PO MOIM TRUPIE, CZYLI WAKACJE CZAS ZACZĄĆ

Kiedy w styczniu tego roku zastanawialiśmy się, dokąd tym razem wybrać się na wakacje, opcji nie było zbyt wiele. Jak co roku dość mocno determinował nas budżet – kto żyje od wypłaty do wypłaty, wie o czym mowa. Biorąc pod uwagę doświadczenia ostatnich lat wiedzieliśmy jedno: na samochód i wakacje nad Bałtykiem nie mamy co liczyć. No chyba, że ktoś lubi pchać grata po obcych autostradach albo moczyć dupsko w wodzie przez cały tydzień. I to bynajmniej nie tej wodzie z morza. Ino tej, co nam spada jak ta manna – z nieba!

Na szczęście nasze wspaniałe państwo oferuje nam życiowe ochłapy, tfu bonusy, by nas utwierdzić w przekonaniu, jak bardzo ważni jesteśmy. Zatem z pińset plus, jeśli człowiek ma dość dużo silnej woli i żadnych pilniejszych wydatków, jesteśmy w stanie uzbierać na w miarę sensowne wakacje. Nie zawsze idzie jak trzeba (powiedziałabym, że w większości wypadków, nie idzie), ale wtedy z pomocą zwrotów rocznych „na dziecko” można uzbierać całkiem pokaźną sumkę.  Taka mię refleksja naszła właśnie… co my byśmy bez tych dzieci zrobili? Ani pińcest plus by nie było (na koty chyba jeszcze nie dajom?), ani ulgi „na dziecko”. Dupa blada. Zęby w ścianę i w tysiąca byśmy grali do późnej nocy. Ruskiego!

PROBLEMY PIERWSZEGO ŚWIATAwakacje

Skoro zatem wiedzieliśmy, że nie ma co liczyć na samochód – po tym, jak nam się spektakularnie zepsuł na chorwackiej autostradzie, a następnie dołożył w tym roku na rodzimych drogach niemal rujnując marzenie o jakimkolwiek wyjeździe gdziekolwiek – trzeba było wymyślić coś innego.

Ponieważ mimo wszelkich niedogodności, kocham polskie morze i Trójmiasto miłością nieodwzajemnioną, zaproponowałam nieśmiało opcję sprawdzoną. Oczywiście Mąż wypomniał mi, jak to w zeszłym roku spędziłam z Potworami wakacje na 7 m2 z deszczem lejącym za oknem non stop za jakąś bajońską sumę. Mię tam się podobało – zdjęcia w sztormie: fantastyczna rzecz dla blogera! Bardzo malownicze.

Niestety, z niechęcią przyznałam rację, trzymanie Potworów i psa na małej powierzchni bez możliwości wybiegania, to trochę mało humanitarne jest. Głównie dla nas.

Kolejne propozycje: zostańmy w domu, jedźmy do rodziców, do siostry, do brata, nadal nie zaspokoiły podróżniczego zapędu Męża. Trochę mu się oczy zaświeciły na dźwięk słowa działka, ale okazało się, że się nie zrozumieliśmy i każdy myślał o czym innym ;).

W końcu skapitulowałam i odmówiłam udziału w tym niecnym procederze wymyślania miejsc, gdzie by się można z całym majdanem udać. Zostawiłam wszystko w rękach Męża. Głupia ja, ktoś może powiedzieć. Ale nie, tym razem Mąż wymyślił całkiem sensownie. Ponieważ żadne z nas nie lubi jajek na twardo, a niechęć Męża do PKP poparta jest cotygodniowymi reklamacjami wypychanymi na skrzynkę mailową tej ostatniej, padła propozycja nie do odrzucenia:

To może gdzieś polecimy…

Nie przewidzieliśmy tylko jednego małego szczegółu – Potworka.

PO MOIM TRUPIE!po moim trupie

Zamówiliśmy bilety, zarezerwowaliśmy hotele, zaczęliśmy snuć plany, jak to sobie okno życia, tfu Lazurowe Okno, pooglądamy, aż tu jebs! Runęło do morza :(. Wakacje życia nam się trochę rozpadły. Nic, pooglądamy chociaż resztki. Na pewno dużo innych pięknych rzeczy jest do zobaczenia. Może nawet popływamy z delfinami… Może zobaczymy wieloryby… A nie, to nie tutaj.

Tak czy inaczej, kiedy już dłużej nie szło ukrywać prawdy przed żądnymi wiedzy Potworami, zakomunikowaliśmy progeniturze:

Lecimy na Maltę!

Reakcja potomstwa tylko potwierdziła to, w co nikt nam nie wierzy – jak bardzo są oni różni, mimo że z jednej matki…

Hurraaaaa! – zawył Potwór.

Nieeeee! Ja nigdzie nie lecę! Po moim trupie! – wykrzyczał Potworek i zakopał się pościeli na znak protestu.

I tak oto w styczniu rozpoczęły się przygotowania do misji, co do której niestety nie mamy pewności, że skończy się powodzeniem. Czy nam się uda Potworka do samolotu wsadzić i wylecieć na te wymarzone wakacje? Bo że wsiądzie dobrowolnie, możemy zapomnieć. Póki co nie działają żadne prośby, groźby, tłumaczenia, przekupstwa i namawiania. Potworek twardo odmawia wejścia na pokład.

Przez ostatni czas dowiedzieliśmy się, że: nie lubi wysokości, nie lubi samolotów, nie lubi siedzieć koło mamy, taty, brata, ma lęk przestrzeni, klaustrofobię, i każdą inną fobię, która nie pozwala mu lecieć. Na Malcie na pewno jest głupio. Nie ma Pokemonów. Woda jest słona i jest za gorąco.

Także tego… w biurze podróży to on by kariery nie zrobił.

Ps. Trzymajcie jutro za nas kciuki. Obyśmy go nie musieli w dywan zawinąć i na pokład nieprzytomnego wnieść 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

5 myśli na temat “PO MOIM TRUPIE, CZYLI WAKACJE CZAS ZACZĄĆ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up