Małe (komunijne) gwiazdy

Z racji tego, że maj i tego że dzieci własne i znajome dobiły już do wieku komunijnego miałam przyjemność fotografować wczoraj znajome Bąble komunijnie.

Impreza jak impreza – odkąd pamiętam taka sama, nic się nie zmieniło nawet w regułkach wygłaszanych przez mniej lub bardziej przejęte i zestresowane dzieci. Przy okazji przypomniało mi się, że sama takowe, niemalże identyczne na komunii własnej wygłaszałam (co więcej, ku własnemu zaskoczeniu, na pytanie proboszcza skierowane do ogółu, czy gawiedź pamięta datę swojej komunii, odpowiedziałam twierdząco – dumnam :P).

Ale nie o tym chciałam. Tyle się mówi ostatnio, że komunia to festiwal próżności, zastaw się a postaw się, kto kupi droższy i bardziej wypasiony prezent i w ogóle. Generalnie klu całej imprezy stało się pokazanie na co mnie stać (limuzyna, suknia niemalże ślubna, złote diademy, kłady itepe) i fakt iż dzieci najbardziej czekają na owe prezenty, a nie na sam sakrament.

Na szczęście zaprzyjaźnione Bąble rodziców mają rozsądnych i udało im się wytłumaczyć pacholętom, co w sakramencie jest najważniejsze. Nie było dopytywania „co dostanę”, ani życzeniowej postawy „chcę skuter nie rower!” – było przejęcie i faktyczna chęć przystąpienia do sakramentu.

I co z tego?

Na rzeczoną komunię zaproszono 3 namaszczonych przez proboszcza fotografów. Biorąc pod uwagę, że dzieci była ledwie czterdziestka, to jak dla mnie co najmniej o jednego za dużo. Ale może ja się nie znam. W końcu w niektórych przypadkach liczy się ilość nie jakość. Podobno.

Trzech fotografów (w tym dwóch młokosów, „młodych wilków” wyraźnie żądnych zauważenia) zrobiło wszystko, bym z całej uroczystości zapamiętała głównie ich. Byli wszędzie. Dosłownie. Również w trakcie podniesienia, ewangelii, czy kazania trzaskali foty. Obiektywami wchodzili dzieciom w twarz, przeszkadzali w skupieniu się na sakramencie, wchodzili między rzędy małych komunistów. W końcu koordynująca imprezę siostra zakonna nie wytrzymała i pogoniła towarzystwo.

Co mnie jednak najbardziej zniesmaczyło (mówiłam już, że mogę się nie znać?) to sam sakrament komunii. Dzieci przystępowały pojedynczo, podchodząc do klęcznika przy którym stał kapłan. A obok niego trzech fotografów, którzy SERIĄ jak paparazzi trzaskali foty „przyjęcia”. Że ich proboszcz nie pogonił to naprawdę jestem zdziona. Rozumiem, że rodzice mogą chcieć mieć pamiątkę, ale na litość boską… toż te dzieci prócz fleszy chyba z tego momentu nie zarejestrowały nic więcej.

Małe gwiazdy…

PS. A tak w ogóle to na pewno przemawia przeze mnie zawiść i zazdrość, że to nie ja tam… tą serią… – pozostali „fotografowie” zostali od komunistów oddzieleni taśmą i cieciem, tfu panem porządkowym, co by się przed ołtarz nie daj boże nie pchali :]

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up