O WŁOSOWYCH EKSPERYMENTACH, CZYLI KOBIETA ZMIENNĄ JEST.

Zaczęłam farbować włosy w liceum. Dlaczego nie w podstawówce? Wtedy eksperymentowałam z trwałą. Marzyły mi się długie, rude loki do pasa, tymczasem skończyłam z regularnym baranem na głowie. I na jakiś czas odechciało mi się eksperymentów. Nie na długo jednak. Kobieta zmienną jest.

Znakomita większość kobiet, niezależnie od tego, co ma na głowie, zawsze będzie uważała, że może być lepiej. Bardziej kolorowo. Mniej kolorowo. Prosto. Krzywo. Z grzywką. Bez grzywki. Albo na mokrą włoszkę. A najlepiej po prostu inaczej! Nie jestem wyjątkiem.


RUDY TO NIE KOLOR. TO CHARAKTER.

 
IMG_20150224_200859
Swoją przygodę z farbowaniem zaczęłam od koloru rudego. Zapewne miała na to wpływ lektura Ani z Zielonego Wzgórza albo Thor wie czego, fakt jest jednak faktem, że rude pukle były moim nieziszczonym marzeniem od zawsze.
Przez jakiś czas wmawiałam sobie nawet, że jak się bardzo postaram, to te włosy same zrudzieją. W słońcu. Bez słońca. Pod wpływem nie wiadomo czego. W końcu gdzieś tam w rodzinie ktoś kiedyś był rudy. Dlaczego miałabym tych genów nie odziedziczyć?
I tak przez długie lata byłam sobie rudzielcem farbowanym to henną, to farbą, to znów szamponem. Korespondowało to całkiem zgrabnie z moim nie do końca sympatycznym charakterem i wszyscy byli zadowoleni.
Do czasu…


MĘŻCZYŹNI KOCHAJĄ BLONDYNKI

IMG_20140816_124557
Tak mniej więcej w okolicach studniówki postanowiłam na czas jakiś (do matury!) zarzucić wszelkie zabiegi pielęgnacyjne względem włosów. No dobra, myłam je. Inaczej się nie dało. Poza tym jednak zabiegiem niezbędnym po dość krótkim czasie zaczęłam przypominać yeti – zarośnięte jak nieboskie stworzenie.
Stres maturalny jednakowoż zrobił swoje i włosy mię wyszły. No nie wszystkie może, ale na tyle skutecznie jednak, że postanowiłam je ściąć. A przy okazji zrobić najgorszą możliwą rzecz, jaką na tym etapie można było zrobić, czyli pofarbować. Że mi z tą farbą reszta kłaków nie wyszła, to cud jakiś.
Stałam się zatem eteryczną blondynką. A raczej blond wypłoszem, bo wymęczone wielomiesięcznym stresem włosy nijak nie chciały się układać. Ba, nawet rosnąć nie chciały. Nic nie chciały. Najchętniej powiedziałyby mi: idź sobie!
I tak dobrnęłam w tym blondzie aż do ślubu.


KOBIETA ZMIENNĄ JEST

woman-1721061_1920
Po ślubie wiadomo – kłak trzeba ściąć, okazać się kobietą stateczną, niemalże matroną. Zaczęłam od… przycięcia grzywki. Na długość dwóch centymetrów. Wyglądałam jak pół dupy zza krzaka, ale z modą się nie dyskutuje.
Nie dyskutowałam rónież, kiedy fryzjerka pofarbowała moją blond grzywkę na fioletowo. Ani kiedy fryzjer ściął mi włosy na chłopaka, wycinając jeden z boków na trzy milimetry. Głupia ja.
I za każdym razem kiedy miałam włosy długie, pragnęłam fryzury na Kożuchowską (już po przygodzie z kartonami). Kiedy zaś włosów na nogach miałam więcej niż na głowie, marzyłam o długich do pasa puklach. Kobiecie nie dogodzisz, no po prostu nie.

Ciekawa jestem, czy kiedyś nadejdzie ta chwila, kiedy nie będę chciała mieć na łbie czegoś, co właśnie posiadam (niestety nie każda zmiana jest odwracalna, a przynajmniej nie zawsze od razu).Kilka ciekawych inspiracji znalazłam również na stronie Kobiece Porady 🙂

A Ty? Masz za sobą jakieś mniej lub bardziej udane eksperymenty?

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

67 myśli na temat “O WŁOSOWYCH EKSPERYMENTACH, CZYLI KOBIETA ZMIENNĄ JEST.

  • 18 października 2016 o 20:46
    Permalink

    Od gimnazjum do studiów farbowałam na czarno, potem stwierdziłam, że muszę coś zmienić i rozjaśniłam do czerwoności 😀 Teraz hennuję na kasztanowo i póki co mi się podoba 🙂

    Odpowiedz
    • 18 października 2016 o 21:18
      Permalink

      A jakiej henny używasz? I czy polecasz ją bardziej od farby? (pytam ja, obecnie jak zwykle ostatnio charakternie ruda) 😉

      Odpowiedz
      • 18 października 2016 o 21:26
        Permalink

        Używałam różnych, ostatnio Mehendi bodajże z allegro za ok. dyszkę 😉 Na pewno komfort nakładania jest mniejszy, ale zdrowiej dla włosów i skóry głowy. Zapach dość specyficzny, ale trwałość koloru bardzo dobra. Polecam zagłębić się w tematykę i zdecydować, czy taka forma farbowania będzie Ci odpowiadać 🙂

        Odpowiedz
        • 18 października 2016 o 21:29
          Permalink

          Ja nabyłam ostatnio w Naturze jakieś cudo też za podobne pieniądze, ale trochę się cykam użyć 😉 Póki odrost obecnych nie będzie za duży, pewnie odstoi swoje w łazience 😀

          Odpowiedz
    • 19 października 2016 o 11:23
      Permalink

      O ombre też mi się kiedyś marzyło, ale znając mnie już po chwili farbowałabym na coś innego 😉

      Odpowiedz
  • 19 października 2016 o 13:13
    Permalink

    Ja jeszcze nie farbowałam włosów. ale mam tak jak ty…marze o włosach jak Kożuchowska choć wiem że z moimi cienkimi włosami będzie to wyglądało kiepsko

    Odpowiedz
    • 20 października 2016 o 08:01
      Permalink

      Jak trafisz na dobrego fryzjera, to nawet cienkie włosy potrafi obciąć na krótko tak, że będą zachwycać 🙂

      Odpowiedz
  • 19 października 2016 o 13:29
    Permalink

    Nie mam za sobą żadnych eksperymentów i pewnie długo nie będę miała, a to tylko dlatego, że jestem rudo – kasztanowa i kocham swój kolor włosów. Chociaż w dzieciństwie miałam mnóstwo kompleksów na tej płaszczyźnie, ale całe szczęście się z tego wyleczyłam. 😀 Chociaż bardzo możliwe, że jeśli kiedyś osiwieję, będę farbowała się na kolor swojej młodości!

    Odpowiedz
      • 20 października 2016 o 08:17
        Permalink

        Łaa, dziękuję! 😀 Martwię się trochę, bo mojej mamie te włosy na tyle ściemniały, że jest brązowa, a nie rudo – kasztanowa. -.- Mam nadzieję, że uda mi się to jakoś ominąć. 😀

        Odpowiedz
  • 19 października 2016 o 13:36
    Permalink

    Fascynacja rudym trwała u mnie 6 lat i do dziś jeszcze widzę tego skutki w pojawiających się z czasem ciepłych jego przebłyskach na ciemny blondzie. Sporo eksperymentowałam z kolorami i po czasie mogę powiedzieć, że to z pewnością była cecha młodości oraz poszukiwania siebie. Na szczęście włos mam gruby i zmiany tego stanu nie zmieniły.

    Odpowiedz
    • 20 października 2016 o 08:03
      Permalink

      Ja mam co jakiś czas ochotę na zmiany. I to zawsze spektakularne. Niestety bywa, że czasem żałuję. A jaki najbardziej szalony kolor miałaś na głowie?

      Odpowiedz
  • 19 października 2016 o 17:47
    Permalink

    Nigdy nie farbowałam włosów i chciałabym, żeby tak zostało jak najdłużej 😉 Jestem widocznie nietypową kobietą, bo nie lubię również zmieniać fryzur 😉

    Odpowiedz
  • 19 października 2016 o 19:06
    Permalink

    nigdy nie dogodzisz 😛 nigdy mnie nie kusiło na zmianę kolorów (nadal mam naturalne) a z długością też uważam bo mam kłopotliwe hahaha
    czyli nie dogodzisz 🙂

    Odpowiedz
  • 20 października 2016 o 17:36
    Permalink

    Oj eksperymentowało się. Były też i rude włosy. Piękny kolor. Zawsze zazdroszczę tym, które są naturalnymi rudymi. 😉

    Odpowiedz
    • 20 października 2016 o 18:59
      Permalink

      Oj ja też. To niesprawiedliwe, że trzeba się napracować, by mieć coś, co inni mają dane ot tak 😉

      Odpowiedz
  • 20 października 2016 o 18:20
    Permalink

    Ja na szczęście (?) 😉 nie mam takich eksperymentów za sobą. Po prostu nie farbuję włosów, bo lubię swoje naturalne, a i z długością nie szaleję – choć pamiętam, że przez długie lata miałam włosy za pupę a potem je ścięłam krócej niż do ramion – dla mnie to była duża zmiana ;).

    Odpowiedz
    • 20 października 2016 o 19:00
      Permalink

      Też mam takie ostre cięcia za sobą. Musi potem minąć dłuższa chwila, nim się człowiek do swojego widoku ponownie przyzwyczai 😉

      Odpowiedz
  • 20 października 2016 o 19:19
    Permalink

    W moim wypadku włosy za wiele nie przeżyły. Bo tak naprawdę, jedyne, czego naprawdę zawsze chciałam, to tyle tego, by były grubsze. Cała reszta, i kolor, i skręt, nigdy nie miały tak dużego znaczenia…;)

    Odpowiedz
  • 20 października 2016 o 19:27
    Permalink

    Nie mam za sobą żadnych ekstremalnych eksperymentów jeśli chodzi o włosy.Nigdy ich nie farbowałam i nie mam zamiaru. Przez większość życia nosiłam długie włosy. Dopiero w lutym zeszłego roku postanowiłam ściąć moje długie do pasa włosy i przekazać dla fundacji RaknRoll i tak też zrobiłam oddałam koło 30 cm włosów. I nigdy nie żałowałam.

    Odpowiedz
  • 20 października 2016 o 20:51
    Permalink

    haha no aż tak to nie, ale póki co mówię stanowcze nie dla grzywki, jak kiedyś się na nią zdecydowałam to później łzy leciały strumieniami. Poza tym mam za sobą różne kolory końcówek – z bibuły, szamponetki. Chciałam mieć czerwone włosy, ale się nie odważyłam. ;p A teraz jestem malowaną ciemnowłosą kobietką i dobrze mi z tym, naturalny kolor nie był wyrazisty 🙂

    Odpowiedz
    • 22 października 2016 o 09:44
      Permalink

      Za mną właśnie teraz grzywka chodzi. Nie wiem, co z tego wyjdzie. Może przyjdzie się zaszyć w domu na kilka miesięcy 😉 OOO, czerwony.. kiedyś spróbuję 😀

      Odpowiedz
  • 24 października 2016 o 10:23
    Permalink

    doskonale rozumiem twoje eksperymenty,moje wlosy też nie mają ze mną łatwo 🙂

    Odpowiedz
    • 25 października 2016 o 07:10
      Permalink

      Przynajmniej nie jest nudno 😉 Mnie ostatnio nosi na zmianę znów. Ciekawe co z tego wyniknie 😉

      Odpowiedz
    • 25 października 2016 o 07:14
      Permalink

      Nigdy w życiu nie miałam czarnego na głowie. Starczył mi mini zawał, gdy czekoladowy brąz wyszedł dużo ciemniej niż powinien.

      Odpowiedz
  • 25 października 2016 o 06:22
    Permalink

    ja włosy farbuję od liceum. chociaż to w sumie nie jest farbowanie ale rozjaśnianie:D a wygląda to bardzo naturalnie więc prawie tak jakby nie farbowała xd śliczna fryzura:) gdzie masz gadżet do obserwacji?

    Odpowiedz
    • 25 października 2016 o 07:23
      Permalink

      Dziękuję 🙂 Rozjaśniania się zawsze boję, bo mi włosy wysusza, a one i tak już suche z natury. Gadżet jest na głównej stronie w pasku bocznym 😉

      Odpowiedz
  • 25 października 2016 o 10:40
    Permalink

    Wolę sama nie eksperymentować w włosami, bo nigdy nie wiadomo jaki może być efekt końcowy. 🙂 Ale Tobie ładnie wyszło. 🙂

    Odpowiedz
    • 25 października 2016 o 10:56
      Permalink

      Samodzielnie eksperymentuję jedynie z kolorami póki co 😉 Choć ostatnio nie mam jak dotrzeć do fryzjera i zaczynam rozważać samodzielne podcięcie skalpu O_O

      Odpowiedz
        • 30 października 2016 o 08:43
          Permalink

          Próbowałam w podstawówce i potem w liceum. Oba razy skończyły się ostrym cięciem u fryzjera. Ale.. pewne błędy widać trzeba popełniać po kilka razy 😀

          Odpowiedz
          • 2 listopada 2016 o 10:22
            Permalink

            Na razie osiągnęłam efekt pięknej dojrzałej marchewki 😀 Grzywkę pozostawię jednak chyba fachowcom, choć przy moich mocno falowanych włosach to nic nie będzie widać chyba 😉 (albo wręcz przeciwnie).

          • 3 listopada 2016 o 20:56
            Permalink

            Ja bym z grzywką nie ryzykowała sama. 😀 Przy falowanych włosach efekt może być mocno zaskakujący. 😀 Ale z drugiej strony Twoje eksperymenty na włosach obraniają się, więc czemu nie? 🙂

          • 4 listopada 2016 o 14:09
            Permalink

            Oddałam się w ręce fryzjerki jednak 😉 Chociaż jeszcze nie wiem, co będzie jak je będę próbowała samodzielnie ułożyć 😉

  • 25 października 2016 o 12:57
    Permalink

    Ja eksperymentów włosowych boję się jak mało czego, raz odważyłam się na szamponetkę, właśnie rudą i nie czułam się dobrze przez te kilka dni. ;p Jak ja to mówię – wolę chodzić do dentysty, niż fryzjera. ;p

    Odpowiedz
  • 10 listopada 2016 o 15:09
    Permalink

    Ja to już wg eksperymentowałam. Ostatnio skończyłam, bo nie wiedziałam, że można sobie spalić skórę głowy rozjaśniaczem tak, by powstały piękne strupy, a jednak można i wracanie potem do normalności jest okropne. Wiele moje włosy przeszły, ale już je oszczędzam i zwykle oddaje się już w ręce profesjonalistów.

    Odpowiedz
  • 10 listopada 2016 o 15:14
    Permalink

    Ja nie lubię eksperymentować z włosami- boję się… podziwiam kobiety, które to czynią za ich odwagę 🙂 Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
  • 10 listopada 2016 o 22:58
    Permalink

    Ja z włosami wolę nie eksperymentować, bo przypuszczam, że po trzecim farbowaniu mogłabym zostać łysa 😀 A Tobie pięknie w blondzie!

    Odpowiedz
    • 11 listopada 2016 o 09:20
      Permalink

      Dziękuję 🙂 Obecnie ognisty rudy mam na głowie, ale kto wie… może wrócę do łagodnego aniołka 🙂

      Odpowiedz
  • Pingback:WŁOSY MI WYSZŁY! GONIĆ JE? - Wariacje (nie zawsze) na temat

  • 2 stycznia 2017 o 12:29
    Permalink

    O tak! Podobnie jak Tobie w podstawówce zamarzyły mi się loki i zrobiłam trwałą … sama 🙂 Nawet nieźle wyszło ale okazało się, że loki mi wcale nie pasują 😉 Oczywiście wcześniej nie wpadłam nawet na pomysł by nakręcić włosy na wałki i zobaczyć jak wyglądam 🙂

    Odpowiedz
  • 2 stycznia 2017 o 12:45
    Permalink

    Moje włosy dużo przeszły, po 6 latach farbowania na ciemną czekoladę zapragnęłam być blondynką. Słono za to zapłaciłam, przede wszystkim sianem na głowie. Niedawno z włosów za łopatki ścięłam na takie do brody. Już o krok byłam od decyzji ścięcia „na Kożuchowską”, ale oczywiście wciąż się waham.:)

    Odpowiedz
    • 2 stycznia 2017 o 14:37
      Permalink

      Ja mam takie prawie do łopatek teraz właśnie. I powoli marzy mi się przewrót 😉 Ciekawe czym się skończy 😀

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up