Ona to ma pecha!

Jako dzieciak zaczytywałam się w książkach Joanny Chmielewskiej. Lubiłam (i do dziś lubię) ten rodzaj lekkiego kryminału doprawionego sporą dawką dobrego humoru. Płakałam ze śmiechu nad „Lesiem”. Chichotałam nad „Autobiografią” i książkami z rodziną w tle. Obgryzałam pazury przy „Wszyscy jesteśmy podejrzani” czy „Wszystko czerwone”. Do dziś uwielbiam te pozycje z pierwszych lat twórczości autorki. Od lat szukam autorki z podobnym poczuciem humoru, tworzącą równie abstrakcyjną fabułę. Nieco ukojenia w poszukiwaniach dała mi Olga Rudnicka, ale przyznaj – jedna autorka co za mało. Chyba mam pecha, że nie potrafię takiej znaleźć.

Przebierając ostatnio na bibliotecznej półce z audiobookami trafiłam na książkę nieznanej mi pisarki – Iwony Banach. Okładka całkiem niezła, zapowiadała lekką, przyjemną lekturę. W sam raz do słuchania w samochodzie, kiedy człowiek siłą rzeczy powinien się skupić na ruchu na drodze, a nie skomplikowanej fabule. Postanowiłam zaryzykować. Tytuł „Szczęśliwy pech” sugerował co prawda romansidło, ale opis nie był taki cukierkowo-różowy. Na całe szczęście.

POZNAJCIE PANIĄ KATASTROFĘpani katastrofa

Pewnego dnia w życie całkiem normalnego, dość spokojnego faceta wkracza z impetem dziewczyna o dziwnym imieniu. Staje przed jego drzwiami i oznajmia, że właśnie wynajęła u niego pokój. Na całe 3 miesiące. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Rafał pokoi nie wynajmuje. Ogłoszenie w gazecie o wspaniałym apartamencie w głuszy, z obsługą, codziennymi posiłkami i wodotryskami zamieściła jego była żona. I jeszcze wzięła za to pieniądze. Na nic zdają się tłumaczenia – Reginalda Kozłowska ma w nosie, czy gospodarz jest poinformowany o wynajmie, czy też nie. Ona zostaje i już.

Co gorsza dziewczyna powinna nosić przydomek „Pani Katastrofa” – w jej obecności nikt nie może spać spokojnie. Ściąga na siebie i wszystkich dookoła prawdziwe kłopoty. Zupełnie nieświadomie, choć jej niezwykła wręcz pomysłowość sprawia, że ludziom włosy na głowie dęba stają. W przeciągu zaledwie kilku tygodni Reginalda doprowadza dom swojego gospodarza do kompletnej ruiny, a jego samego do skrajnej rozpaczy. Ją po prostu prześladuje koszmarny pech. Od urodzenia 🙂

Smaczku całości dodaje postać seryjnego mordercy grasującego w okolicy, tajemniczego mafioso kaleczącego język polski wręcz skandalicznie – jego popisy lingwistyczne wywołują u czytelnika fazę niekontrolowanych wybuchów śmiechu – oraz skarb, którego nikt nie widział, ale wszyscy intensywnie szukają.

ZARAZ, ZARAZ, ALE O CO TU CHODZIŁO?pech

Książka jest niezwykle zabawna, co jest jej niebywałym plusem. Zwroty akcji mogą co prawda przyprawić czytelnika o zawrót głowy, ale w ogólnym rozrachunku zaliczyłabym to do pozytywów. Sama fabuła – jak i główna bohaterka – ma być z założenia nieprzewidywalna. Ale wielbiciele tego gatunku szybko zorientują się co i jak.

Nie jest to książka bardzo wysokich lotów, ale też moim zdaniem nie taka miała być. Jest lekka, przyjemna. Czyta się zapewne szybko (przy słuchaniu człowiek jest niestety zdany na tempo lektora). Co mi w niej przeszkadzało chyba najbardziej to język. O ile jestem w stanie zrozumieć zabieg literacki polegający na używaniu przez bohaterów wulgaryzmów i to, że temu czy tamtemu wyrwie się soczysta „kurwa” (komu się nie wyrwie? ;)), to wyzwiska w stylu „ty debilu” czy „ty idiotko” mnie rażą. Ale to bardzo subiektywny odbiór 🙂

Co gorsza podobne zwroty zdają się być swoistą manierą autorki. Kolejna jej książka, którą czytałam, również naszprycowana jest tego typu epitetami.

Ps. Książka bierze udział w wyzwaniu WyPożyczone na blogu Rudym spojrzeniem.

WyPozyczone

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

43 myśli na temat “Ona to ma pecha!

  • 11 lutego 2017 o 20:19
    Permalink

    W sumie, nie każda książka musi być istnym majstersztykiem i reprezentować sobą wysoką kulturę. Czasami potrzeba też jakiejś lektury na tzw. „odmóżdżenie” – i zdaje się, że właśnie to kryterium zostało tu idealnie spełnione 😉

    Odpowiedz
  • 11 lutego 2017 o 22:44
    Permalink

    Mnie zainteresowała – Reginalda Kozłowska, mściwa była żona i zmagający się z polszczyzną morderca kupiły mnie od razu (szczególnie ten ostatni, teraz będę się zastanawiać, cóż to za wypowiedzi wywołują te salwy śmiechu). O Chmielewskiej wiele dobrego słyszałam i ciągle sobie obiecuję, że kiedyś przeczytam jakąś książkę jej autorstwa. 🙂

    Odpowiedz
  • 12 lutego 2017 o 17:56
    Permalink

    Przy Lesiu też śmiałam się do rozpuku 🙂

    Odpowiedz
  • 12 lutego 2017 o 17:56
    Permalink

    To będzie świetna książka 😀 uśmiałam się czytając Twoje opisy 🙂 dziewczyna katastrofa, były maż, wredna była żona i morderca w tle! To musi być dobre 🙂 pozdrawiam, Mamatywna.

    Odpowiedz
  • 12 lutego 2017 o 19:32
    Permalink

    Witaj! Widze, ze masz dzisiaj dla mnie dobrą książkę – cieszy mnie to bo zaczęły się ferie i odzyskałam męża na dwa tygodnie…może pozwoli coś poczytac gdy monstersy zasną.

    Odpowiedz
  • 13 lutego 2017 o 12:16
    Permalink

    nie znam, nie znam, ale chyba spróbuję poznać i przebrnąć przez idiotki itd…

    Odpowiedz
  • 13 lutego 2017 o 21:56
    Permalink

    Nie słyszałam o tej książce, chętnie przeczytam, jak będę miała okazję 🙂 Zaintrygowało mnie to wyzwanie książkowe, może się skuszę 🙂

    Odpowiedz
  • 14 lutego 2017 o 09:29
    Permalink

    Muszę przyznać, że ja zachęcona przez innych sięgnęłam niedawno po Lesia i mnie tak nie rozbawił. 🙁 Może coś jest nie tak z moim poczuciem humoru. 😀 Owszem, była w porządku, ale nie na tyle, że miałam chęć sięgnąć od razu po kolejną. 🙂

    Odpowiedz
  • 14 lutego 2017 o 19:13
    Permalink

    Jeżeli lubisz komedie kryminalne, to polecam książki Olgi Rudnickiej, szczególnie cykl „Natalii 5” 🙂

    Odpowiedz
  • 14 lutego 2017 o 19:46
    Permalink

    Pierwsze slysze, o tej ksiazce. Nie za bardzo lubie przeklenstwa w ksiazkach, chyba ze naprawde sporadycznie. Co do Chmielewskiej to moja mama sie w niej zaczytywala i na mnie tez przeszlo. Chyba rzeczywiscie nie znalazlam po niej zadej co by dorownala.

    Odpowiedz
  • 14 lutego 2017 o 19:49
    Permalink

    Od dawna czytam głównie książki z rozwoju osobiste i inne popularnonaukowe, że z przyjemnością przeczytam teraz coś lżejszego 🙂 Tak mało czasu, tak dużo książek! Ale dzięki za poszerzenie moich horyzontów 🙂

    Odpowiedz
  • 15 lutego 2017 o 11:25
    Permalink

    Nie znam tej książki i nie przepadam za soczystymi słowami w literaturze. Ale sama treść wydaje się być interesująca, więc może dam szansę wspomnianej lekturze 🙂

    Odpowiedz
  • 16 lutego 2017 o 18:30
    Permalink

    Nie wiem, czy sięgnę ze względu na język, o którym wspomniałaś, ale uśmiechałam się już czytając Twoją recenzję 🙂

    Odpowiedz
    • 17 lutego 2017 o 09:09
      Permalink

      Ja udawałam, że nie słyszę 😉 (książka w formie audiobooka). Choć nie powiem, gryzło mnie w uszy.

      Odpowiedz
  • 16 lutego 2017 o 19:06
    Permalink

    Niestety nie moja bajka. Ale zawsze gdy będziesz polecać dobrą sensację lub literaturę faktu to niewątpliwie skorzystam. 😉

    Odpowiedz
  • 17 lutego 2017 o 22:19
    Permalink

    „Reginalda”?! Naprawdę? 😀
    Książka wydaje się być naprawdę zabawna. Jednak to słownictwo mogłoby mi przeszkadzać… 🙁

    Odpowiedz
  • 20 lutego 2017 o 20:05
    Permalink

    Nie lubię tego typu ksiązek, ale propozycja na pewno inna niż inne 😉

    Odpowiedz
  • 20 lutego 2017 o 22:20
    Permalink

    Czyli lekkie, łatwe i przyjemne – takie w sam raz na wakacje, albo po katastrofalnym tygodniu w pracy 😉

    Odpowiedz
  • 20 lutego 2017 o 22:32
    Permalink

    Ja też się podpisuję pod opinią, że chętniej poczytam recenzje literatury faktu:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up