JAK SPRAWIĆ, BY NASZE ŻYCIE WYWRÓCIŁO SIĘ DO GÓRY NOGAMI

Wbrew pozorom nie będzie to post o tym, jak dorobić się dziecka (i nie zwariować). Ale prawie. Pierwszy okres nie różni się niczym, od posiadania niemowlęcia w domu. Zarwane noce, karmienie na żądanie, wyciąganie z dzioba wszystkiego tego, co znaleźć się tam nie powinno. Oto jak sprawić, by nasze życie wywróciło się do góry nogami. Wystarczy sprawić sobie psa. Szczeniaka dokładnie.

Minął ciut ponad tydzień, odkąd w naszym życiu pojawiła się ONA. Mała czarno-biała pchła. Z całym jej pchlim dobrodziejstwem inwentarza. Dosłownie!

LET’S DO IT!

Dokładnie w ubiegłą niedzielę nieopatrznie zajrzałam do internetów, i zakochałam się na zabój. Historia ma nieco głębsze dno, ale o tym może kiedy indziej. Grunt, że wystarczył jeden rzut oka na ekran smartfona i wiedziałam, że ta psia bida powinna być nasza.
Problem jednak polegał na tym, że psie dziecię trzeba było z dalekiego końca Polski przetransportować do domu. Wiele godzin w samochodzie, pogoda niesprzyjająca zupełnie, niedziela bez rodziny. Nic więc dziwnego, że biłam się z myślami tak, że porobiły się nie tylko siniaki, ale niemal krwiaki.
Nie mogąc żadną miarą podjąć decyzji, pokazałam zdjęcie Mężu.

Jedź po nią!

No to pojechałam.

Szczeniak na spacerze

KILOGRAM SZCZĘŚCIA

Droga w jedną stronę zajęła mi, bagatela, ponad cztery godziny. W deszczu, burzy, gwałtownych podmuchach wiatru parłam przed siebie jak mały pocisk. Niesiona chyba tylko adrenaliną.
Po dotarciu na miejsce wiedziałam już, że była to dobra decyzja. Warunki, w jakich przebywała Nela, wołały o pomstę do nieba. Zapchlona buda, matka na łańcuchu, i opiekunka-wiedźma karząca tęże matkę tymże łańcuchem za to, że istnieje.

Pięć minut formalności, zapakowałam bidę do samochodu i ruszyłam w drogę powrotną. Pierwsze pół godziny upłynęło w miarę spokojnie. Sunia zrzygała się li i jedynie dwa razy… Z wizją psa cierpiącego na chorobę lokomocyjną, jechałam dalej. Na szczęście okazało się, że to nie choroba lokomocyjna, a li i jedynie obżarstwo i dalsza trasa upłynęła w miarę spokojnie.

legowisko dla psa

Nie licząc godzinnego postoju na autostradzie (wypadek), ulewnego deszczu i gwałtownych burz przechodzących tego dnia przez całą Polskę. Po ponad 5 godzinach dotarłam do domu, a tam…

„MAMO, KOCHAM CIĘ”

Tym oto hasłem powitał mnie i nowy nabytek Syn Starszy. Był to chyba pierwszy i mam wrażenie, że ostatni raz, kiedy Potwór tak jawnie i spontanicznie wyraził swoje uczucia. Ale nie dziwię mu się, że pokochał psiaka całym sercem.

Tak bardzo, że nawet spacery co dwie godziny nie były dla niego niczym uciążliwym. Przynajmniej przez pierwszy tydzień.

Szczeniak

JAK TO JEST MIEĆ SZCZENIAKA W DOMU?

Myślę, że nie pomylę się bardzo (a mam w tej kwestii jakieś tam doświadczenie), kiedy powiem, że to prawie tak samo, jak posiadanie w domu niemowlęcia. Oczywiście wszystkie nowo upieczone mamusie w tym momencie pewnie powieszą na mnie psy (sic!), bo jakże to porównywać ich najukochańsze niemowlę do psa, ale…

Psie posłanie

  • Wstawanie w nocy, co trzy godziny, bo siusiu/kupa/jestem samotny.
  • Karmienie na żądanie (ciągle jestem głodny!).
  • Wyciąganie z dzioba wszystkiego, co znaleźć się tam nie powinno, a jakimś cudem znajduje się w zasięgu wzroku (łapy, paszczy).
  • Ładowanie bateryjek w pięć minut (po co dłuższa drzemka?).
  • Konieczność posiadania oczu dookoła głowy i nieustanna obserwacja delikwenta.
Brzmi znajomo? 😉

PROCES ADAPTACJI, CZYLI JAK WPROWADZIĆ DO KOCIEGO DOMU PSA?

Łatwo nie było. Kocie rezydentki zareagowały różnie. Starsza (11 lat) lekko histerycznie, acz nie mam pewności, czy była to reakcja na psa, czy na siostrzeńca (6 miesięcy), bowiem oboje pojawili się w domu niemal jednocześnie.

Grunt, że Kocica Starsza zdezerterowała na balkon i tkwi tam od tygodnia. Nie żeby miała złe warunki, wręcz przeciwnie – balkon przypomina niemal SPA. Faktem jednak jest, że kocica z uporem maniaka nawiedza też sąsiadów. Ci jednakże wykazują się póki co nadludzką cierpliwością. Nieco gorzej ma się ich pies.

Szczenięce zabawy

Kocica Młodsza dla odmiany potraktowała psie dziecię jako nową zabawkę do gonienia. Pies nie pozostaje jej dłużny, a dodatkowo wyżera jej żarcie z miski i żwirek z kuwety. Kocica patrzy na niego jak na kosmitę, ale zabawka jest w sumie fajna, nie gryzie, trochę szczeka, gonić się da i jeszcze sama zabawy inicjuje.
Trochę mam obawy, co będzie zimą, kiedy Kocicę Starszą trzeba będzie eksmitować z balkonu, ale do tego czasu może nieco okrzepnie i zajmie strategiczne miejsce wysoko na drapaku, podgryzanym namiętnie przez psa 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

20 myśli na temat “JAK SPRAWIĆ, BY NASZE ŻYCIE WYWRÓCIŁO SIĘ DO GÓRY NOGAMI

  • 29 sierpnia 2016 o 19:47
    Permalink

    Cudna ta Wasza psinka! My mamy hasiora z adopcji. Też wypatrzyłam w necie i przejechałam po niego masę km, a dokładnie 1000 w obie strony, ale dotarł jako 2-latek więc okresu szczenięcego nie przerabialiśmy. Przyznam, że trochę świadomie 😉 Powodzenia w układaniu nowego członka rodziny!

    Odpowiedz
    • 29 sierpnia 2016 o 19:50
      Permalink

      Gdyby nie dwie kocice, też pewnie szukalibyśmy trochę starszego. Ale rozsądek zwyciężył 😉 Szczeniakowi łatwiej się będzie z futrami ułożyć. A przynajmniej taką mam nadzieję.

      Odpowiedz
  • 29 sierpnia 2016 o 20:40
    Permalink

    Bardzo zazdroszczę Nowego Przyjaciela! Marzy mi się taki sam psiak, może za jakiś czas się zdecydujemy też 😉 życzę dłuugiej przyjaźni na lata!

    Odpowiedz
  • 29 sierpnia 2016 o 20:51
    Permalink

    Piękna! Mam w domu dwa pieseły i ich szczenięce lata wspominam teraz z łezką w oku, często ze śmiechu 🙂 Zabawy było masę! Chociaż i teraz potrafią nieźle nabroić 🙂

    Odpowiedz
  • 4 września 2016 o 18:52
    Permalink

    Cudowna psinka 🙂 mój psi przyjaciel odszedł ode mnie niemal 3 lata temu, ale wychowywałyśmy się razem, gdyż Misia trafiła do nas, gdy miałam 11 lat. dorastanie z nią było czymś najwspanialszym na świecie. Uważam, że w każdym domu, w którym są dzieci powinien być pies, który uczy empatii, wrażliwości i odpowiedzialności 🙂 ja planuję zostać mamą w niedługim czasie, więc myślę, że wraz z dzieckiem w domu pojawi się szczeniak, będą jak bliźniaki. Wiem, że to dodatkowa robota i w ogóle, ale kocham psy i nie odmówię tego szczęścia swojemu dziecku. Choć przyznam, że ciężko jest pogodzić się ze śmiercią przyjaciela i do tej pory nie mogę się przekonać, by już teraz przygarnąć jakąś psinkę…

    Odpowiedz
    • 4 września 2016 o 20:00
      Permalink

      Empatii, wrażliwości, ale także odpowiedzialności i porządku. Moje dzieci jeszcze nigdy tak chętnie butów nie sprzątały 😉

      Odpowiedz
  • 6 września 2016 o 20:15
    Permalink

    Ja wprowadzałam szczeniaka do domu z… 10 letnim kotem. Nie obyło się bez złośliwości ze strony kota, ale teraz świetnie się dogadują.
    Do siebie wprowadzałam kotkę, kilku tygodniową i, ja wiem, że dziecko to człowiek i wszystko inne, ale… jak bobas. Trzeba non stop pilnować, uczyć i mieć na oku. Teraz ma już 4 lata, a wciąż rozrabia jak dziecko… xD

    Odpowiedz
    • 7 września 2016 o 06:11
      Permalink

      No więc u nas póki co odnalazła się jedna kotka – młodsza. Druga zawsze była nieco autystyczna, tak i teraz nie spodziewam się po niej wybuchów entuzjazmu. Trzeba jej czasu 🙂

      Odpowiedz
  • Pingback:6 RZECZY, KTÓRE ZMIENIŁY SIĘ W MOIM ŻYCIU, ODKĄD SKOŃCZYŁAM 30 LAT - Wariacje (nie zawsze) na temat

  • Pingback:Na miotle przez świat - Magiczny codziennik: 5 rzeczy, które planowałam inaczej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up