KSIĄŻKA LUB AUTOR, KTÓRY BULWERSUJE MNIE NAJBARDZIEJ – KAMPANIA BLOGEREK „CZYTAJ Z NAMI”

Wyobraź sobie, że czytasz książkę. Jest wieczór, herbata lub kieliszek wina stoją tuż obok ciebie. Fabuła wciąga. Leci strona za stroną, a na Twojej twarzy pojawiają się wypieki. I nagle… nie, nie, nie, nie, nie, nie – masz ochotę rzucić tą celulozą w ścianę. Tekst bulwersuje, nie możesz przestać o nim myśleć, a wkurzenie sięga zenitu. Miewasz tak?

Ten wpis powstał w ramach kampanii blogerskiej  „Czytaj z nami”. Autorką pomysłu jest Magda autorka bloga Save the magic moments. Do publikacju u mnie zaprosiłam 3 blogerki, prosząc, by wypowiedziały się na wskazany przeze mnie. A będzie nim: Książka/Autor, którzy zbulwersowali mnie najbardziej.czytaj-z-nami-1170x705

Trzy książki, trzy teksty, trzy autorki – to musi się skończyć dobrze! Mam nadzieję, że dziewczyny dobrze się bawiły 🙂

CZY ŚRODEK LOKOMOCJI DETERMINUJE NASZE CZYNY?logo-PANORAMA

Jako pierwsza swą odpowiedź przesłała mi Agnieszka. Na co dzień tworzy Lifestyle by Agnieszka, na którym uwielbia zanurzać się w lekturze.

Kiedy przeczytałam temat Książka/autor, który zbulwersował(a) mnie najbardziej, nawet nie wiedziałam o kim napisać lub jaką pozycję wybrać. Mianowicie zaproszona zostałam w listopadzie i do tamtego czasu nie pamiętałam żadnej książki, która by mnie zbulwersowała. Od tamtej pory cały czas coś czytam i znalazłam już nie jedną a kilka takich książek, więc teraz problem, którą wybrać. Jednak najbardziej zbulwersowała mnie i rozczarowała osławiona „Dziewczyna z pociągu” Pauli Hawkins.dziewczyna z pociągu

Po tak rozreklamowanej pozycji oczekiwałam trzymającego w napięciu kryminału czy thrillera. A otrzymałam jakiś bliżej nie określony gniot. Tak, tak dobrze czytacie. Historia jest poprawna, ale bez większego szału. Książka opisywana przez kobietę, która jest alkoholiczką i sama nie wie, co się dzieje na prawdę, a co jej się wydawało. Ma niejednokrotnie dziury w pamięci i nie umie sobie przypomnieć, co się działo. Za dużo tutaj właśnie tematów i problemów psychologicznych. Rachel obserwuje z pociągu „idealne” małżeństwo i sama sobie dopowiada historię co dzieje się w ich domu. Obserwuje akurat ten konkretny dom, ponieważ nieopodal mieszka jej były mąż z nową partnerką i dzieckiem. Nie umie się pogodzić ze stratą i często ich nawiedza.

Historię poznajemy z perspektywy niemalże każdego z bohaterów, ponieważ występuje podział na daty i osoby. Na końcu wszystko łączy się w całość i kończy dość zaskakująco.

Sam koniec jednak nie jest w stanie uratować całej książki. Początkowe strony strasznie się dłużyły zanim się można było wciągnąć treść. Po prostu nie, książka mnie zbulwersowała i nie mogę jej zaliczyć do dobrych pozycji. Chciałam sama przeczytać, aby się przekonać czy mi się spodoba i nie podołała.

KSIĄŻKI MORALNEGO NIEPOKOJUksiążka która bulwersuje

Kiedy Karolina, autorka bloga Karo Pisze Tu, przesłała mi swój tekst, pomyślałam sobie, że nie mogę nie zgodzić się z jej wyborem. Sami zobaczcie 🙂
Książki Jodi Picoult. Jak i sama autorka. Czym mnie zbulwersowała? Przede wszystkim tym, że czasem jej książki potrafią mnie zezłościć do tego stopnia, że chodzę bardzo, ale to bardzo zła przez cały dzień. Bo zakończenie to coś co u Picoult zaskakuje wszystkim, czasem chyba nawet samą autorkę 🙂 I nie chodzi mi o to, że czasem nie jest po mojemu, ale o to że wszystko przewraca się aż tak do góry nogami, że książka z mniej lub bardziej realistycznej, staje się, jak dla mnie, totalną fikcją, rozczarowuje naciąganiem faktów i ‘czarowaniem’, żeby wszystko tylko zgrało się pod to totalnie dziwne, zaskakujące i rozczarowujące zakończenie.
Tak było chociażby w przypadku “Bez mojej zgody”. Nawet nie chcę sobie przypominać tego zakończenia.

Drugi ‘problem;’, który mam z tą autorką, jest taki, że jej książki to prawdziwa sinusoida bardzo dobrych pozycji i kompletnie nieudanych opowieści. Mam tu na myśli książki typu „Deszczowa noc” lub „Głos serca”. Kompletnie do mnie nie trafiły, wręcz rozzłościły. Może taki miał być efekt?… Tego nie wiem do dziś. W końcu złość, czy rozczarowanie to też emocje, a chyba pisarzowi chodzi o to, żeby wywołać emocje. Czy dobre, czy złe, może mniej ważne. Liczy się efekt, że książka zapadła z naszą pamięć. A może to jest tak, że lepiej nie wydawać książek tak często, bo traci się na jakości. Lepiej rzadkiej a lepiej? Sama nie wiem.

Bo oczywiście są takie książki, Jodi Picoult które kocham i polecam. Można je czytać i długo nad nimi dyskutować, ale tyle samo jest książek, które są wręcz przeładowane smutkiem, bólem, dylematami, zdradą, śmiercią. Przeczytanie jednej zraża nas do autorki i przez kolejne pół roku, dziękujesz serdecznie za jej twórczość i omijasz szerokim łukiem półkę z jej nazwiskiem…

A co z tą miłością?

No polecam przede wszystkim “Jesień cudów”, “Pół życia”, czy “Już czas”. Fabuła, bohaterowie, niejednoznaczne odpowiedzi, trzymające w napięciu sprawy sądowe. Czytałam je, nie POŁYKAŁAM JE, jak najlepsze danie obiadowe mojego narzeczonego, dziwiąc się kiedy docierałam do końca, bo nie chciałam się jeszcze rozstawać z bohaterami… Długo nie mogłam się zdecydować na to czy przyjaźń, czy jednak nie. Czy zaprosić ją do grona moich ulubionych pisarzy-przyjaciół, czy raczej spisać na straty. Dziś wiem, że jest bardzo specyficzny rodzaj relacji. Niby nie umiemy bez siebie żyć, ale jednak wolimy spotykać się raz, dwa razy w roku, żeby przypadkiem nie przestać się kochać ;-)A Wy co myślicie?

Oczywiście, mam nadzieję że fanki Picoult nie obrażą się na mnie. Przecież każdy ma swoje zdanie na temat autorów i książek, prawda? 🙂

MIAŁO BYĆ ŚMIESZNIE, A WYSZŁO JAK ZAWSZEFACED(51)

Jako trzecia na moim blogu wystąpi Gosia z bloga Books My Love – dziewczyna wie, o czym pisze i zgadzam się z jej opinią w stu procentach 😉 Też mam problem z tą autorką. A o kim mowa?

Bardzo długo zastanawiałam się nad tym tematem, nie umiałam wyszukać ze swojej pamięci żadnej książki, autora, który by mnie zbulwersował. Czyżbym takich książek nie czytała? Czy wypieram je szybko z mojej pamięci?

W końcu znalazłam – „Francuski piesek” Marta Obuch, książka, która przez wielu blogerów została okrzyknięta super śmieszną komedią. Nawet miała być komedią kryminalną.

Też chciałam się pośmiać! Serio!Francuski piesek” Marta Obuch

Niestety na dzień dobry zostałam zastrzelona imionami i nazwiskami bohaterów: Piotr Marchewka, Igła, Ryszard Kociołek czy chociażby Zuza Bączek. Rozumiem, że faktycznie nazwiska na siłę mogą brzmieć śmiesznie, ale jakoś dla mnie z marnym skutkiem. Poza tym wydaje mi się, że nazwiska czy też przezwiska w dobrej książce wcale nie muszą być szczególnie wyszukane, żeby śmiać się do rozpuku nad książką.

Wątki kryminalne totalna dla mnie abstrakcyjne i wręcz nierealne, np. bohaterowie znajdują na parkingu trupa w samochodzie i nie wiedząc czemu, zamiast wezwać policję albo odjechać, zaczynają przewozić go w inne miejsca, a dodatkowo z domu nieboszczyka zabierają lub jak kto woli ratują jego kota.

Czytając książkę niestety nawet przez chwile się nie uśmiechnęłam, część dialogów była słaba, a ciągle czytając dalej (czym dalej tym z większym trudem) liczyłam, że znajdę tą obiecaną komedię i kryminał. Niestety ja nie znalazłam.

Każdy ma swój gust i oczekiwania, niestety ta autorka do mnie totalnie nie trafiła.

Jak myślisz? Trafnie dziewczyny wybrały? A może masz jakieś swoje typy, książek lub autorów, którzy potrafią nas zbulwersować? Napisz koniecznie w komentarzu!

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

42 myśli na temat “KSIĄŻKA LUB AUTOR, KTÓRY BULWERSUJE MNIE NAJBARDZIEJ – KAMPANIA BLOGEREK „CZYTAJ Z NAMI”

  • 11 marca 2017 o 09:13
    Permalink

    Największy poziom zdenerwowania zapewnił mi Graham Masterton książką „Niemy strach”. Oczekiwałam naprawdę mrocznej powieści, a dostałam lekką opowiastkę. Co prawda samo zakończenie zwaliło mnie z nóg, ale jednak niesmak pozostał.
    Nie miałam okazji czytać żadnej książki, którą zaproponowały dziewczyny, acz niewiastę co jeździ pociągiem mam na półce – czeka cierpliwie dwa lata, aż po nią sięgnę. Czyżbym podświadomie wiedziała, że może mnie rozczarować? 😉

    Odpowiedz
  • 11 marca 2017 o 10:02
    Permalink

    Czytałam tylko pierwszą pozycję i mnie też bardzo zawiodła. Ostatnio oglądaliśmy z mężem film(z ciekawości czy będzie lepszy od książki) i wynudziliśmy się okropnie. Mój mąż, który nie czytał książki, zainteresował się dopiero pod koniec, ale nie uratowało to niestety ogólnego wrażenia. I książka, i film to gniot i bulwersuje jego popularność 😉

    Odpowiedz
  • 11 marca 2017 o 13:31
    Permalink

    Czytałam, podobnie jak Iza, tylko pierwszą pozycję i też bym ją wymieniła. OD tamtej pory mało mnie taż tak rozczarowuje. No może jeszcze „papierowe miasta”, które też okazały się być mega słabe. Zwłaszcza, gdy czytało się wcześniej „Gwiazd naszych wina”. A o Dziewczynie z pociągu nawet nie chcę rozmawiać, wolę o niej zapomnieć.

    Odpowiedz
  • 11 marca 2017 o 14:35
    Permalink

    Dziewczyny jak zwykle się spisały ! Brawo 🙂 Czytałam dziewczynę z pociągu i czuje po niej ogromne rozczarowanie. Egzemplarz miałam okazję zdobyć dzięki wymianie książkowej. I całe szczęście, że jej nie kupiłam. Naprawdę tyle wokół niej było szumu, no więc stwierdziłam ,że muszę przeczytać, ale nudne to jak flaki z olejem 😛
    Karolciu świetny temat, dziewczyny miały wyzwanie, ale jak już pisałam dały radę 🙂

    Odpowiedz
  • 11 marca 2017 o 15:18
    Permalink

    Dziękuję za możliwość wypowiedzenia się w temacie i na prawdę mi miło, że mogę u Ciebie gościć 🙂 Pozycji pozostałych koleżanek nie znam, ale jakoś mi się do nich nie spieszy 😉

    Odpowiedz
  • 11 marca 2017 o 19:11
    Permalink

    W „Dziewczynie z pociągu” irytowało mnie głównie zachowanie głównej bohaterki. Jak można być tak nieogarnięta życiowo.

    Odpowiedz
  • 11 marca 2017 o 20:23
    Permalink

    Co do ,,Dziewczyny z pociągu” mam podobne zdanie, dla mnie ta książka miała nieść wiele, byłam bardzo pozytywnie nastawiona, do czasu, aż nie zaczęłam jej czytać. Dla mnie to po prostu słaba literatura z dobrym, a nawet bardzo dobrym marketingiem.

    Odpowiedz
  • 11 marca 2017 o 21:04
    Permalink

    Moim największym książkowym rozczarowaniem był oryginał „Jestem legendą” z 1954 roku. Straszny gniot! Aż byłam w szoku, że z takiego szmatławca szło stworzyć całkiem fajny film social-fiction.

    Odpowiedz
  • 12 marca 2017 o 20:42
    Permalink

    Mnie też rozczarowała „Dziewczyna z pociągu”! Dobrze mi się czytało (może dlatego, że była to pierwsza książka, po którą sięgnęłam od kilku miesięcy więc po prostu zjadłam ją z powodu głodu czytelniczego), ale zamknęłam ją… I poczułam się taka… rozczarowana 😀 Cóż… Często tak jest, że lepiej zainteresować się mniej znanymi tytułami, niż tymi „masowymi”, o których jest głośno 😉

    Odpowiedz
  • 13 marca 2017 o 13:29
    Permalink

    Oo, „Zanim się pojawiłeś” też jest na mojej liście „do przeczytania”. Mówisz, że rozczarowuje?

    Odpowiedz
    • 13 marca 2017 o 15:31
      Permalink

      Nie, wręcz przeciwnie. Może źle to ujęłam. 😉 Jestem zachwycona tą historią, zresztą ja po prostu uwielbiam książki Moyes. Byłam zawiedziona zakończeniem, bo do końca wierzyłam, że stanie się inaczej. Ale to chyba właśnie zakończenie przeważyło nad popularnością tej powieści.

      Odpowiedz
  • 14 marca 2017 o 20:04
    Permalink

    Otóż właśnie ! recenzje nieprzychylne, aż mnie książki zaciekawiły 🙂 ciekawe czy będę miała takie same odczucia 🙂

    Odpowiedz
  • 16 marca 2017 o 13:37
    Permalink

    Jeśli chodzi o Jodi Picoult, to na pewno spodobałaby mi się jej twórczość! Lubię takie zaskakujące zakończenia 🙂
    A „Dziewczyna z pociągu” nawet mi się podobała 🙁

    Odpowiedz
  • 20 marca 2017 o 12:43
    Permalink

    Ja się ostatnio łapię na tym, że czytam po wielokroć to, co już mam przeczytanie. I wcale nie ze względu na sklerozę, ale jakoś tak bezpieczniej się czuję w sprawdzonych, dobrych tekstach. Po co mam się denerwować czymś nowym, polecanym a niejadalnym? 😉

    Odpowiedz
  • 24 marca 2017 o 23:13
    Permalink

    Dżizusie jak ja wam zazdroszczę, kiedy ja zacznę czytać coś więcej niż „Kicia Kocia mówi NIE”, w tej chwili jestem na takim etapie wyjałowienia literackiego, że nawet najgorszy gniot postawiłby mnie na nogi. Kiedyś kupiłam w Biedronce książkę „spalona żywcem”, temat ciężki, pierwsza lektura tego gatunku i o ile można byłoby to napisać naprawdę dobrze, to autor wydał książkę najwyraźniej bez konsultacji z korektorem tekstu bo nie dało tego ogarnąć umysłem, tyle literówek to nawet ja w smsie do męża z listą zakupów nie robię. Ja czekam na książkę – spis felietonów Karoliny <3

    Odpowiedz
    • 28 marca 2017 o 09:53
      Permalink

      Hahaha, Blogierka namawiała mnie do pisania antyporadników 😉 Chyba Wam kiedyś zrobię tę przyjemność. Niech no się tylko z czasem trochę ogarnę 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up