Playboy, czyli strach się bać co będzie za kilka lat.

Trafił mi się Playboy (niestety nie ten niegdyś jakże poczytny magazyn – w sumie ciekawa jestem, czy formuła się przez lata zmieniła, dawno nie miałam do czynienia).

A w zasadzie dwóch, choć ten drugi dopiero budzi się z drzemki (gdyby się dobrze zastanowić to nawet i trzech, na szczęście ten ostatni najmniej inwazyjny – wstaje przede mną, spać chodzi po mnie 😉 ).

Rzeczony Playboy, lat prawie dziewięć, potrafi godzinami modelować fryzurę przed lustrem. Tak, tak… lat prawie dziewięć. Strach się bać, co będzie za kolejne pięć.

Fazy przechodzi rozmaite: „na Messiego, na Neymara, na Ronaldo”, aktualnie jest chyba na etapie „na Neuera” (w sumie lepiej, bo „boski Leo Messi” mię się nie podoba 😛 ). Neuer może być, całkiem fajny z niego chłopak.

Syn Starszy zatem poszukując „swojego ideału fryzury” potrafi godzinami wystawać przed lustrem, zużywać tony kosmetyków moich i Męża oraz żądać codziennego układania włosów.

Słodki w tym jest, choć podejrzewam że do czasu. Jeśli ta faza potrwa dłużej i przejdzie w wielogodzinne przesiadywanie w łazience celem modelowania tego i tamtego, to mnie lekko szlag trafi 😉 Łazienkę bowiem mam jedną. A jak to mówią

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up