W TE TRENINGI TO JA JEDNAK NIE UMIE

Od dwóch lat chodzę na fitnessy różnorakie i coraz częściej mam nieodparte wrażenie, że w te treningi to ja jednak nie umie. Zdecydowanie coś jest nie tak. W końcu ćwiczenia siłowe i inne cardioboksy dwa razy w tygodniu powinny zrobić ze mnie niesamowitą dżagę. Zwłaszcza, że czekolady nie żrę, od fastfudów trzymam się z daleka, a słodkie napoje oglądam na obrazku. Tymczasem każda kolejna przymiarka spodni mówi, że coś ewidentnie poszło źle.

Czytaj dalej

CO CIĘ NIE ZABIJE, TO NAPSUJE CI KRWI

Podobno nie należy skupiać się na rzeczach, na które nie mamy wpływu. A jak jest jakiś problem, to się i na niego znajdzie rozwiązanie. To prawda, że traktowałam ostatnio ten blog lekko po macoszemu. No dobrze, ciężko po macoszemu, ale doba ma tylko 24h i nijak nie chce się rozciągnąć. Tak, tak, wiem, priorytety… Ale jak mam wybrać 4h snu czy post blogowy, to sami wiecie. Tymczasem natura nie znosi próżni, a los to przewrotna świnia i postanowił zafundować mi mały blogowy roller coaster.

Czytaj dalej

NA POCZCIE TEŻ PRACUJĄ LUDZIE!!

Moja miłość do wszelakich instytucji, które lubią mieć monopol, rośnie z każdym niemalże dniem. I tak samo bardzo kocham (nie)służbę zdrowia, jak uwielbiam Pocztę Polską. No co to jest za jakiś dziwny twór, który kolejkuje się w najmniej spodziewanym momencie, ma focha na cały świat i wiecznie pochłania w czarną dziurę paczki, to jest nie do pojęcia. Jednak dziś okazało się, że na poczcie też pracują ludzie!

Ponieważ Urząd Skarbowy nie ogarnął jeszcze do końca wysyłania dokumentów przez moją ulubioną platforę, zmuszona zostałam do udania się na pocztę. Uwielbiam to tak bardzo, że czekałam niemal do ostatniej możliwej chwili. Dokumenty miały zostać wysłane dziś, więc stawiłam się w placówce równo 15 minut przed jej zamknięciem. O dziwo było nawet pusto! Bo co to są 2 osoby w kolejce? I to 25. dnia miesiąca. Zdarzało mi się trafiać na ogonki zakręcone jak u całkiem dobrze wypasionego prosiaka. Tak samo śmierdzące niestety również.... Read More

Czytaj dalej

CZASEM TRZEBA KOMUŚ W MORDĘ DAĆ…

Życie niestety nie jest letkie, jak to mówią na dzielni. Czasem z górki, ale częściej pod tę górkę. Człowiek siedzi długimi godzinami, zarabia na chleb, a tu jeden z drugim mają takie pomysły, że po prostu nic tylko wyjść z siebie i stanąć obok. Zdarza się, że wprost marzę o tym, by komuś w mordę dać. Szkoda tylko, że akurat nikogo pod ręką nie ma.

Co do zasady można powiedzieć, że jestem bardzo spokojnym człowiekiem. Niekonfliktowym, łagodnym… Że czasem wybuchnę jak ten gejzer – o wielkie mi halo! Każdy przecie ma takie minuty w ciągu dnia, że by współrozmówcę za kłaki wytargał. No powiedzcie, że nie ;)... Read More

Czytaj dalej

SŁUŻBY (NIE)ZDROWIA NIE OSZUKASZ

Ponieważ pies właśnie przeprowadził klasyczny zamach na mojego laptopa, usiłując zepchnąć go z kanapy, post będzie krótki i rzeczowy. O ile mię to wyjdzie, a nie zawsze wychodzi. Wspomniany laptop jednakże już raz zaliczył lot koszący ze stołu, zaplątawszy się w gwałtowny związek z kablem odkurzacza, więc mam nadzieje, że jeszcze się nie obrazi. Na wszelki wypadek będę się streszczać. Rzecz natomiast dotyczyć będzie służby (nie)zdrowia. A to, jak wiemy, budzi niezdrowe (nomen omen) emocje. Zazwyczaj ;)

Syn mi się popsuł. Znaczy już jakiś czas temu i nawet go lekarze naprawili, ale najwyraźniej sami nie mogą w to uwierzyć, bo każą nam się stawiać do kontroli regularnie co 3 miechy. Z tą regularnością co prawda bywa różnie, ale to całkiem nie z mojej winy. Odbębniwszy ostatnią wizytę pod koniec października, usiłowałam się zapisać, jak pani doktor kazała, na początek stycznia, jednakże jakaś katastrofa dotknęła placówkę rejestrującą i zabrakło papieru. Tam bowiem, jak za króla Stanisława Augusta cenią sobie bardzo sztukę kaligrafii i olewają systemy komputerowe. Krótko mówiąc, prowadzą zapisy „na zeszyt”. Jedna ekspedientka u nas na osiedlu też taki prowadziła. Skończyła na bruku, więc sukcesu służbie (nie)zdrowia to ja wielkiego nie wróżyłam w tym październiku, kiedy to odesłali mnie z kwitkiem, bo zapisów na styczeń jeszcze nie prowadzą. Zeszytu nie ma. Przyjść w listopadzie.... Read More

Czytaj dalej

ILE ŻYĆ MA PIES?

Kiedy w styczniu podczas operacji kota młodsza niemal nie zeszła na stole, zaczęłam się zastanawiać, ile prawdy jest w powiedzeniu o siedmiu kocich życiach. A może ośmiu? Zdania wśród rodziny były podzielone. Fakt faktem, że nie była to pierwsza akcja, która niemal przyprawiła mnie o zawał, a kotę o wycieczkę na tamten świat. I dziwnym trafem zawsze wiązało się to z żarciem. Kota co prawda się wywinęła, ale przecież to nie może być tak, żeby w życiu było nudno. I dlatego od jakiegoś czasu nurtuje mnie pytanie: ile żyć ma pies?

A wszystko zaczęło się od tego, że Gwiazdeczka wychowywana była z kotami. I niestety dość wcześnie odebrana od matki, zaczęła te koty traktować jak część własnego stada. A jak powszechnie wiadomo – jeśli wszedłeś między wrony, musisz krakać tak jak one. Skoro więc koty skaczą niedościgle oraz robią inne kocie figle, to i pies zaczął się zastanawiać, czy on aby nie jest nieśmiertelny… A przynajmniej tak to wygląda z zewnątrz.... Read More

Czytaj dalej

NIE BĘDĘ PRACOWNIKIEM ROKU – MAM DZIECI!

Zdarza mi się, że siadam do wpisu z pustką w głowie. Nie to, że nie mam flow. Nie mam nawet tematu, na który chciałabym pisać. Mam tylko przemożną chęć napisania czegoś. I wtedy temat wymyśla samo życie, podsuwając mi go pod palce. Słowa układają się w zdania, zdania w akapity, a w głowie zaczyna się istna burza z piorunami.

Taka sama dopadła ostatnio moją sypialnię. Zawładnęła nią niemal całkowicie. Grzmiała, błyskała, groziła. O tyle dziwne, że jej ognisko skumulowało się w małym, niezwykle wręcz chudym ciałku. Armagedon jaki rozgrywał się w jego wnętrzu, na zewnątrz objawiał się ciężkim, suchotniczym kaszlem, który – jestem tego niemal pewna – budził wszystkich w promieniu kilometra.... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up