Klasyk niemalże podręcznikowy

Mówią, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy.

Jeśli rozpatrywać owo zagadnienie nie tylko w sensie seksualno-dosłownym ;), to powiedziałabym, że jest w tym bardzo, ale to bardzo dużo racji.

Można bowiem skończyć elegancko, z klasą i móc patrząc w lustro spojrzeć sobie bez obaw w oczy. I wiedzieć, że zrobiło się wszystko, by zachować twarz, honor, portfel i co tam jeszcze. Jednym słowem nie musieć się samemu przed sobą wstydzić, że primo się skończyło (shit happens), secundo jest się gentelmenem i w ogóle.

Niestety.

Takie rzeczy to tylko w erze. Dinozaurów pewnikiem, bo nie w żadnej innej.

Tymczasem rzeczywistość okazuje się być o niebo bardziej prozaiczna. I mimo że lata świetlne temu pluło się jadem na przedstawicieli własnej płci, jacy to żałośni i w ogóle, pod niebiosa wychwalając zalety własne, tak jak przyjdzie co do czego to żal dupę ściska i niestety owo mityczne zakończenie to koło klasy nawet nie stało. Ot zwykła żałosna zagrywka. Czy nawet jej brak czasami? Bo dopóki żona/kochanka/partnerka/whoever sama nie odkryje, że coś jest na rzeczy, to raczej nie ma się co spodziewać, że mężczyzna jej życia zakończy z honorem, to co bez niego zaczął.

Słowa, obietnice, przyrzeczenia.. wszystko rzucone na wiatr. Zazwyczaj. Nie mówię, że dotyka każdego osobnika. Ale w przypadku zakończeń zazwyczaj tak bywa. Nic nie warte frazesy, w które chyba nikt nie wierzy, ale wypowiadamy je, bo a) wypada, b) czujemy się z tym lepiej, c) (chyba najgorsza wersja) wierzymy w to, ale za ch.. nie potrafimy dotrzymać słowa.

Taki, rzekłabym, klasyk. Przykład niemalże książkowy (właśnie jestem po lekturze obfitującej w tego typu zakończenia, o czym zapewne mowa będzie w kolejnych Książkowych zauroczeniach). Owe klasyczne zakończenia, przywodzą mi na myśl tekst utworu jednego z moich ulubionych zespołów:

Did I disappoint you?
Or leave a bad taste in your mouth?

I taki właśnie „bad taste” najczęściej pozostaje. Cóż zrobić? Takie życie. Miało być pięknie, wyszło jak zwykle. I ch…

Także tego, drogie panie – ile z Was zna podobne przykłady? Bo ja rozglądając się dookoła, mam wrażenie, że wyrastają jak grzyby po deszczu.

Dziś prawdziwych mężczyzn już nie ma… 😉


Ps. Stereotypy? Do not think so… 

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up