. Albo nosić dziennik z klasy do klasy. Tudzież robić za klasowego dziennikarza, któremu nauczyciel powierzał uzupełnianie treści.
A dopisywanie ocen? Wymazywanie uwag? Chowanie dziennika przed nauczycielem?
To były czasy!

LENISTWO MOTOREM POSTĘPU

 

sloth-407088_1920
Nie od dziś wiadomo, że każdy postęp generowany jest przez szeroko rozumiane lenistwo. Człowiek chcąc sobie ułatwić życie wymyśla to i owo i – niby ma być lepiej. Taka… dobra zmiana. Czasem tylko rozumiana inaczej.
Taką niby lepszą zmianą było wprowadzenie dzienników elektronicznych. Zastąpiło toto (chyba) dzienniki tradycyjne. Jedni się cieszą (rodzice), inni wkurzają (uczniowie). Jeszcze inni mają z tym od cholery roboty (nauczyciele).
Wiadomo, papierologia – nawet ta elektroniczna – zawsze dobrze w naszym kraju stoi. Dupochron trzeba mieć. Co prawda papierowy zastąpiły wersje elektroniczne, ale wiadomo: nie ma nic na gębę.

CZY DZIENNIK ELEKTRONICZNY MA ZALETY?

 

data-1590455_192028129
Z mojego punktu widzenia – matki dwóch średnio ogarniętych, za to piekielnie rozgarniętych Potworów – ma same zalety! No, przynajmniej trzy 🙂
#1 WGLĄD W OCENY POTWORÓW
Prawda jest taka, że odkąd Mąż zmienił miejscówkę, w szkole bywam rzadko i z doskoku. Praktycznie nie mam możliwości zaglądania na tzw. „drzwi otwarte”. Nie mówiąc o tym, że średnio mnie bawi uganianie się za nauczycielami, kiedy nawet nie wiem, jak połowa z nich wygląda.
Dodatkowo mam możliwość na bieżąco kontrolować postępy (tudzież ich brak) w naukę synów bez konieczności ruszenia tyłka z domu. A w zasadzie z pracy, bo szkoła nie funkcjonuje w godzinach dla rodziców – czyli przed 7 rano i po 17. Po części to rozumiem, zatem możliwość sprawdzenia tego czy owego w internecie jest dla mnie zbawieniem.
 
#2 KOMUNIKACJA Z NAUCZYCIELAMI

 

home-office-336378_1920
No to już jest w ogóle Hameryka! Odkąd wprowadzili tzw. komunikator nauczyciele życia za mną nie mają. Za co ich serdecznie przepraszam. Ale z Potwora Starszego naprawdę ciężko jest cokolwiek wyciągnąć (zdecydowanie ma to po tatusiu!) i wszelkie moje wątpliwości mogę rozwiewać li i jedynie tą drogą.
I tak sobie wysyłam te maile co i rusz. Z pytaniami o różnym poziomie rozgarnięcia. I oni nawet na te maile od-po-wia-da-ją! Niewiarygodne!
W sumie lepiej tak, niż bym miała do każdego nauczyciela z osobna dzwonić. Dopiero by mnie kochali 😉
Z nauczycielką Potworka spotykam się na fitnesie i obgadujemy syna na bieżąco.
#3 UFAJCIE, ALE SPRAWDZAJCIE

 

mayor-917149_1920
Dziennik elektroniczny ma to do siebie, że można w nim sprawdzić wszystko. No prawie – jeśli się nauczycielom chce wpisywać oczywiście.
I tak nie dość, że mam możliwość sprawdzenia ocen, to dodatkowo mogę zobaczyć czy dziecię zaszczyciło nauczyciela swą obecnością na lekcji. Albo jak sie na owej lekcji zachowywało. Kiedy będzie miało jaki sprawdzian. Lub co się w jego klasie dzieje.
Moja potrzeba kontroli jest niemal całkowicie zaspokojona 😉
Ciekawa jestem Twojego zdania na ten temat 🙂 A może jesteś nauczycielem i możesz mi przybliżyć tę kwestię zupełnie „od dupy strony” 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

57 myśli na temat “DZIENNIK ELEKTRONICZNY – PRZEKLEŃSTWO CZY BŁOGOSŁAWIEŃSTWO?

  • 3 listopada 2016 o 13:34
    Permalink

    Ależ się w szkołach pozmieniało od moich czasów :-D. Powiem Ci, że nie wiem, co o tym myśleć. Moje dzieci jeszcze małe są.

    Odpowiedz
    • 3 listopada 2016 o 15:17
      Permalink

      Prawda. I jak to z każdą zmianą, jedna lepsza, inna gorsza. Z dziennikiem w moje potrzeby trafili w dziesiątkę 😉

      Odpowiedz
  • 3 listopada 2016 o 13:45
    Permalink

    To wszystko jeszcze przede mną, moja corka ma dopiero (albo aż) 5,5 roku. Ja bardzo miło i z łezką w oku wspominam czasy kiedy zaglądnięcie do dziennika było czyś „łał” 🙂 Zdarzały się różne sytuacje, a to ktoś oceny sobie dopisał, a to godziny usprawiedliwił. Teraz się z tego śmieje – wtedy jednak do śmiechu mi nie bylo. Niewątpliwie dziennik elektroniczny ma sporo plusów … uniknąc można róznego rodzaju w/w problemów. Jednak jak to wygląda w praktyce, dopiero będę mogła ocenić za jakiś czas 🙂

    Odpowiedz
  • 3 listopada 2016 o 17:08
    Permalink

    Ja na to patrzę dwojako; z punktu widzenia rodzica, to dobrze, że ten dziennik jest, bo który rodzic ma na to czas, żeby latać do szkoły i dowiadywać się co tam syn znowu przeskrobał. Dla nauczycieli jednak jest to kolejny obowiązek, który albo wypełniają kosztem lekcji, albo kosztem swojego wolnego czasu w domu.

    Z punktu widzenia ucznia, to wcale nie uważam tego wynalazku za postępowy, bo uczniowie stracili swobodę uczenia się. Teraz za każdym razem kiedy dziecko wejdzie do domu usłyszy: „Dobrze wiem co w szkole przeskrobałeś”.

    Odpowiedz
    • 4 listopada 2016 o 14:02
      Permalink

      Zgadzam się. Jako uczeń pewnie bym taką fanką nie była 😉 Co do nauczycieli – tradycyjne dzienniki też trzeba było wypełniać. Często i w domu, więc tu wielkiej różnicy nie widzę.

      Odpowiedz
  • 3 listopada 2016 o 19:43
    Permalink

    Jak dla mnie same plusy oczywiście jeśli jest uzupełniony 😉 znam oceny, wiem za co, uwagi oraz prace domowe a do tego info o sprawdzianach, sprawdzam chłopaków czy pamiętają co i jak a i wiedzą, że z ocenami nie mogą kręcić.

    Odpowiedz
  • 3 listopada 2016 o 20:23
    Permalink

    Ja Bogu dziękuję, że uczniem byłam w czasach klasycznych. Niby dzieci nie mam, ale patrząc z perspektywy dziecka – trochę zaufania! Ja wiem, że chcemy dla naszych pociech jak najlepiej. Tylko, czy wieczną kontrolą nie robimy im przez przypadek krzywdy?

    Odpowiedz
    • 4 listopada 2016 o 14:07
      Permalink

      U mnie to nie jest kwestia kontroli, tylko lekkiego trzymania ręki na pulsie 😉 Od Syna Starszego potwornie ciężko się czegokolwiek dowiedzieć.

      Odpowiedz
  • 3 listopada 2016 o 20:50
    Permalink

    jak wszystko ma to swoje plusy i minusy 😀
    z perspektywy ucznia stary system był lepszy 😀 jak się złapało słabszą ocenę zanim rodzic się dowiedział można było poprawić albo nadrobić innymi aktywnościami; jak się poszło na wagary to minęło kilka tygodni/miesięcy zanim rodzic się dowiedział i można zwalić że to tylko był jeden raz 😀
    ale z perspektywy rodzica, chyba dobrze jest wiedzieć od razu co się dzieje i móc interweniować, a nie dopiero jak się okazuje, że np. dziecko jest zagrożone z jakiegoś przedmiotu i właśnie kończy się rok szkolny i może być kiepsko 😀

    Odpowiedz
  • 3 listopada 2016 o 21:09
    Permalink

    Za moich czasów też nie było takich cudów chociaż swoich pociech jeszcze nie mam. Wydaje mi się, że taki dziennik to świetna sprawa o ile nie zastępuje też normalnej rozmowy z dzieckiem i budowania zaufania. Bo jeśli rodzic polega tylko na elektronicznym wykazie i zapomina o tym, że warto umacniać więź z dzieckiem, to już nie jest zbyt dobrze. Niestety takie sytuacje też są.

    Odpowiedz
  • 3 listopada 2016 o 23:20
    Permalink

    O rany, ciesze sie ze chodzilam do skzoly w czasach gdy nie było dziennikow elektronicznych. Ominęłyby mnie te wszystkie fajne rzeczy o których piszesz na poczatku!

    Odpowiedz
  • 4 listopada 2016 o 00:15
    Permalink

    Dla rodzica super sprawa, dla ucznia nie zawsze. Osobiście jestem za, mogłam na bieżąco wiedzieć co się dzieje z moimi ocenami i w internetowym systemie, który sugeruje średnią ciężko dac osobie o średniej 3, piątkę za to że nauczyciel go lubił, co zdażało się wcześniej.

    Odpowiedz
  • 5 listopada 2016 o 20:03
    Permalink

    U nas też jest i w sumie powiedziałam kiedyś Syniowi, że trochę mu współczuję bo nawet na wagary iść nie może bo zaraz się dowiem. No ale nie ma za to tego stresu gdy mama wracała z zebrania z karteczką z ocenami 😉

    Odpowiedz
    • 6 listopada 2016 o 19:03
      Permalink

      Prawda. Szkoda tylko, że nie zawsze nauczyciele uzupełniają na bieżąco. Syn Starszy po ostatnim uzupełnianiu zaliczył trzy jedynki z … religii.

      Odpowiedz
  • 6 listopada 2016 o 15:57
    Permalink

    To w Polsce taki bajer? Nigdy o czymś takim nie słyszałam, ale ja dopiero podstawówkę przerabiam, więc jeszcze wielkiego doświadczenia nie mam. Może w collegu maja takie cuda 🙂 Mi by taki dziennik odpowiadał,najepiej właśnie z powiadomieniem. Tornister sprawdzam córce raz w tygodniu, bo wtedy przynosi sprawdziany do podpisu i wszystkie inne wiadomości ze szkoły. 😉

    Odpowiedz
  • 7 listopada 2016 o 19:18
    Permalink

    Generalnie dziennik elektroniczny mi się podoba. Jest to duże ułatwienie dla nauczyciela, ale też jest się poddanym codziennej kontroli rodziców i nie można niczego zapomnieć. Jest ryzyko wiadomości typu: „A dlaczego pani nie wpisała mojemu Jasiowi szóstki za …” . Przecież nie odpowiem, że dzisiaj byłam u kosmetyczki i zrobię to jutro. 😉

    Odpowiedz
  • 7 listopada 2016 o 21:12
    Permalink

    A czy to nie jest trochę tak, że przez pojawienie się dzienników elektronicznych Rodzice za „odfajkowane” uznają budowanie relacji opartej na zaufaniu. Kiedyś przedz całe dzieciństwo Rodzice pracowali na to by widzieć kłamstwo, oszustwo w oczych dzieci..Dziś widzą je w monitorach…To chyba trochę smutne..Moje dzieci są jeszcze małe i dopiero w przyszlym roku na własnej skórze zapoznam się z tym tematem, ale jak dla mnie to taka pełna inwigilacja nie jet dobra. Szkoda też, że Rodzice nie mają czasu by poznać bliżej naucieli, wychowawcę, bo kontakt z nim mają mailowy. Dzieci tez nie muszą pamiętać o spradzianach, wywiadówkach, bo Mama sobie w Internetach sprawdzi i przypomni i skontroluję, a ja nie poniosę konsekwencji swojego zchwania…Może się mylę, sprawdzę za rok…

    Odpowiedz
    • 8 listopada 2016 o 08:33
      Permalink

      Nieeee, nie sądzę. Nie szpieguję moich dzieci, nie pilnuję ich też nadmiernie. Trzymam rękę na pulsie i dla własnego spokoju zaglądam, by ewentualnie mieć czas na zareagowanie. Moim zdaniem nic nie zastąpi rozmowy z dzieckiem, dlatego Potwory codziennie i nawet ochoczo stawiają się pokazać wszelkie prace i sprawdziany. Co więcej sami proszą, by im pokazać, jakie mają oceny itp.

      Z nauczycielami spotykam się równie często w realu, jak w necie. A nie do przecenienia jest dla mnie fakt, że w razie czego mogę napisać maila, smsa, czy zadzwonić, jeśli nie mam możliwości podejść do szkoły.

      Odpowiedz
  • 7 listopada 2016 o 23:36
    Permalink

    Ja się nie załapałam na elektroniczny dzienniczek ale mój mąż miał mniej szczęścia – mama go sprawdzała co tydzień (a było co sprawdzać!). Nie do końca mi się ten pomysł podoba: mniejszy kontakt z dzieckiem (bo o ocenach nie ma co gadać, skoro można je sprawdzić), mniej kontaktu z nauczycielem, jakoś bardziej konserwatywna chyba jestemm.

    Odpowiedz
    • 8 listopada 2016 o 08:36
      Permalink

      No i po raz kolejny się nie zgadzam 🙂 Dla mnie podstawą jest rozmowa z dzieckiem. Dziennik jest tego uzupełnieniem. A często i razem siedzimy i przeglądamy, co tam jest.

      Odpowiedz
  • 8 listopada 2016 o 00:13
    Permalink

    Muszę przyznać, że uśmiałam się czytając fragment o poszukiwaniu kredy i dziennika lekcyjnego 🙂 – normalnie wypisz wymaluj moje wspomnienie ze szkoły :D.
    Osobiście nie załapałam się na elektroniczną wersję dziennika. Jednak teraz zmieniając perspektywę na matczyną ;), stwierdzam, że to bardzo pożyteczne narzędzie mbbingujące..ups motywujące oczywiście ;).
    Dobry wpis, lekkie pióro okraszone humorem – to lubię.
    pozdrawiam cieplutko i zapraszam w odwiedziny;)
    http://www.odnova.net

    Odpowiedz
  • 10 listopada 2016 o 14:10
    Permalink

    Ja również kochałam tamte czasy…szczerze powiedziawszy, to czasem aż przeraża mnie kierunek, w którym zmierza nasza cywilizacja…
    No i „zabijane” jest wiele radości i dziecięcego szaleństwa…

    Odpowiedz
    • 10 listopada 2016 o 15:09
      Permalink

      Pewnie tak, moim zdaniem sporą winę za to ponoszą jednak media i to, że zbyt dużo wiemy. Jak mówi powiedzonko: im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Coś w tym jest.

      Odpowiedz
  • 10 listopada 2016 o 14:27
    Permalink

    Moje najstarsze dziecko za rok idzie do szkoły. Myślałamo jego drodze, o ksiazkach, kolegach itd ale o dzienniku jeszcze nie a faktycznie juz cos takiego jak dziennik elektroniczny istnieje! Ciekawe czy i u nas już tym „operują”.

    Odpowiedz
  • 11 listopada 2016 o 18:51
    Permalink

    U mnie, z racji wieku małoletnich, elektroniczny dzienniczek jeszcze przede mną. Ale chociaż jestem fanką komunikacji twarzą w twarz to myślę, że zdecydowanie ułatwi mi to życie 😉

    Odpowiedz
    • 12 listopada 2016 o 17:27
      Permalink

      Dla mnie to też ułatwiacz ogromny. Zwłaszcza, ze nauczyciele nie pracują w godzinach, kiedy ja mam wolne 😉

      Odpowiedz
  • 13 listopada 2016 o 19:41
    Permalink

    Z jednej strony to dobry pomysł, ułatwia to życie, zapewne. Nie mogę się duzo wypowiedzieć, bo mój syn ma półtora roku. Na pewno ma swoje plusy i minusy, zależy jak na to spojrzeć 🙂

    Odpowiedz
  • 13 listopada 2016 o 20:23
    Permalink

    W mojej szkole również są dzienniki elektroniczne. Najpierw trochę się bałam, ale teraz widzę same plusy posiadania takiego dziennika ^^

    Odpowiedz
  • 13 listopada 2016 o 21:09
    Permalink

    Biedne dzieci, jak one będą miały wagarować?! Wiesz, ja nie wyobrażam sobie życia szkolnego bez wagarów od czasu do czasu – oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Ale z punktu widzenia rodzica takie elektroniczne dzienniki i spotkania z nauczycielami, to naprawdę spory plus! Zwłaszcza, jeżeli pracujemy. Pamiętam, że każda wywiadówka czy godziny otwarte to dla mojej mamy były minimum 2 godziny wycięte z popołudnia, a nie raz szła tam głodna prosto po pracy! Podziwiam ją za to.
    I być może to lenistwo generuje takie postępy technologiczne, ale myślę, że brak czasu i coraz szybsze tempo życia też mają na to duży wpływ 🙂

    Odpowiedz
    • 14 listopada 2016 o 10:52
      Permalink

      Na ostatnie zebranie i godziny otwarte szłam zaraz po pracy i do domu dotarłam po 19, nie załatwiwszy prawie nic. Udało mi się dostać tylko do jednego nauczyciela, z którym chciałam porozmawiać. Może dlatego cenię sobie tę komunikację internetową. Ja nie marnuję czasu, a szkoła choć w części jest ogarnięta.

      Odpowiedz
  • 28 listopada 2016 o 21:22
    Permalink

    Moja mama jest nauczycielką i nie wyobraża sobie życia bez dziennika elektronicznego. Mogę ją podpytać o szczegóły 🙂

    Odpowiedz
  • 28 listopada 2016 o 22:38
    Permalink

    I pytanie kto jest dyżurnym, żeby iść zmoczyć gąbkę!

    Ale co racja, to racja … Przy dzisiejszej gonitwie za czasem, taki wgląd w dzienniczek internetowy to super sprawa. Jednak trochę szkoda mi dzieciaków, bo wagary, o których rodzice dowiadywali się dosyć późno, to było coś i jedynkę szło ukryć i usprawiedliwienie samemu napisać …

    Odpowiedz
    • 29 listopada 2016 o 08:38
      Permalink

      No niestety, muszą teraz być bardziej kreatywni, by złamać system 😉

      A moczenie gąbki też pamiętam <3

      Odpowiedz
  • 16 lutego 2017 o 19:40
    Permalink

    Ogólnie jestem za ale jao rodzice powinniśmy mieć też zdrowy rozsądek w pełnej inwigilacji dzieci w szkole. Dobrze jest pamiętać czasy kiedy to my byliśmy na miejscu naszych dzieci. 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up