EXITUS LETALIS – POLSKA MANGA NA JAPOŃSKIM POZIOMIE

Dziś będzie bardzo nietypowo – szczególnie dla mnie. Kiedy Monika powiedziała mi, jaki temat wybrała na wpis gościnny, byłam bardzo zaskoczona. Przede wszystkim dlatego, że komiksów nie czytam wcale. A już mangi to w ogóle. Pomyślałam sobie jednak: dlaczego nie? W końcu trzeba poszerzać horyzonty.

Zapraszam Was na wpis gościnny Moniki Kilijańskiej – autorki bloga Konfabula.

Jestem z tych ludzi, co jak nienawidzą to szczerze, jak kochają, to na zabój. Obecnie przeżywam moją najnowszą miłość – mangi. I przepadłam totalnie! Kto by pomyślał, że mając trójkę dzieci, dom, kota, psa i zbliżając się do czterdziestki zacznę czytać japońskie komiksy? Przecież to lektura dla nastolatków! Hmmm, niezupełnie…

Czym jest manga?17028913_1438139226199188_1092874144_n

Manga to japońska sztuka, sztuka wizualnej narracji. Wolne tłumaczenie słowa manga to „niepohamowany obraz”, dlatego manga to nie do końca komiks, to trochę za mało. O dziwo w kraju kwitnącej wiśni słowem manga określa się najczęściej humorystyczne i satyryczne rysunki z okresu Edu, a same komiksy angielskim comics lub jego japońskim odpowiednikiem komikku.

Mangę charakteryzuje kilka cech: czarno-białe rysunki, linia górująca nad formą, panele czytane od prawej do lewej jak w japońskim piśmie. Najczęściej postaci mają charakterystyczne rysy twarzy (jak mieszkańcy Japonii – czyli sercowaty kształt twarzy) oraz ogromne oczy.

Czym nie jest manga?polska manga

Przede wszystkim nie jest to komiks tylko dla dzieci. Można spotkać się z twierdzeniem, że obrazki to mogą sobie dzieci oglądać, więc taka forma sztuki nie przystoi dorosłym. Jednak znaczna część, jeśli nie nawet większość mangowych tytułów, skierowana jest do nastoletniego i dorosłego widza. Takiego, który nie będzie miał koszmarów po obejrzeniu krwawych scen, brutalnych morderstw, pikantnych żarcików czy rozebranych kobiet w dwuznacznych pozach. Tak jak animacje, filmy, gry czy książki – tu także jest podział na grupy wiekowe. Są więc mangi dla dzieci, dla chłopców, dziewczynek, nastolatków i dorosłych.

Manga to także nie komiks pornograficzny. Przypisywanie mandze takiej łatki jest zbytnim uproszczeniem. Owszem, w wielu nich króluje przemoc i seksualizacja, jednak, tak jak w literaturze, mamy u naprawdę dużą rozpiętość tematyczną i mangi nie bazują tylko i wyłącznie na dużych cyckach. Dla każdej grupy wiekowej i na każdy temat można coś ciekawego znaleźć.

Dla znawcy komiksu polskiego czy amerykańskiego manga będzie miała jeszcze jedną znaczącą różnicę – postacie nie są jednoznacznie dobre lub złe. Każda ma swoją historię i osobowość. Nie ma podziału na ładnych i dobrych oraz złych i brzydkich. Odpowiedzi nie są podawane „na tacy”, często do końca nie możemy być pewni komu kibicować. Zupełnie jak w życiu i zupełnie inaczej niż w przypadku choćby uniwersum Marvela, gdzie superbohaterowie zawsze są piękni, młodzi, silni, mądrzy i kryształowi, a wszelkie, pojedyncze wyjątki tylko tę regułę szablonowości potwierdzają.

Wreszcie – manga to nie tylko japońskie komiksy. Można właściwie spotkać je w każdym zakątku globu. W Polsce też.

Polskie mangowe objawienie – Exitus Letalis17091360_1438140032865774_1902936468_o

Polacy nie gęsi i swoją mangę mają. Wprawdzie zaledwie kilka, ale to dopiero początek. Ja swoją przygodę z polskimi mangami zaczęłam od twórczości Michaliny Daszuty, znanej pod pseudonimem literackim KattLett. Spod jej piórka i rysika wyszło już kilka ciekawych pozycji, m.in. czterotomowe „Exitus Letalis”.

Dzięki pierwszemu tomowi „Exitus Letalis” przeniesiemy się wraz z 18-letnią Evą, młodziutką adeptką psychologii, do norweskiej małej mieściny. To właśnie w tej dziurze na końcu świata mieszkają kombatanci wojenni, którymi ma zająć się Eva. Nie są to zwyczajni staruszkowie, skoro zainteresowała się ich przypadkiem pozarządowa organizacja, dla której pracuje Eva. Ale to, co zastała Eva i co sami zobaczycie czytając mangę, zdziwi Was z pewnością. Więcej nie napiszę, bo znać treść i zakończenie to tak jak oglądać „Titanica” – i tak wiadomo, że pójdzie na dno. Nawet najciekawsza historia nie zmieni niedosytu spowodowanego poznanym zakończeniem.

Manga KattLett jest rysowana w ciekawy, nowoczesny sposób. Dialogi czasem wymagają zapoznania się ze słowiczkiem, który jest na końcu książki, bo nie mam takiej wiedzy psychologicznej. Nie tylko z tego powodu nie nadają się dla młodszego odbiorcy – roi się tu od wulgaryzmów. Jeśli nie lubicie celnego, nienachalnego rzucania mięsem, to nie jest pozycja dla Was. Tak samo jeśli spodziewaliście się romantycznej miłości czy kicających króliczków – nie znajdziecie ich. Jest za to krew, łzy i przemoc. Jest tajemnica, zagadka z przeszłości i nadnaturalne, choć mocno kamuflowane, moce. Są ciekawi mężczyźni i piękne kobiety. Czyli wszytko to, co niegrzeczne dziewczynki i chłopcy lubią najbardziej.

Czy są tu jakieś minusy? Mnie zabrakło jakiejś „ściągi” z postaciami niczym w „Bakumanie” (manga japońska o… mangakach), gdyż po kilku stronach pogubiłam się w charakterystyce poszczególnych osób. Tak naprawdę pierwsza, licząca 180 stron, część to zaledwie charakterystyka wszystkich postaci. Minusem jest też to, że jeszcze (!) nie mam kolejnych części. Jeśli chciałabym zachęcić do „Exitus Letalis” to powiem tylko jedno: jest to pierwsza manga, którą czytałam już dwa razy i z chęcią zrobiłabym to jeszcze raz.

Autorka o sobie:

Nazywam się Monika Kilijańska. Jestem wielozadaniową kobietą: matką, żoną, kucharką, sprzątaczką, blogerką, copywriterką, transkryptorką i kto wie kim jeszcze! Uwielbiam marcepan i lody czekoladowe. Cały czas mam nadzieję, że kalorie idą w cycki. Prowadzę blog www.konfabula.pl. Nie znajdziesz tu wystylizowanych zdjęć dzieci czy wnętrz. Bo nie o to chodzi. Taki life bez stylu, wychowanie bez spiny.


A Wy czytacie komiksy? Możecie polecić coś dla kompletnego laika (swą przygodę skończyłam na Kaczorach Donaldach 😉 ).

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

47 myśli na temat “EXITUS LETALIS – POLSKA MANGA NA JAPOŃSKIM POZIOMIE

  • 7 marca 2017 o 21:25
    Permalink

    Mój brat pochłania te komiksy tonami i kolekcjonuje. Po twojej recenzji chyba pożyczę jeden od niego żeby się przekonać 🙂

    Odpowiedz
  • 7 marca 2017 o 21:27
    Permalink

    Nigdy nie lubiłam komiksów, nie umiałam zrozumieć, jak można je czytać, męczyłam się. Za to mój brat miał sporą kolekcje. Podziwiam ludzi, którzy mają taką pasję.

    Odpowiedz
  • 7 marca 2017 o 21:52
    Permalink

    nigdy nie przepadałam za komiksami, ale mój mąż uwielbiał, więc jest szansa, że któreś z trójki dzieci też pokocha i będę musiała je zacząć czytać 🙂

    Odpowiedz
    • 8 marca 2017 o 09:10
      Permalink

      Dzieciakom na początku łatwiej się czyta komiksy niż pełnowymiarowe książki, mam wrażenie. Więc szansa jest 🙂

      Odpowiedz
  • 7 marca 2017 o 22:38
    Permalink

    Nigdy nie czytałam mangi, komiksy to raczej nie moja bajka.

    Odpowiedz
  • 8 marca 2017 o 18:05
    Permalink

    Widzę, że po pierwszym uderzeniu, które w Polsce miało miejsce jakieś… 20 lat temu (???) manga z powrotem powraca i to ze zdwojoną siłą. A może nigdy nie odeszła? 😉
    Pamiętam początki, gdy na polskim rynku były dostępne tylko nieliczne tytuły, gdy działało tylko jedno mangowe wydawnictwo – JPF. Gdy człowiek czekał 2 miesiące na ukazanie się kolejnego numeru Kawaii 🙂 To były czasy!
    Ale widzę, że wciąż pokutują te same stare mity, pomimo zmiany pokolenia.
    Co do samej mangi, kiedyś nazwa ta odnosiła się tylko do komiksów japońskich. Wszystkie inne komiksy były tylko nią inspirowane. Czyżby przez lata coś się zmieniło?

    Hm… Wpis zrobił mi tylko smaka na coś dobrego. Idę pogrzebać w swoich anime, wieczór jeszcze młody, załączę Akirę 😀

    Odpowiedz
    • 8 marca 2017 o 20:12
      Permalink

      Ja spotkałam się z opracowaniem, że poza Japonią japońskie komiksy (i japońską kreskę) nazywa się mangą. W samej Japonii – częściej komiksem właśnie, mimo rozbudowanej sieci różnych pisemek dla mangaków. Akira – coś wspaniałego! Nigdy się nie starzeje! I Ghost in the shell. Btw. niedługo ma być w kinach zamerykanizowane live action!

      Odpowiedz
      • 8 marca 2017 o 20:30
        Permalink

        O, w morelę 😛 To ja z tego bardzo starego pokolenia otaku jestem, hehe 😉

        O GitS’ie słyszałam, widziałam trailery. Powiem krótko – oni wiedzą jak wszystko zepsuć.
        Jest to jedyny duch którego się boję. Bardzo. I wiem, że nie tylko ja.
        Zwłaszcza, że na siłę wciśnięto przesłanie filozoficzne dotyczące cyborgizacji Major. I źle dobrana aktorka :/
        Mam tylko nadzieję, że Władcy Marionetek nie zepsują 🙁
        Cóż, pożyjemy, zobaczymy.
        Chyba gorzej niż Dragon Ball: Ewolucja nie może wypaść, prawda? 😛

        Odpowiedz
    • 10 marca 2017 o 08:58
      Permalink

      Masz rację! Właśnie mi się przypomniało, że to była ulubiona lektura mojej siostry, kiedy była jeszcze w podstawówce (jakieś.. 20 lat temu 😉 ).

      Odpowiedz
  • 8 marca 2017 o 20:34
    Permalink

    Nigdy nie zetknęłam się z mangą, a z komiksów to przeczytałam tylko „Tomek w krainie kangurów” 😀 Pytanie będzie głupie (ale w sumie podobno nie ma głupich pytań, tylko głupie odpowiedzi) – gdzie można kupić/wypożyczyć takie książki? Serio, sporo słyszałam, ale nigdy nie widziałam 🙂

    Odpowiedz
    • 9 marca 2017 o 08:45
      Permalink

      Ja natknęłam się nawet w miejskiej bibliotece na kilka tytułów (ale schowane pod kategorią „komiks”). W większych sieciach typu Empik, Bonito, Aros także są (często jako literatura dla młodzieży). Nowości można znaleźć m.in. u wydawców: Waneko, Kotori, JPF, Hanami, Studio JG, Yumegari, Ringo Anime, Taiga. Na FB są też grupy sprzedażowe dla czytelników mang. A jeśli chodzi o recenzje książek warto zaznajomić się z http://manga.tanuki.pl lub angielskojęzycznym http://myanimelist.net.

      Odpowiedz
  • 8 marca 2017 o 23:31
    Permalink

    Pamiętam pierwszą mangę, która wpadła mi w ręce- to było chyba jeszcze w gimnazjum 🙂 Bardzo zaciekawił mnie ten gatunek, jednak nie zagościł u mnie na dłużej.

    Odpowiedz
  • 9 marca 2017 o 18:27
    Permalink

    Ciekawie to wygląda 🙂 Jak gdzieś znajdę na półce to z pewnością dzięki temu artykułowi zajrzę, zapoznam się 🙂 Raczej nie będę mimo wszystko celowo szukać 🙂

    Odpowiedz
  • 9 marca 2017 o 22:36
    Permalink

    Nigdy nie pomyślałbym, że może powstać coś takiego jak polska manga. Ciekaw jestem zatem, czy w komiksie przebijają się jakieś polskie akcenty tudzież smaczki 🙂

    Odpowiedz
  • 13 marca 2017 o 21:38
    Permalink

    Aż zebrało mi się na wspominki, gdy sama czytałam mangi. Nie zagościły one u mnie w sercu na długo, bo szybko straciłam zainteresowanie zarówno mangami, jak i anime, ale mimo wszystko fajnie wiedzieć, że Polacy też tworzą coś na wzór mangi. Wydaje mi się, że widziałam nawet jakiś fragment wywiadu z ich autorką w telewizji. Po sam komiks raczej nie sięgnę, bo to nie moje klimaty, ale życzę dużej ilości pieniędzy na zakup kolejnych tomów! 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up