Eksperyment (dzień 3 – podsumowanie)

No czy ja nie mówiłam? Czy ja nie mówiłam? Oczywiście, że mówiłam, do jakich wniosków dojdzie Syn Starszy po przetestowaniu każdej z trzech opcji.

W końcu dziecko jest inteligentne (po mamusi of kors!! Teściowa twierdzi, że dzieci inteligencję dziedziczą po matce, a teściowej trzeba słuchać!), to i do jakich innych wniosków miało dojść? Oczywista oczywistość. Pytanie co z tą wiedzą teraz zrobi.

Ale od początku.

Dzień pierwszy zakładał 5 minut zabawy telefonem przed snem.
Dzień drugi – nieograniczone czytanie (jeszcze nie zgłupiałam, żeby ograniczać czytanie wieczorne do 5 minut).
Dzień trzeci – rezygnację z rozrywek wszelakich na rzecz snu (poprzedzonego audiobookiem, ale przy zgaszonym świetle).

W tak zwanym między czasie Potwór Starszy poinformował mnie z rozbrajającym uśmiechem (kiedy to wyciągnęłam zmęczone członki na kanapie, a w mej dłoni spoczął kieliszek czerwonego wina), że zasady te NIE DOTYCZĄ ŁIKENDÓW.

W łikendy bowiem on gra, czyta, tańczy i śpiewa.

Z pokorą przyjęłam na klatę. Poszedł spać prawie o północy, wykończywszy wcześniej aktualnie czytaną książkę.

Po czym wyciągnął wnioski:

– Wiesz mamoooo, najbardziej wyspany to ja byłem jak nie czytałem, ani nie grałem. Trochę tylko mniej jak tylko grałem. Za to bardzo niewyspany jestem jak czytam wieczorami.

(biję głową w mur)

– Tak sobie jednak myślę, mamooo – kontynuował Potwór – że ja nie chcę rezygnować z czytania.

(Allelujaaaaa!!!)

– Więc doszedłem do wniosku, że będę kontynuował ten tryb cały czas. Jednego dnia telefon, drugiego czytanie, trzeciego nic. Nie szkodzi, że się drugiego dnia nie wyśpię. W końcu przecież trzeciego nadrobię.

(Hahahahahaha… <pusty śmiech> Ciekawe ile by dały matki niemowlaków za patent na nadrobienie niedospania 😉 Ale nie będę go wyprowadzać z błędu).

– Albo mogę grać na telefonie codziennie przed spaniem

(Nice try 😛 Po moim trupie!)

– Ale czytać to bym jednak zawsze chciał. Nic mnie nie wciąga tak jak czytanie!

(Ha! Czym skorupka za młodu… Good boy!)

Eszperimą uważam za zakończony. Wnioski są więcej niż zadowalające 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up