JAJKO Z DUPKI

Święta, święta, święta za pasem! Pisanki, kraszanki, malowane jaja, kurczaczki i cały ten wielkanocny spleen… Dopadło i nas. Z racji szkoły. Bo w domu to niestety w temacie kiepskawo. Ledwo udało nam się nieco odgruzować Potworny pokój. Cóż to był za wysiłek! Syzyfowa praca niestety, ale co zrobić.

Szkoła jednakże nie ustaje w staraniach, by nas – rodziców zapracowanych – odciążyć nieco w obowiązku przekazywania potomstwu zwyczajów i tradycji. I tak jak na Boże Narodzenie dzieci zwyczajowo tworzą hurtowo ozdoby choinkowe, pieką pierniczki itp., tak na Wielkanoc wypłynął temat warsztatów ze zdobienia jajek (bez skojarzeń proszę :P).

UGOTUJ MI JAJKA!wydmuszki

Potworek, wielbiący swą ambitną Wychowawczynię ponad wszystko, podszedł do tematu poważnie i molestował mnie na okoliczność konieczności przyniesienia odpowiednich materiałów przez dobrych kilka dni. A jak wiadomo: skoro Wielkanoc, to jaja. A jak jaja, to wydmuszki.

WYD-MUSZ-KI!!!

I tak oto wieczoru pewnego zaanonsował:

– Mamooo, ja na jutro potrzebuję TRZY wydmuszki.

O matko z córką!

Nigdy w życiu nie robiłam wydmuszki z jajka! Ani z niczego innego! (Nie wiem, czy w ogóle są jakieś inne).

Ale jako matka żyjąca w wiecznym poczuciu winy (brak czasu), obiecałam zrobić wydmuszki. Zadanie trudne, a przy moim manualnym antytalencie wręcz niewykonalne. Jak się w ogóle do tematu zabrać?

Rozpoczęłam od odpalenia laptopa! Jak wiadomo, internet bazą wiedzy wszelakiej, na YT filmiki są dostępne na każdy temat. Może będzie instrukcja robienia wydmuszek.

BYŁA!

Na początek kazali wziąć igłę. MIAŁAM!

I jajka. Były!

A potem igiełką myk-myk dziurki w jajku z obu stron.

Banał – pomyślałam. I to był błąd.

Pierwsze jajko rozpadło mi się w rękach. Nie wiem z czego oni je teraz robią, z najbardziej kruchej porcelany chyba.

Drugie… z jednej strony dziurka cudo. Z drugiej – na pół jajka. Do wyrzucenia.

Dłubałam igłą w tych jajach jak nawiedzona, a ich ilość w lodówce malała w zastraszającym tempie. Po jakiejś pół godzinie męczarni wydłubałam sześć dziurek względnie nadających się do użytku. Że jedno jajo lekko nadpękło… Well, może nikt nie zauważy.

To lecim dalej… Jak już mamy dziurkę w jajku z obu stron, wydmuchujemy (no nic nie poradzę, takie słowo) zawartość do miseczki.

Zaraz. Ale jak: WYD-MU-CHU-JE-MY?

Znaczy, trzeba przyłożyć moje nieskalane niczym usteczka do jaja i… dmuchać???

Ale… dmuchać?

Przecież ta kura to jajko miała w… dupce.

W DUP-CE!

I ja mam je teraz dmuchać? Takie z dupki?

Nieee…

Internet innego rozwiązania nie pokazał…

Następnego dnia dumna i blada zaprezentowałam wydmuszki Synu Młodszemu. Potworek zachwycony jak prosię w deszcz zapakował resztki po jajcach do pudełka, pudełko do plecaka, po czym pognał do szkoły.

Dopiero po południu dowiedziałam się, że te wydmuszki to na za tydzień…

Ps. Mina męża, kiedy pochwaliłam mu się, że przedmuchałam 3 jaja na raz – BEZCENNA!

 

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

33 myśli na temat “JAJKO Z DUPKI

  • 16 kwietnia 2017 o 22:06
    Permalink

    I ja spożywam coś co było w dupce? No weź! 😉
    A tak lubię jaja. 🙂 A co do wydmuszek, nie cierpię ich robić. Ale moja mama jest mistrzem. Nie tylko robi wydmuszki, ale potem je wyparza i zalewa owocową galaretką. Po zastygnieciu i oskubaniu ma kolorowe jaja z galaretki. Dzieci uwielbiają. 🙂

    Odpowiedz
      • 21 kwietnia 2017 o 20:24
        Permalink

        Mama rozpuszcza galaretkę w mniejszej ilości wody niż jest w przepisie na opakowaniu, chyba nawet w połowie wody. I potem bardzo delikatnie skubie gdy już są stężałe. Przyznam że ja nie miałam cierpliwości. 🙂

        Odpowiedz
  • 17 kwietnia 2017 o 19:41
    Permalink

    To powiem ci ciekawostke, kupilam w sklepie juz pomalowane jaja…z Niemiec. Surowe, kolorowe. Niemiec potrafi. Jak? Nie mam pojęcia.

    Odpowiedz
  • 17 kwietnia 2017 o 22:29
    Permalink

    haha 😀 Kiedyś wydmuchiwałam samodzielnie jajka a następnie odpowiednio przyozdabiałam. 😀 Właśnie zobaczyłam komentarz poniżej i na naszym stole pojawiły się w tym roku, oprócz jajeczek umalowanych przez nas, gotowe jajka pokolorowane – UWAGA – w Holandii. 😀 Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    Odpowiedz
  • 18 kwietnia 2017 o 19:44
    Permalink

    Trudna sztuka, też miałabym problem i postępowałabym dokłądnie jak Ty. Zastanawiam się czy obecnie w sklepach są dostępne jaka makiety 😀 Białe nie pomalowane z tworzywa sztucznego do własnego ozdobienia (?).

    Odpowiedz
  • 19 kwietnia 2017 o 02:06
    Permalink

    Bueheheh!! Ja to myślę, że ktoś te rozrywki szkolo/przedszkolne układa żeby dopierd..rodzicom 😀
    ps.Ja poległabym na posiadaniu igły 😀

    Odpowiedz
  • 21 kwietnia 2017 o 07:05
    Permalink

    Kiedyś były inne czasy. Piło się wodę prosto z kranu czy jedną oranżadę na trzech, jadło kogel-mogel (młoda niestety nie doświadczy tego smaku), dmuchało wydmuszki i nikt nie czuł obrzydzenia, nie mówiąc już o złapaniu jakiejkolwiek choroby. A teraz wszędzie tylko salmonella i inne takie.

    Odpowiedz
    • 21 kwietnia 2017 o 09:40
      Permalink

      Wiesz co, ale ja nie wierzę, że salmonelli wcześniej nie było. Czy innych chorób. Wydaje mi się, że teraz dzieciaki są mniej odporne niż kiedyś – wysyp alergii chociażby o tym świadczy. No i wszelkie „epidemie” są bardziej nagłaśniane jednak.

      Odpowiedz
      • 21 kwietnia 2017 o 10:15
        Permalink

        Nie twierdzę że nie było. Ale było jej mniej. I, jak piszesz, byliśmy bardziej odporni.
        Przez wiele lat wystarczyło potrzymać jajko 10-20 sekund pod gorącą wodą z kranu a teraz nawet tego żona mi nie pozwala.

        Odpowiedz
        • 24 kwietnia 2017 o 10:41
          Permalink

          Masz rację. A teraz moje dzieciaki kichają, prychają, kaszlą na potęgę i nikt nie wie, co je uczula :/

          Odpowiedz
          • 24 kwietnia 2017 o 10:52
            Permalink

            Jak młody miał 2 lata, dostaliśmy do p. doktor listę, czego mu nie wolno – 3 kartki A4. W zasadzie nie wolno mu było nic. Potem przez jakiś czas był spokój aż do tej wiosny, kiedy alergia wróciła z taką siłą (i nie wiadomo na co), że wygląda jak pomidor obrany ze skórki.

            Ale tak sobie myślę, że w tej sytuacji to może jajko by mu już nie zaszkodziło bardziej 😉

  • 21 kwietnia 2017 o 16:49
    Permalink

    Czytałem i śmiałem się naraz. Takie jaja to tylko na wielkanoc 😀 No dobrze, już się nie śmieję, bo pewnie w przyszłości czeka mnie to samo 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up