JESTEM KOBIETĄ I KOBIECE EMOCJE NIE SĄ MI OBCE

Kiedy ktoś pyta mnie, jak mogłabym scharakteryzować mojego bloga, używam najczęściej kilku przymiotników: lekki, kobiecy, zabawny, emocjonalny. On taki jest – sami wiecie. Tyle tylko, że nie zawsze da się pisać na wesoło. Zresztą nawet nie zawsze się powinno. Jak mi ostatnio napisał Maciek Wojtas: śmiech jest dobry, ale w rozsądnych dawkach. Ma rację. I dlatego dziś nie będzie śmiesznie. Bo i mnie nie jest do śmiechu.

Całkiem niedawno niemałą furorę na fanpejdżu blogowym zrobił cytat z Potworka dotyczący właściwości niejakich Maj Little Pony. Co prawda nie przypominam sobie, by kopytka Maj Little Pony postały choć na chwilę w naszym domu, odkąd pojawiły się w nim Potwory, niemniej jednak Potworek skądś twór zna. Co więcej, wie, że owe urocze kucyki rzygają tęczą.

Maj Little Pony jedzą opony.

A jak się zmęczą, rzygają tęczą.

Urocze, prawda?

SYNDROM DNIA POPRZEDNIEGO

Dlaczego jednak wspominam o uroczych kucykach? Ponieważ tak jak i one, miewam odruch wymiotny. Ostatnimi czasy coraz częstszy. I bynajmniej nie chodzi tu o problemy gastryczne. Wyjątkowo nie. Etap połykania węża celem zajrzenia do własnego wnętrza mam już, na szczęście, za sobą.

Niestety co rusz dopada mnie syndrom dnia poprzedniego. Co ciekawe, niezwiązany z alkoholową libacją. To by jeszcze miało jakiś sens. Niestety mój syndrom zdaje się nie mieć sensu żadnego. Końca również. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że po dłuższym (o jeden dzień dłuższym, nie że jakiś wypas!), a w zasadzie nawet i tym krótszym też, weekendzie mam ochotę krzyczeć, gryźć i zakopać się po uszy w pościeli? Najlepiej nie wychodząc stamtąd przynajmniej do piątku.

No ani chybi – syndrom dnia poprzedniego.

NIE LUBIĘ LUDZI!

Gwoli ścisłości – niektórych ludzi. Takich, z którymi mam przymusowo do czynienia zbyt często. Lub takich, którzy usiłują zbyt głęboko wejść w moją prywatność. Nawet nie wycierając butów z błocka. Albo co gorsza, wycierając je o mnie.

Nie lubię ludzi, którzy wiedzą lepiej niż ja, czego mi potrzeba. O ile nie są miliarderami, wierzącymi w to, że ich pieniądze mi pomogą – na drzewo z nimi.

Nie lubię ludzi przesadnie słodkich. Takich, z ust i spod palców których wylewa się tęcza. Jak słyszę słodki ton, nóż mi się w kieszeni otwiera. Konkret! A nie jakieś popychanie pierdół! Jak będę chciała posłuchać motywacyjnego blablabla, to sobie puszczę kawałek o byciu „zwycięscą”.

I dlaczego oni wszyscy upierają się, by o swoich radosnych pomysłach, wesołych działaniach, wielkich celach opowiadać właśnie mnie?

ŻYJĘ W ZAPRZECZENIU

Zaprzeczam sama sobie.

Zaprzeczam innym.

Zaprzeczam wszelkim możliwym oczywistościom.

Czasem wartościom też.

Staję okoniem na hasło „musisz”.

Nie, nie muszę. Nawet nie chcę. A jak zechcę, sama o tym poinformuję!

Jestem zmęczona. Jak Maj Little Pony.

A może nawet bardziej…

 

Ps. Wszystkim, którzy chcieliby jakoś inteligentnie skomentować powyższe, od razu podpowiem: nie da się.

Tym, którzy się obrażą, po przeczytaniu całości (jeśli dotrwają do końca) obiecuję, że to jeden z tych wpisów rzadziej występujących.

Nie bierzcie tego do siebie. To tylko Weltschmerz – znam się na nim jak nikt. Nie na darmo kończyłam germanistykę 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

41 myśli na temat “JESTEM KOBIETĄ I KOBIECE EMOCJE NIE SĄ MI OBCE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up