Never ending story

Z racji tego, że idą święta po raz kolejny rozgorzała dyskusja, która mnie osobiście doprowadza do białej gorączki.

Pisałam już zresztą o tym. I pewnie jeszcze nie raz napiszę. I nie dwa. 
Są święta, jest wolne? Ok, niech będzie. 
Dlaczego jednak dla niektórych to wolne ma być wolne nie w święta (niedziela, poniedziałek), a przez cały tydzień.
Tak, tak. Cały tydzień!
Od wtorku do wtorku.
Mowa oczywiscie o naszym wspaniałym systemie edukacji.
Bo nauczyciele ciężko pracują? 
A kto nie pracuje?
Bo dzieci cudze uczą?
Nikt im nie kazał. 
Bo mogłam też wybrać ten zawód.
Ano mogłam, ale głupia byłam i nie wybrałam.
A jak już chciałam, to okazało się, że nie ma w szkołach wolnych etatów.
Bo nauczyciele uparcie zębami trzymają się stołków.
Mimo że to taka ciężka praca…
Nóż mi sie w kieszeni otwiera, jak czytam wypowiedzi, że chciałabym jako rodzic zrobić ze szkoły przechowalnię dla mojego dziecka. 
RZECZYWIŚCIE – drodzy nauczyciele, macie rację!
O niczym innym nie marzę, jak upchnąć dziecko w poniedziałek o 6 rano w placówce i odebrać w piątek (a wg niektórych to chyba nawet w niedzielę wieczorem) po południu.
Sama w tym czasie będę leżała brzuchem do góry. I robiła NIC.
Co za bzdura!
Osobiście nie wymagam od nikogo, by pracował ponad swoje siły. Ale skoro gro społeczeństwa pracuje do piątku, to dlaczego szkoły zamykają się we wtorek?
Skąd normalny, pracujący na pełen etat rodzic ma brać wolne, by zapewnić opiekę swojemu dziecku w dniu nauczyciela, strażaka, policjanta, sprzątaczki i kogo tam jeszcze?
Że mogłam nie mieć dzieci? Ano mogłam. 
Że mam ponosić konsekwencje swoich wyborów? Ponoszę (acz dodatkowe dni wolne w szkole nie były moim wyborem)
Że na początku roku przedstawiono mi jego harmonogram i mogłam się przygotować. Albo zaprostestować? Buhahahahahhaaaa…. pokażcie mi taką szkołę/dyrekcję, która się ugięła i zmieniła harmonogram, bo tak.
Że szkoła ma obowiazek zapewnić dyżury? Śmiech na sali. Pytałam o dyżury. Potraktowali mnie jak idiotkę, która nie wiadomo czego chce.
Że tak jest od lat i czas był się przyzwyczaić? To już jest dla mnie argument totalnie z dupy. To że coś istnieje od lat, nie znaczy że jest idealne :]
Że chcę odebrać nauczycielom ich przywileje? Ależ skąd! Chcę takich przywilejów dla wszystkich! 
Że nauczyciele muszą mieć czas na mycie okien, gotowanie, pranie i przygotowanie świąt? Ja nie przygotowuję. Nie mam kiedy. Będzie bez bab, mięsa, ozdobnych jaj i bóg wie czego. 
A dziecko tradycyjnie wezmę ze soba do pracy. Na szczęście mogę. Nie wszyscy mogą. A argument, że siedmiolatek może w domu zostać sam, bo myśmy zostawali niech sobie uprzejmie komentujacy w … wsadzą. Albo gdzie indziej. 
Bo tak.
Ps. A już zupełnie zupełnie nie rozumiem, dlaczego przedszkola sobie z wolnym radzą i są w stanie zorganizować dyżury w okresie przed- i poświątecznym, a dla szkół jest to tak ogromny problem? Skoro nauczyciele polskiego, historii czy biologii są przepracowani (bo prace, egzaminy, whatever), niech dyżury pełnią nauczyciele muzyki czy wychowania fizycznego. Toż też czas chyba nie jest bezpłatny?

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up