Dlaczego niespodzianki sprawiają, że nie mogę sobie znaleźć miejsca?

Na ogół niespodzianki są miłe. A przynajmniej z założenia być powinny. Bywają jednak takie nieco trudne do zaakceptowania. Takimi zazwyczaj raczy mnie Potworek Mniejszy.

Ledwo człowiek wyskoczy z domu, żeby śmieci wyrzucić, wraca, a tu niespodzianka. Syn Młodszy leży na kanapie przykryty po uszy wełnianym kocem i ogląda tv. I w zasadzie nie było by w tym nic dziwnego może, gdyby nie fakt, że mamy godzinę 15, a na dworze jest jakieś plus/minus dwadzieścia pięć stopni. Zdecydowanie ZA GORĄCO na wełniany koc.
Rzucam więc okiem na Syna i zadaję pytanie retoryczne:
– Jak się czujesz?

– Dobrze. – Odpowiedź nieco mnie zakakuje. Kiedy jednak dotykam ręką czoła Potomka, przestaje mnie dziwić. Dzieć majaczy najwyraźniej.

A potem już mamy zestaw standard: nurofenik, czy inny ibupromik, witaminki, syropki, całą noc nieprzespaną (pilnujemy właściwego dogrzania) i w końcu nad ranem podejmuję heroiczną decyzję: zostajemy w chacie, bo cholera wie, co się z tego wykluje. 
Potem jeszcze tylko chwila stresu i…

CO BY TU ZROBIĆ Z TAKĄ ILOŚCIĄ WOLNEGO CZASU?

Nie umiem się odnaleźć w takim nadprogramowym „wolnym”. Niby wolne, a jednak nie do końca. I tak trzeba trasę dom-szkoła odwalić, i tak trzeba rano wstać i zwlec z wyra Potwora Starszego, i tak trzeba…
No właśnie, co trzeba? Chodzę z kąta w kąt. Niby coś tam posprzątam, coś w lodówce ułożę, zajrzę do zmywarki, przetrę blat i tak sie snuję po domu, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Aż w końcu docieram do kompa.
I nagle: jak ryba w wodzie. Mogę przecież trochę popracować. Napisać jakiegoś maila, obrobić kilka zdjęć, nadrobić zaległości blogowo-forumowe. Wszystko mogę!
Tyle tylko, że zaraz potem czuję wyrzuty sumienia. Dziecko co prawda nie domaga się mojego towarzystwa, ale chata aż piszczy z uciechy.
A mnie się nie chce. Bo co rozgrzebię, to zaraz będzie wtorek. Do dupy takie wolne! Nawet nie ma pretekstu, by bałagan mieć 😛

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up