JESTEM PIĘKNA I JUŻ!

Dlaczego nie wierzymy w siebie? My – kobiety. Ktoś powie, że to bzdura. Wcale nie. Ile razy słyszę komplement i pierwsze moje słowa, to zaprzeczenie. Serio serio. Kobiety nie potrafią przyjmować komplementów. Bezsensownie się krygują. Nie wierzą w nie. A powinny. Codziennie powinny stanąć rano przed lustrem i powtarzać sobie jak mantrę do znudzenia: jestem piękna!

Wyobraźcie sobie faceta: staje przed lustrem, pręży muskuły, poprawia fryzurę, puszcza do siebie oczko i myśli jestem zajebisty. A kobieta? Ale mam zmarszczki! Tego tłuszczu z brzucha nigdy się nie pozbędę. I jeszcze ten okropny pryszcz na brodzie!

 

Nie jest tak? Oczywiście, że jest! Ile razy stawałam przed lustrem i wyrzucałam litanię tego, co według mnie jest do poprawy. Miliony! Nie wierzę we własną urodę. Nie wierzę w to, że mam ładną figurę. Nie wierzę, że mogę się komuś podobać. A Ty? Wierzysz w siebie?

 

Z KOMPLEMENTAMI NA BAKIER

 piekna
Nie potrafię przyjmować komplementów. Jak ktoś mi powie, że mam ładny sweterek, od razu wymyślam powód, by umniejszyć jego atrakcyjność. Słysząc, że pięknie wyglądam, automatycznie zaprzeczam. Dlaczego tak jest? Dlaczego nie potrafimy przyjmować komplementów? Co jest z nami, kobietami, nie tak?

#1 BRAK PEWNOŚCI SIEBIE

piekna-kobieta
W wielu przypadkach ma korzenie już we wczesnym dzieciństwie.
Jaka śliczna dziewczynka, tylko dlaczego ma takie grube rączki?
Wiesz, masz już 10 lat, mogłabyś w końcu zacząć dbać o linię i przestać tyle jeść.

 

Twoje rodzeństwo jest dużo szczuplejsze od ciebie, pewnie jesteś adoptowana.
 
No, jak lepiej nie potrafisz – będzie musiało tak zostać.
 
Każde jedno z tych zdań osobno, podkopuje pewność siebie. A jak się je słyszy wszystkie razem? Powtarzane w kółko i do znudzenia? Łatwo uwierzyć, że to prawda… i trudno zapomnieć.

#2 BRAK WIARY WE WŁASNE UMIEJĘTNOŚCI

 kobieta
Wiąże się bezpośrednio z punktem pierwszym i, tak jak brak pewności siebie, ma często korzenie w dzieciństwie. To co słyszymy, to jedno. Ale zachowanie naszych rodziców, dziadków, cioć, wujków czy innych pociotków, te ciągłe wymagania, byśmy byli lepsi, mogli więcej… ciągłe odpytywanie jak wypadłeś na tle innych?

 

#3 NIE WIERZYMY W SZCZEROŚĆ INNYCH

modelka

Brak wiary w szczerość innych ludzi sprawia, że nie wierzymy, w to co mówią. Nie wierzymy, że mogą mówić szczerze. Przecież to niemożliwe, żebyśmy się komuś podobali, jak nie podobamy się sami sobie. Po prostu se ne da!

 


#4 FAŁSZYWA SKROMNOŚĆ

seksowna-kobieta

A cóż to za twór? Jak skromność może być fałszywa? Ano może. Przecież to nie wypada się ucieszyć z komplementu, powiedzieć tak, jestem super! to mi się dopiero udało! Przecież zaraz wezmą mnie za zarozumialca i cwaniaka…
A więc zaprzeczamy, zaprzeczamy i jeszcze raz zaprzeczamy, generując całe morze kolejnych komplementów, z którymi wcale nie czujemy się komfortowo i nie umiemy sobie poradzić.


KOMPLEMENTUJ MNIE!

 pieknosc
Jak sobie zatem radzić z brakiem wiary we własne umiejętności, atrybuty, zalety? Bo właśnie ten brak wiary w powyższe sprawia, że nie potrafię po prostu powiedzieć dziękuję, a od razu zaprzeczam, szukam wymówek, wytłumaczenia, dlaczego tak dobrze mi to wyszło. 

 

Po prostu się udało…  – nie, nie i jeszcze raz nie. To nie udało się samo! To nie udało się po prostu. To że coś osiągnęłam, jest wynikiem mojej ciężkiej pracy. To że na brzuchu mam kaloryfer żeberkowy zamiast boilera, to miesiące ciężkich treningów. To jest moja zasługa! Moja i tylko moja. No i może jeszcze trochę trenera 😉 I nie powinnam się tego wstydzić, temu zaprzeczać, a zwyczajnie powiedzieć dziękuję.

 

Dziękuję za to, że ktoś stwierdził fakt 🙂
A ty? Jak sobie radzisz z komplementami? 😉
Ps. Zdjęcia „me, myself and I” wykonane zostały przez Asię Pawlikowską, którą serdecznie polecam!

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

50 myśli na temat “JESTEM PIĘKNA I JUŻ!

  • 29 września 2016 o 18:45
    Permalink

    o tak! Jesteśmy piękne, potrafimy wiele! Asertywności można się nauczyć 🙂

    Odpowiedz
  • 29 września 2016 o 19:55
    Permalink

    To się zaczyna we wczesnym dzieciństwie – dziewczynki są wychowywane, tak, żeby były grzeczne i skromne, to są potem skromne. Często dopiero jako dorosłe kobiety odkrywamy w sobie odwagę, pewność siebie i wiarę we własne możliwości.

    Odpowiedz
    • 29 września 2016 o 20:09
      Permalink

      O to, to, to… nie wypada się „chwalić”, nie wypada czegoś mówić, nie wypada, nie wypada, nie wypada…

      Odpowiedz
  • 29 września 2016 o 19:58
    Permalink

    Bardzo fajny tekst. Powinnismy sie zastanowic, co mowimy dzieciom. Ja juz sie nauczylam patrzec w lustro z dumą i pewnością siebie.

    Odpowiedz
    • 29 września 2016 o 20:08
      Permalink

      Dziękuję 🙂 I całkowicie się zgadzam – to, co zasiejemy w głowach naszych dzieci dziś, będzie kwitło przez całe życie.
      A pewności siebie ciut zazdroszczę – jeszcze się uczę 🙂

      Odpowiedz
  • 30 września 2016 o 08:15
    Permalink

    Niby taki temat klasy, a jednak wciąż prawdziwy i aktualny.

    Co do figury, właśnie.. miło spojrzeć na to, że ileś dziewczyn osiągnęło ją naprawdę ciężką pracą, a nie urodziło się „chudymi z dobrymi genami”. Dobrze jest tak na to spojrzec, zamiast oceniania że jak ładna, szczupła i zadbana to pewnie pusta.

    Odpowiedz
    • 30 września 2016 o 11:24
      Permalink

      Jak to mówią.. chude z natury ładnie wygląją w ubraniu. Te, które na swe ciało zapracowały – nago 🙂

      Odpowiedz
  • 30 września 2016 o 10:45
    Permalink

    Kurcze, wychodzi, że jestem zarozumialcem i cwaniakiem 🙁 Zawsze jak ktoś mówi mi komplement (co zdarza się rzadko), dziękuję albo potwierdzam, że ta osoba ma rację 😀 Rodzinne obiadki są po tym względem najgorsze, każdy wypytuje: co, jak, dlaczego, gdzie, po co itd. Jak ktoś już zadaje mi zbyt wiele pytań, to zaczynam być zgryźliwy, więc trzeba uważać 😛

    Odpowiedz
    • 30 września 2016 o 11:23
      Permalink

      Hahaha, nie. Jesteś facetem. I nie masz problemu z samoakceptacją, co jest super. Szczerze facetom zazdroszczę takiej wiary we własne „ja” (bez sarkazmu tym razem 😉 ).

      Odpowiedz
  • 30 września 2016 o 21:03
    Permalink

    Ostatnio sporo czytam o akceptacji siebie. W dzisiejszej dobie internetu jest coraz trudniej gdy wydaje nam sie ze wszedzie wokół takie ideały w erze selfie…

    Odpowiedz
    • 30 września 2016 o 22:30
      Permalink

      Ideałów nie ma, tak to sobie tłumaczę. Jak obserwuję zdjęcia instagramowe np. to mnie skręca, ale czasem uda się zajrzeć „za kulisy” i już wiadomo, że wszystko jest reżyserowane 🙂

      Odpowiedz
  • 3 października 2016 o 20:30
    Permalink

    Dlatego zawsze uważam na to co mówię córce i staram się wychowywać tak, aby podobała się sobie i wierzyła w siebie

    Odpowiedz
  • 3 października 2016 o 21:11
    Permalink

    To prawda, wielu kobietom brakuje pewności siebie. Dużo z nich czuje się źle we własnej skórze. Często jest tak, że niemal celowo się zaniedbują, jakby na potwierdzenie tezy o swojej beznadziejności. A tak naprawdę każda z tych zakompleksionych dziewczyn może być olśniewająca. Każda może przenosić góry, jeśli tylko chce. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
    • 3 października 2016 o 21:13
      Permalink

      Zgadzam się. Każda jest na swój sposób niepowtarzalna i tak naprawdę wystarczy kilka drobnych tricków, by poczuła sie gwiazdą.

      Odpowiedz
  • 3 października 2016 o 21:24
    Permalink

    Dopiero od niedawna potrafię przyjąć komplement i muszę przyznać, że wcześniej tego nie potrafiłam dokładnie z tych powodów, zawsze myślałam, że ktoś nie jest szczery i mówi mi komplement bo tak wypada na szczęście coraz rzadziej mam takie myśli 😉

    Odpowiedz
  • 3 października 2016 o 23:15
    Permalink

    Czytam i czytam o tym, że kobiety masowo zaprzeczają komplementom a sama tego nie widzę przesadnie często. A już w ogóle przeraża mnie ta teza o mówieniu dziewczynkom, że są brzydkie, za grube itd. Serio, to zaobserwowałam tylko ze strony rówieśników, ale rodzice…? Eee. Nie spotkałam się.

    Odpowiedz
    • 4 października 2016 o 07:14
      Permalink

      No widzisz, a ja tak niestety. Czasem to nawet nie muszą być bezpośrednie przytyki… a jedynie jedyny słuszny kult szczupłej figury i wmawianie, że ta odrobina tłuszczu jest obrzydliwa.

      Odpowiedz
      • 4 października 2016 o 08:19
        Permalink

        Odniosłam się do bezpośrednio przytoczonych przez Ciebie przykładów, ale nawet to ,,wmawianie” nie wydaje mi się częste. Wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że właśnie rodzice za mało dbają o kondycję dzieci i te, które za malucha są grubiutkie, już takie pozostaną. A nie widziałam jeszcze człowieka, który byłby rodzicom w takiej sytuacji wdzięczny za uratowanie go przed kultem szczupłości 🙂 raczej tacy ludzie – ci, których spotkałam – mają żal, że rodzice nie dbali wystarczająco, żeby dziecko prawidłowo odżywiać, odchudzić troszkę i zaoszczędzić problemów na przyszłość. No chyba, że mówimy o matkach Małych Miss, ale takie w mojej opinii nie zdarzają się często.

        Odpowiedz
        • 4 października 2016 o 08:28
          Permalink

          Ja mam wrażenie, że teraz rodzice ogólnie mają jednak większą wiedzę i potrafią pokierować dziećmi w ten czy inny sposób. Moje przykłady odnoszą się raczej do czasów dzieciństwa osób obecnie dorosłych – zauważ, ile kobiet ma problemy z samoakceptacją, ile nie wierzy w siebie i w szczerość komplementów. Takie zachowania nie biorą się znikąd. Ba, ja z doświadczenia wiem, że nie biorą się z próżni. Czasem wystarczy jedno zdanie rzucone od niechcenia, które padnie na podatny grunt (zwłaszcza jeśli tym gruntem jest niepewna siebie nastolatka).

          Odpowiedz
          • 4 października 2016 o 08:48
            Permalink

            Oczywiście, w teorii masz rację – ale nie wierzę też w to, że wszystkie te dorosłe kobiety słyszały od rodziców czy innych dorosłych, że są brzydkie albo grube – a do tej tezy się odnoszę. To by znaczyło, że mamy jakiś potop patoludzi. Myślę, że dużo większy wpływ mają media i rówieśnicy, niż dorośli. No naprawdę, naprawdę nigdy nie spotkałam się z dorosłym mówiącym do dziecka ,,Ty pulpecie”. Może żyłam w jakimś empatycznym środowisku…

          • 4 października 2016 o 08:53
            Permalink

            Ależ ja nigdzie nie napisałam, że to dotyczy każdego pojedynczego przypadku i że nie ma innych przyczyn braku wiary w siebie. Jest ich cała masa, niestety.

            A nie spotkałaś się nigdy z sytuacją, kiedy dorosły mówi do dziecka „ty tłuścioszku, grubasku mój kochany”? Nie wierzę, że nie. A takie słowa, jeśli będą powtarzane w kółko i padną na podatny – podkreślam podatny – grunt i zakiełkują, MOGĄ (nie muszą) mieć potem skutki w przyszłości.

            Ps. Ale bardzo się cieszę, że wiele ludzi nie spotkało się z takimi zachowaniami ze strony dorosłych. Serio, serio. Bo najgorsze co może być, to wkręcić sobie taką właśnie melodię.

          • 4 października 2016 o 08:55
            Permalink

            W życiu nie spotkałam się z kimś, kto tak mówi. Jak Babcie kocham, nie słyszałam czegoś takiego. A w mojej rodzinie prawie wszystkie dzieci były grube – i mamy ich sporo.

          • 4 października 2016 o 09:01
            Permalink

            A wiesz, że mnie to cieszy. Bardzo 🙂 Bo człowiek sobie nie zdaje czasem nawet sprawy, jak jednym z pozoru niewinnym zdaniem może zaprogramować myślenie innych.

          • 4 października 2016 o 09:03
            Permalink

            No właśnie wydaje mi się, że ludzie – a zwłaszcza rodzice – już sobie bardzo często zdają z tego sprawę. Szkoda, że media nie, ale może i to się wkrótce zmieni 🙂

    • 4 października 2016 o 09:06
      Permalink

      Ilona, jeśli się nie spotkałaś, to jesteś naprawdę szczęściarą 🙂 Ja całe życie się z tym spotykam – w liceum miałam koleżankę, która w kółko słyszała od swoich rodziców, że nie umie się ubrać, a w ogóle „w tej bluzce do ludzi, kto to widział” (normalny sweter, żeby nie było). Drugą miałam jeszcze wcześniej, w gimnazjum. Poszłyśmy razem na zakupy, po powrocie przymierzyła w domu modne wtedy sztruksy, a jej mama na to coś w ten deseń: „Nie za obcisłe? Schudłabyś trochę”. Nie mówiąc już o tym, że to nie dotyczy tylko wyglądu, ilu rodziców podważa wybory swoich dzieci i podkopuje ich pewność siebie tekstami w stylu: „A jakie inni dostali oceny?” „Jak tego nie umiesz, to do niczego innego się nie nadajesz”. „Albo te studia, albo radź sobie sam/-a”. Ok, podałam jaskrawe przykłady, ale wystarczy tekst w stylu: „O, poprawiłaś się, ładnie wyglądasz”. Dla kogoś „ładnie”, dla mnie: „O Boże, jestem tłusta!”. To się wynosi z dzieciństwa, niestety.

      Odpowiedz
      • 4 października 2016 o 09:17
        Permalink

        Ja z kolei spotykam się z czymś innym – z tym, że ludzie są bardzo nadwrażliwi i bardzo surowi w kwestii oceniania intencji własnych rodziców.

        Odnosząc się do Twoich przykładów (nie będę mówić o tych skrajnych typu ,,Ty prosiaku”) – jak jesteś matką i Twoja córka ubrała się źle/nieodpowiednio/niestosownie, (bo jak wiemy nastolatki mają mega tendencje np. do za mocnego makijażu, za bardzo odsłaniających ciało ubrań) to nie powinnaś zwracać jej uwagi? Jasne, powiesz, że to się powinno zrobić delikatnie i z wyczuciem – ale byłam świadkiem dziesiątek sytuacji, kiedy zwykłe zwrócenie uwagi dzieci uwielbiają interpretować p.t. ,,moja matka mnie nienawidzi”. Podobnie z ,,dziecko, musisz się bardziej przykładać do nauki” – a dzieci nakręcają się, że matka to wcale nie docenia, że jestem kwa artystą, a nie matematykiem!

        Sama też nie widzę sytuacji, w której rodzice będą mówić Ci całe życie słodyczki i chuchać na ciebie bez zwracania najmniejszej uwagi, żeby ,,nie podciąć ci skrzydeł” – wyjdziesz z domu i pierwsza krytyczna uwaga doprowadzi cię do załamania nerwowego.

        Czy to nie jest trochę tak? Wiele razy ludzie wcale nie chcą zrobić nam krzywdy, ale – szczególnie w młodym wieku – za surowo ich oceniamy i bierzemy wszystko do siebie.

        No i nie wiem, serio słyszałyście wprost ,,Wyglądasz jak spaślak”…? Nie w łagodniejszych słowach, nie inaczej ujęte..? Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Aaa, no ale w gimnazjum/liceum to każdy ma krytykującą, beznadziejną matkę, która ,,w kółko powtarzała, że nie umiesz się ubrać i że jak do ludzi”. Tylko nikt nie wspomina, że chodziło się do szkoły w bluzkach do pępka, z ćwiekami w uszach itp itd

        Każdy kij ma dwa końce.

        Odpowiedz
        • 4 października 2016 o 09:34
          Permalink

          No ja nie chodziłam w bluzkach do pępka, ani z ćwiekami w uszach 🙂 Po pierwsze, owszem, uważam to za niestosowne i nie pozwoliłabym się dziecku tak ubrać. Po drugie – czułabym się w tym grubo. Właśnie tak.
          Poza tym nie mówię tu o przypadkach, o których piszesz – o niestosownym ubieraniu się. Mówię o normalnym ubiorze, który z jakiegoś powodu nie pasuje rodzicowi (nie wiem, czerwony to nie kolor, powinno się chodzić na czarno itp.). To samo dotyczyło spodni – normalnych spodni, które na wydatniejszych udach były przylegające, a nie zwisały jak na wieszaku.
          Nie jestem zwolenniczką ani podcinania skrzydeł, ani przeginania w drugą stronę, ale systematycznego powtarzania dziecku przez lata, że jest takie czy siakie, albo: „Jak nie umiesz lepiej…” nie uważam za pedagogiczne rozwiązanie.

          Odpowiedz
          • 4 października 2016 o 09:46
            Permalink

            No więc widzisz – skoro Ty nie przechodziłaś w ten czy inny sposób nastoletniego buntu, to masz takie samo szczęście, jak ja niesłysząca komentarzy o tuszy. Wg Ciebie takie przytyki są notoryczne, a wg mnie przewrażliwienie nastolatków na swoim punkcie 🙂

            Zapytam wprost – Twoi rodzice tak strasznie Cię dołowali? Czy mówisz tylko o znajomych? Bo ja widzę np. wiele przykładów, kiedy to rodzice są naprawdę OK i zachowują się bardzo dyplomatycznie, ale dzieciaki na każde dotknięcie ich choćby palcem reagują furią i białą gorączką – bo jak to tak. A potem opowiadają, jakich mają okrutnych rodziców. To wręcz dosyć normalne w wieku dojrzewania.

            Tak czy inaczej – ten temat jest bardzo złożony i nie da się go podsumować w jeden czy drugi sposób. Suma summarum – miałam na myśli, że nie spotykam się notorycznie z rodzicami zwracającymi się do dzieci ,,tłuściochu”.

          • 4 października 2016 o 10:46
            Permalink

            Ilona, nastolatki są przewrażliwione, co do tego nie ma dwóch zdań. Owszem, zdarzają sie przypadki, które okres dojrzewania przechodzą łagodniej, ale jednak przechodzą, z całą nadwrażliwoscią i burzą hormonów.

            To jest trudny okres dla obu stron (mam w domu prawie-nastolatka, wiem co mówię 😉 ). Ale trzeba go przetrwać, tak jak przetrwały go miliony ludzi na świecie.

            Ja mówię o czymś innym, nie o przewrażliwieniu, nie o burzy hormonów. Mówię o tym, że jak przez pół życia słuchasz jak zdartej płyty, że ta ma gruby brzuch, tej fałda wystaje zza paska, a tamta to już w ogóle spasła się jak świnia, to zaczynasz podważać własną atrakcyjność, nawet jak słowa te nie są kierowane bezpośrednio do ciebie.

          • 4 października 2016 o 10:49
            Permalink

            No nie wiem, ja przeczytałam w Twoim wpisie ,,Ładna dziewczynka, tylko ma grube rączki” i do tego się wciąż odnoszę 🙂

          • 4 października 2016 o 10:52
            Permalink

            Wyrwałaś zdanie z kontekstu i całkowicie ignorujesz mam wrażenie to co usiłuję dodatkowo przekazać w komentarzach :/

          • 4 października 2016 o 10:59
            Permalink

            Absolutnie nie – rozumiem co masz na myśli i co chcesz przekazać. Ja jednak mówię o tym, co przeczytałam i nie wiem, dlaczego traktujesz to jak jakiś spór i usiłujesz mi powiedzieć, że było o czymś innym i że nie zrozumiałam – bo osobiście mam inną opinię i nie podzielam twojego zdania na ten temat.

            Żeby nie było, że coś wyrywam z kontekstu, napiszę jeszcze raz, od początku i do sedna. Piszesz tak: Kobiety nie potrafią przyjmować komplementów, bardzo wiele z nich. Bardzo często to się bierze z dzieciństwa – bo dorośli mówią (przytoczone zdania) powtarzane w kółko i do znudzenia. To podkopuje wiarę w siebie.

            Teraz Ty próbujesz mi udowodnić, że podkopuje – no jasne, że tak. Wiele innych rzeczy też. Z tym że ja mówię coś innego – że nie uważam tego za zjawisko powszechne.

            I ot tyle, finito.

          • 4 października 2016 o 11:14
            Permalink

            Ilona, nie będę Ci niczego udowadniać, bo po prostu mamy inne doświadczenia 🙂 Ty w swoim otoczeniu nie spotkałaś się ze sprawami, o których ja piszę (albo nie uznałaś je za dość częste), ja nie mam do czynienia z sytuacjami, o których piszesz Ty (vide wykrzyczane nienawiści).
            Cieszę się, że podjęłaś się dyskusji ze mną, bo pozwala mi to spojrzeć na sprawę szerzej. Być może za parę lat ja zrozumiem, o czym pisałaś (choć, szczerze, wolałabym nie 😉 ), a Ty doświadczysz tego, o czym piszę ja (absolutnie Ci tego nie życzę, swoją drogą).

      • 4 października 2016 o 09:33
        Permalink

        A jeszcze jak tak rozmyślam – czy ktoś pomyślał, jaki wpływ na samoocenę matek mieliśmy my, mówiąc im setki razy ,,nienawidzę cię”, ,,żałuję, że mnie urodziłaś”, ,,w ogóle mnie nie rozumiesz”, ,,chyba nie jestem twoim dzieckiem”…? Może to nastolatki powodują te problemy w przyszłości?

        Źdźbło w cudzym oku… 😉

        Odpowiedz
  • 4 października 2016 o 08:44
    Permalink

    A to ciekawe, bo czytam, czytam (oczywiscie jakbym czytala o sobie) i mysle ‚ciekawe jak wyglada autorka?’. I wtedy widze, ze na pierwszych zdjeciach to Ty- przepiekna kobieta! (zero cukru, naprawde jestes piekna). Musisz dac sobie zadanie i powtarzac to codziennie przed lustrem 🙂

    Odpowiedz
    • 4 października 2016 o 08:48
      Permalink

      Marina, dziękuję 🙂 I uwierz (sic!), że często patrząc w lustro tego nie widzę. A powinnam. Jak każda z nas!

      Odpowiedz
  • 4 października 2016 o 09:00
    Permalink

    Baaaaardzo, bardzo ważne, żeby obejrzeć się czasem i zobaczyć, że jakieś sukcesy mamy i że żaden nie zrobił się sam. Dziewczyny, doceniajmy się trochę!

    Odpowiedz
  • 4 października 2016 o 10:32
    Permalink

    O tak- masz dużo racji. Niestety…. mi samej też zdarza się zaprzeczać albo umniejszać to, co usłyszę. Ale wiesz co? Walczę z tym 🙂 Staram się – podziękować, zastanowić się chwilę – w sumie może faktycznie jest w tym dużo racji :)) Jasne- nie zawsze mi to wychodzi, ale dobrze to sobie uświadomić. Świetnie, że zwracasz na to uwagę i mam nadzieję, że zaczniemy bardziej doceniać siebie i nauczymy się przyjmować komplementy 🙂

    Odpowiedz
    • 4 października 2016 o 10:48
      Permalink

      Magda, tak czytając Twoją wypowiedź, zaczęłam się zastanawiać: może inni widzą więcej niż my i dlatego nas komplementują 😉 Ja koniecznie muszę się nauczyć przyjmować je tak po prostu.

      Odpowiedz
      • 4 października 2016 o 11:48
        Permalink

        To chyba tak czasem jest , że jesteśmy bardzo krytyczne wobec siebie i ciężko zauważyć pewne rzeczy. A z zewnątrz często widać dużo więcej. Dlatego dobrze, że są ludzie, którzy o tym przypominają. Ale my też jednak musimy zmienić swoje podejście do siebie- tak, żeby być dla siebie lepszą i częściej się doceniać, zauważać dobre i piękne rzeczy. To trudne, ale trzeba próbować. Karolina- ja również się uczę i już ostatnio sama na tym się „łapałam”, żeby znów powiedzieć ” Czy ja wiem….” , ” No nie wiem….” czy coś w tym stylu, ale wychwyciłam to i odpowiedziałam „dziękuję” i poczułam się fajnie :))

        Odpowiedz
  • 5 października 2016 o 00:29
    Permalink

    Sporo racji w Twoim artykule.
    Sama długo miałam problem z komplementami, zazwyczaj krygowałam się: „e, tam, przesadzasz, to nic takiego…”
    Teraz chyba nauczyłam sie reagować – z uśmiechem dziękuję.
    Chyba, że faktycznie mam do czynienia z osobą, której nie ufam. Ale – ostatecznie – kimś takim nie warto się przejmować.

    Odpowiedz
    • 5 października 2016 o 08:49
      Permalink

      Tak, to prawda. Już jakiś czas temu doszłam do tego wniosku, że trzeba mocno weryfikować, czyja opinia powinna nas obchodzić, a czyja nie.

      Odpowiedz
  • 12 października 2016 o 17:56
    Permalink

    Też dawniej miałam problem z pewnością siebie i wiarą we własną atrakcyjność, ale po prostu się za to zabrałam. Zaczęłam pracować nad własnym charakterem, ciałem i z czasem wszystko się ułożyło. Jak każda kobieta miewam gorsze dni, kiedy w niczym nie czuję się dobrze, ale nie robię z tego afery i po prostu na co dzień lubie siebie i sobie to mówię 🙂

    Odpowiedz
  • Pingback:KULINARNE FAKAPY, CZYLI MOJE SPEKTAKULARNE WPADKI KUCHENNE. - Wariacje (nie zawsze) na temat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up