Oni mnie kiedyś wykończą..

Poranki bywają ciężkie. Na szczęście nie wszystkie 🙂 
Są też takie jak ten dzisiejszy, kiedy wiem, że do odstawienia do placówki opiekuńczo-wychowawczej jest tylko jeden Potwór. A z jednym Potworem, wiadomo, zazwyczaj wszystko idzie sprawniej.
O moją poranną kondycję i o to bym nie zaspała dbają też kocice, od 4 nad ranem starające się mnie wybudzić, bo przecież miska pusta. Guzik prawda, że pusta – sucha karma leży, tylko nie wiedzieć dlaczego one chcą tę mokrą. O 4 rano!!! Kto ma kota, ten wie, jak irytujący jest dźwięk miauczenia wprost do ucha (jedna) w połączeniu z Wielką Pardubicką (druga) zakończoną efektownym skokiem wprost na mnie ze szczytu regału (jakieś 2,2 m).
Anyway… 
Skoro Potwór jeden, a ja i tak wstałam wcześniej, to mogę o siebie zadbać. Powiedzmy, że efekt nie będzie może tak spektakularny, ale zawsze jakiś. Lepszy, niż bym nic ze sobą nie zrobiła. Pełna zapału myję więc włosy, suszę, układam, dla lepszego efektu zapodaję wałki podnoszące co nieco (na panów nie działa :P) i idę robić śniadanie.
W tym czasie wstaje Potworek Mniejszy. Z uporem maniaka chodzi za mną z kąta w kąt i przygląda się spode łba. W końcu zdaje pytanie:
– Mamoooo, a po co ci to na głowie?
– Ale co? – pytam z roztargnieniem.
– No te… te zielone.
– Wałki?
– Tak!
– Żeby mieć ładniejsze włosy.
Potworek zmaga się z myślami, kombinuje jak umie, para uszami idzie. W końcu patrząc mi w oczy mówi:
– Ale to chyba później będzie lepiej, bo teraz to nieładnie wygląda.
Tadammmm… nie ma jak szczerość :]

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up