Hello from the other side…

Z Potworami nudzić się nie można. Doprawdy, są niezwykle kreatywne, a ich poczynania mogą wpędzić do grobu najtwardszego zawodnika. Seriously.

Tym razem padło na Babcię.

Korzystając z tego, że łikend i że władza gorszego sortu dała nam nieograniczony dostęp do dróg szybkiego ruchu… No dobra, przesadziłam, w kilku kierunkach dość limitowany jednak, ale bywają i takie, które są osiągalne szybko, łatwo i przyjemnie, i ten azymut właśnie obraliśmy w łikend.

Na Zachód.
Na Zachód.
A jak wiadomo… na Zachodzie bez zmian.

Pojechaliśmy odwiedzić Babcię.
I Dziadka.
I Babcię-Pra.

Cała wizyta przebiegła w miłej atmosferze, Potwory z grubsza zaprezentowały wersję demo: bawiły się zgodnie zachwycając Babcię, rzucały błyskotliwymi tekstami zadowalając Dziadka i żarły za pięciu wprawiając w stan ekstazy Babcię-Pra.

Ale jak wiadomo, wszystko co dobre, szybko się kończy, a równowaga w przyrodzie być musi. Grzeczność zatem nie potrwała do końca wizyty. Za to przybrała kierunek dość nieoczekiwany.

Zamiast sprzeczać się z bratem Potwór Starszy bowiem postanowił wykończyć Babcię. Podstępnie, cichaczem i zupełnie nie dając nic po sobie poznać. Przyczaił się jak kocica za piecem i czekał na swoją chwilę chwały.

Z samego rana skoro świt o 10. doczekał się… Z łazienki, w której Babcia brała prysznic, rozległ się przeraźliwy i mrożący krew w żyłach krzyk!

Babcia, wydając z otworu gębowego dźwięk nieprzystający zupełnie jej statusowi społecznemu, wyskoczyła jak oparzona z łazienki. Wyglądała mniej więcej tak (fota zapożyczona i niestety niewyraźna, ale nie chcieliśmy Babci bardziej stresować, skacząc nad nią z aparatem):

Okazało się, że biorąc prysznic, Babcia lała bardzo bardzo ciepłą wodę. Jak co niektórzy wiedzą z fizyki, lustro ma tendencję do zaparowywania w takiej sytuacji. I tak też zrobiło. A im bardziej parowało, tym bardziej uwidaczniał się na nim krzywy napis:

Hello…


Jeden rzut oka na lustro wystarczył.

– Potwoooooorze… – zawołałam Syna Starszego.
– Taaak – wszedł do kuchni w tempie błyskawicznym, robiąc minę niewiniątka.
– Czy to Ty napisałeś na lustrze?
– No ja – przyznał niechętnie i zaraz uderzył w ton obronny – ale przecież jak odparuje to nic nie widać…

Taaa, wolę nie myśleć, co sobie wyobraziła Babcia, kiedy w lustrze literka po literce zaczęło jej się pojawiać takie miłe powitanie. Mam wrażenie, że zajrzała w zaświaty 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up