Opowiem Wam o moim pierwszym razie… Książka, dzięki której zaczęłam czytać.

Moje życie od zawsze było pełne sprzeczności. Jakoś chyba nie mogę dojść do ładu sama ze sobą, bo większość uczuć, które we mnie ze sobą walczą ma charakter skrajnie odmienny. Taka sinusoida, śmiech przez łzy. O tym, że zawsze mi wszystko na opak wychodzi, to już wie większość osób, które tu zaglądają. Człowiek chce dobrze, a tu kabuuum. Dupa* zawsze z tyłu.

Podobnież jest z literaturą – lubię się bać, ale nie do tego stopnia, by czytać horrory. Thrillery, to już zupełnie co innego. Jednak moim ukochanym gatunkiem, chyba najbardziej zresztą pasującym do mojego charakteru, jest komedia kryminalna. Niby wszystko pokręcone i straszne, ale jest śmiesznie. Dziś w ramach akcji „Książka, dzięki której zaczęłam czytać” opowiem Wam o moim pierwszym razie.

SKĄD SIĘ WZIĘŁA AKCJA „KSIĄŻKA”?

Najpierw jednak o samej akcji :).

Książka, dzięki której zacząłem czytać” to projekt mający na celu wyłonienie najlepszych książek z każdego gatunku literackiego.

I tu już u mnie pojawia się lekki zgrzyt, ponieważ ja się wcale nie upieram, że wymieniona przeze mnie propozycja będzie tą najlepszą ;). Ale idźmy dalej.

Każdy bloger biorący udział w Akcji przedstawia jedną książkę, która jego zdaniem jest najlepszą pozycją, od której warto zacząć przygodę z danym gatunkiem.

No dobrze, jako że bloger ze mnie jak z koziego ogona waltornia, po prostu opowiem Wam jak to u mnie z tym czytaniem było. I skąd się wzięła komedia kryminalna w moim życiorysie. Czy to będzie pozycja lepsza, gorsza, czy w ogóle do dupy – ocenicie sami ;).

W kwestii formalnej:

Akcja trwa od 01.07.2017 do 31.07.2017 roku. Po jej zakończeniu na blogu Organizatora Akcji pojawi się lista wszystkich tytułów, z którymi chcemy Was zapoznać.

Dodatkowo warto wspomnieć, że Sprawcą Całego Zamieszania jest Socjopatka 😉 – teraz już wiecie, gdzie składać skargi i zażalenia.

STRACH MA WESOŁE OCZYksiążka, dzięki której zaczęłam czytać

Co prawda Organizator zaznaczył w regulaminie, iż pozycja zachęcająca ma być jedna (dobra, wiem, co niektórzy pomyśleli 😛 Nie da się!) – u mnie jednak pojawią się one dwie. A może nawet trzy! Kto bogatemu zabroni?

Naukę czytania zaczęłam chyba jeszcze zanim nauczyłam się chodzić. Wszystko to przez wielkie ambicje mojej rodziny, by zrobić ze mnie geniusza. Niestety nie wyszło, choć do dziś upierają się, że siedząc na nocniku gadałam pełnymi zdaniami. Trochę wstyd, ale dobra. Podejrzewam, że pierwsze przeczytane przeze mnie zdanie niewiele miało wspólnego z Alą i kotem, choć Elementarz Falskiego do dziś na mojej półce leży. Prędzej obstawiałabym jakieś kwasy rybonukleinowe czy coś w tym stylu.

Jako dziecko zachłanne rwałam się jednak do tego czytania jak głupia, więc podsuwano mi pod nos co i rusz rozmaite kąski. A to o królu co z królową się rozstaje i rusza w nieznane kraje (to chyba prorocze było :P), a to jakieś inne baśnie braci Grimm. Kiedy jednak nadszedł ten moment, że zaczęłam mieć wpływ na to, jaką książkę kupuję, w moje ręce trafiła powieść Joanny Chmielewskiej Wszyscy jesteśmy podejrzani. I przepadłam z kretesem.

Najpierw zafascynował mnie sam wstęp, w którym autorka opisuje swoją przygodę z literaturą krwawą i straszną – wypisz wymaluj jak ja, kiedy czytałam Dziesięciu Murzynków Agathy – wciśnięta w kąt, obstawiona poduszkami, z nogami prawie że w gardle. Po wstępie przyszła kolej na resztę. Zaśmiewałam się do łez z przygód pracowników biura projektowego, choć cała fabuła oparta była na morderstwie i dochodzeniu do prawdy, więc wcale nie jakoś tam wesoło.

Kto jednak zna książki Joanny Chmielewskiej, będzie wiedział o czym mowa. Absurdalne sytuacje, postacie lekko głupawe, te bardziej inteligentne oraz super przystojny prokurator o charakterze diabła. No czego można chcieć więcej? Pokochałam gatunek, pokochałam Chmielewską i z uporem maniaka kupowałam wszystko, co wyszło spod jej pióra. Do czasu niestety – z wiekiem trochę jej się pazur stępił i przyszło przerzucić się na innych autorów.

ZACHĘĆ CZYTELNIKA…

Celem tej Akcji jest zachęcenie czytelnika do danego gatunku. Co ja Was jednak będę pustymi słowami mamić. Sami oceńcie, czy chcecie z podobnym absurdalnym humorem mieć do czynienia 😉

– No dobrze, wobec tego teraz myślmy rozsądnie…
– Potrafimy? – spytała Alicja z powątpiewaniem.
– Będziemy się starać. Zastanówmy się od początku. Dlaczego Tadeusz wyszedł przed śmiercią z pokoju i poszedł do sali konferencyjnej?
– Bo po śmierci już by mu się to nie udało…
– Ja do ciebie mówię poważnie!
– Widocznie chciał zginąć w spokoju, a nie w tym hałasie, który oni tam robią.

– Jak to jest możliwe, żeby przeszło godzinę leżał w waszym biurze trup i żeby nikt tego nie zauważył?
– Chicho leżał, się nie rzucał w oczy…

A podobny eksperyment to mnie kusi… Acz też jeszcze nie sprecyzowałam, gdzie zawartość, by wylądowała… Kilka opcji rozważam 😉

Na balkonie stał ludowy wazon monstrualnych rozmiarów, który służył nam niejako jako za teren niezwykłego doświadczenia chemicznego. Od kilku miesięcy wrzucaliśmy tam różne rzeczy, z zaciekawieniem oczekując, co z tego wyniknie, i starannie przykrywając dzieło sztuki ładnie dopasowanym kawałkiem płyty pilśniowej. Wewnątrz było wszystko. Woda po kwiatkach, mleko, ogryzki od jabłek, zgniłe pomidory, niedopałki papierosów, resztki najrozmaitszych artykułów spożywczych, znacznie bardziej urozmaiconych niż w szufladzie Leszka, fusy od kawy, kawałki pilśni, nieco kiszonej kapusty i wiele innych rzeczy. Wiesio przyniósł kiedyś specjalnie do wazonu ugotowane kartofle, a Witold zarażony naszym szaleństwem, poświęcił groch na ryby. Ja sama, nie mogąc wymyślić już nic gorszego, wrzuciłam tam surowe kości wieprzowe. Oprócz tego każdy kilkakrotnie napluł.

Wszystko to czyniliśmy z nadzieją, że po stosownym upływie czasu w wazonie powstanie jakaś piorunująca mieszanina, która może, nawet wybuchnie. W razie nieuzyskania spodziewanego efektu mieliśmy zamiar jakoś zawartość ludowego naczynia wykorzystać, nie precyzując chwilowo sposobu tego wykorzystania. W każdym razie nastawieni byliśmy na coś potężnego, nie ulegało bowiem wątpliwości, że owa zawartość, wystawiona przez kilka miesięcy na działanie słońca, nieprzeciętnie się zaśmierdła. Już od wielu tygodni nikt nie miał odwagi podnieść przykrywy.

 

Czujecie się zachęceni? 😉 Zakładam, że nie wszyscy :P.

*Nie wiem, czy  użycie słowa „dupa” w tekście o literaturze nie powinno być jakoś ocenzurowane, ale trudno. Będziecie musieli to zdzierżyć.

 

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

14 myśli na temat “Opowiem Wam o moim pierwszym razie… Książka, dzięki której zaczęłam czytać.

  • 19 lipca 2017 o 09:26
    Permalink

    Ja osobiście nie pogardzę komedią kryminalną, a w sumie odkryłam ją stosunkowo niedawno, bo rok, dwa lata temu? Ktoś podrzucił mi Lesia Chmielewskiej. 🙂 Od tamtej pory czasem sięgam po ten gatunek i nie żałuję, jest fajną odskocznią od innych książek jakie czytam. 🙂

    Dzięki za udział w Akcji! 🙂

    Odpowiedz
  • 19 lipca 2017 o 21:15
    Permalink

    Ja czytam od czwartego roku życia bez przerwy 🙂 Więc nie mam pojęcia od czego zaczynałam. Co jakiś czas odkrywam autora i czytam wszystko co napisał, albo „wpadam” w jakąś sagę wielotomową najchętniej fantazy 🙂 Trylogię czarnych kamieni, która potem rozrosła się do 8 tomów łyknęłam w kilka dni z wypiekami na twarzy jak nastolatka. Tak, takie lubie – książki nieoczywiste i baaaaardzo grube, bo nie lubie rozstawac się z bohaterami zbyt szybko 🙂

    Odpowiedz
    • 25 lipca 2017 o 10:07
      Permalink

      O ja też tak mam! Jak już trafię na dobrego autora, to męczę go, aż nie przeczytam wszystkiego, co napisał 😉

      Odpowiedz
  • 21 lipca 2017 o 05:35
    Permalink

    Dużo z chęci czytania zabija szkoła- bo lektury, bo szybko, bo nie to co lubimy czytać.
    Po latach teraz wracam do tych lektur które ominąłem albo czytane były „po łebkach” i wiele razy się zachwyciłem już.
    Wystarczy odrzucić balast „lektura” i inny wymiar czytania 🙂

    Odpowiedz
    • 27 lipca 2017 o 13:58
      Permalink

      Z lekturami to jest tak, że zazwyczaj jest mało czasu (na te większe kobyły), a sposób ich omawiania zniechęca do wszystkiego. Jakie znaczenie ma to, jak miał na imię pies Asesora w Panu Tadeuszu? 😉

      Odpowiedz
  • 21 lipca 2017 o 07:49
    Permalink

    Bardzo lubię bać się wgryzając się w strony książek, thrillery, zwłaszcza psychologiczne, świetnie mnie relaksują. Oczywiście, są jednym z wielu gatunków, do których zaglądam, ale chętnie sięgam po tę mroczność. 🙂
    Bookendorfina

    Odpowiedz
  • 25 lipca 2017 o 19:20
    Permalink

    Zdecydowanie zachęcona się czuję 😀
    Nie wiem czy Pana Przypadka można zaliczyć do komedii kryminalnej, ale pochłonęłam ostatnio dwa pierwsze tomy i muszę przyznać – było ciekawie 😉
    Co prawda u mnie nieco inaczej z horrorami, bo bać się uwielbiam i potem nie spać nocami 😉 Różnie na tym wychodzę, bo praca po takim strachu raczej mało efektywna, ale jakie emocje i wybujała wyobraźnia…

    Odpowiedz
  • 26 lipca 2017 o 02:17
    Permalink

    Okej, zaintrygowałaś mnie 🙂 Lubię kryminały, ale komediowe jeszcze mi w ręce nie wpadły. A jeśli wpadły, to musiały być mało śmieszne, bo żadnego nie pamiętam. Zmierzę się z tym tematem 😉

    Odpowiedz
    • 27 lipca 2017 o 14:03
      Permalink

      Ewa, próbuj ;). Mogę polecić Rudnicką na przykład. Albo Chmielewską, ale z początków twórczości. I

      Odpowiedz
  • Pingback:Książka, dzięki której zacząłem czytać – podsumowanie Akcji. - SOCJOPATKA.PL

  • Pingback:CZYTANIE KIEDYŚ MNIE ZABIJE... - Wariacje (nie zawsze) na temat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up