Niech wygra najlepszy!

Niedzielny poranek. Cisza, spokój, hero factory czy inne gormity w tle.

Na ekranie laptopa zdjęcia, obok kubek z parującą kawą. No istna sielanka. Do czasu.

Po jakimś czasie stwierdzam, że czas byłby dokonać porannych ablucji i udać się w miejsce wiadome. Ledwie zamykam za sobą drzwi do łazienki, następują po sobie (a czasem jednocześnie) trzy rzeczy. Primo zaczyna się do nich wściekle dobijać kot. Też lubi się kąpać. Secundo słyszę narastające głosy walki. Najpierw słowne, narastające, coraz bardziej intensywne, potem już chyba walki wręcz (albo wząb tudzież włokieć). I w tym momencie następuje zjawisko trzecie – budzi się mąż. Dosłownie słychać wściekły grzmot, dobiegający z sypialni. Nadciąga burza.

Ze spokojem rozkręcam jeszcze mocniej prysznic, by zagłuszyć to, co i tak nieuniknione – odgłosy walki, zemsty i krzyku. Słyszę jak mąż zaczyna pacyfikować towarzystwo, wyrzucając z siebie wściekle niczym wulkan lawę zakazy, nakazy i groźby. Odgłosy walki nie milkną. Kot zrezygnował z dobijania się do drzwi, by tym razem wyjść do przedpokoju. Chyba też woli przeczekać.

Zastanawiam się, jak długo jeszcze będziemy reagować na kłótnie. Kiedy przyjdzie ten moment przesytu, kiedy olejemy temat i choćby ganiali ze sobą po domu z nożyczkami, odcinając co nieco albo rzucali w siebie taboretami, nie zareagujemy.

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie powinnam ingerować.
Że powinni się sami dogadać.
Ustalić hierarchię.
Zadziałać z pozycji siły.
Sprawdzić, który ma jej najwięcej.

Chyba po prostu zostawię ich kiedyś na łikend samych. Niech wygra najsilniejszy!

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up