Książkowe zauroczenia 34/52 [Weronika zmienia zdanie]

Dawno żadna książka nie wywołała we mnie tak skrajnych odczuć. 
Na przemian wyrzucałam ją jako gniot do kosza, by po chwili z zainteresowaniem jednak powrócić do przerwanego wątku. To znów pomijałam kilka stron, nie mogąc znieść egzaltacji nie tyle głównej bohaterki (choć ta momentami była doprawdy niestrawna), co raczej głównego bohatera. 
Co by nie powiedzieć, to po „mężczyźnie życia” spodziewałabym się jednakowoż jakiegoś konkretnego zdania, silnej konstrukcji psychicznej, a nie rozchwianego jak chorągiewka na wietrze zwiewnego motyla, co to go podniecają (niestety nie w tym dosłownym sensie) jak nastolatkę włosy wpadające do oczu ukochanej kobiety.

Weronika zmienia zdanie przyciągnęła mój wzrok okładką. Co prawda tematyka Bridget Jones już mi się nieco przejadła, a u Małgorzaty Maj mamy niemalże kalkę z tej postaci. Tytułowa Weronika – główna bohaterka – jest również dziennikarką, nieco pulchną jak sama siebie określa, mającą permanentne kłopoty z sobą samą, z facetami i ze zwariowaną, niesztampową rodzinkę w pakiecie.

Źródło: lubimyczytac.pl

„Myśli kołatały się w jej biednej głowie. Na zmianę zrywała znajomość z Jerzym, rodziła mu bliźnięta, urządzała wspólny dom, podkładała śmierdzącą bombę pod zasraną corsą, raz na zawsze topiła się w prawdziwej rzece, dawała się znaleźć w mieszkaniu podtruta gazem, oddawała Jerzemu nerkę, dusiła go gołymi rękami, kochała się z nim na polu rzepaku, całowała w rękę profesora Wilczura, smażyła z Zofią konfitury dla niego, wdeptywała w ziemię wszystkie szarlotki świata i była szczęśliwa. Odpoczęła trochę i znowu na mokro zaczęła rozpaczać nad sobą, płakała, że Jerzy nie dzwoni i że wszyscy o niej zapomnieli” – trzeba przyznać, że taki typ narracji może zmęczyć nawet najwytrwalszego czytelnika 😉
Akcja książki jest równie chaotyczna, jak przedstawiony wyżej sposób bycia i myślenia głównej bohaterki. Niewątpliwego kolorytu dodają jej jednak pozostali bohaterowie, stanowiący element oryginalny i niebalnalny: od zakręconej matki-wróżbitki, poprzez odczytującą aurę wokół każdej osoby przyjaciółki Weroniki, aż do zaprzyjaźnionej pary starszych gejów – ojców wybranka głównej bohaterki.
Dla tych bohaterów i dla wątków humorystycznych warto sobie zarezerwować jeden wieczór na wchłonięcie tej lektury – o ile nie mamy nic innego, ciekawszego, do roboty 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up