NA POCZCIE TEŻ PRACUJĄ LUDZIE!!

Moja miłość do wszelakich instytucji, które lubią mieć monopol, rośnie z każdym niemalże dniem. I tak samo bardzo kocham (nie)służbę zdrowia, jak uwielbiam Pocztę Polską. No co to jest za jakiś dziwny twór, który kolejkuje się w najmniej spodziewanym momencie, ma focha na cały świat i wiecznie pochłania w czarną dziurę paczki, to jest nie do pojęcia. Jednak dziś okazało się, że na poczcie też pracują ludzie!

Ponieważ Urząd Skarbowy nie ogarnął jeszcze do końca wysyłania dokumentów przez moją ulubioną platforę, zmuszona zostałam do udania się na pocztę. Uwielbiam to tak bardzo, że czekałam niemal do ostatniej możliwej chwili. Dokumenty miały zostać wysłane dziś, więc stawiłam się w placówce równo 15 minut przed jej zamknięciem. O dziwo było nawet pusto! Bo co to są 2 osoby w kolejce? I to 25. dnia miesiąca. Zdarzało mi się trafiać na ogonki zakręcone jak u całkiem dobrze wypasionego prosiaka. Tak samo śmierdzące niestety również.

POCZTA JEDNAK TYM RAZEM PRZESZŁA SAMĄ SIEBIEpocza

Oczywiście marzenie o przynajmniej dwóch (z czterech) otwartych okienkach to marzenie ściętej głowy. Na szczęście w tym pierwszym szło całkiem spoko i po zaledwie kilku minutach czekania dotarłam do brzegu. Wyciągnęłam pięknie wykaligrafowaną kopertę i podałam przez dziurkę 😛

– Priorytet czy zwykły? – padło natychmiastowe pytanie.

– A niech będzie priorytet – wystękałam, bo w sumie było mi wszystko jedno.

Pani urzędniczka wnikliwie obejrzała kopertę.

– Ma pani tam coś pilnego? – zapytała, łypiąc na mnie okiem.

– W sumie nie. Wystarczy, że dziś pani pieczątkę przybije – rzekłam, prawie zgodnie z prawdą.

– To dam zwykły. Co pani będzie skarbówce pieniędzy dokładać. Dość od nas biorą!

Pokrętna to dość logika, bo zdaje się, że na znaczkach zarabia nie skarbówka, a PP właśnie. Chociaż… podatki wszelakie trafiają w studnię bez dna, więc może i racja. I tym oto sposobem uratowałam 50 groszy. Jej! Jeszcze ze trzy takie wizyty na poczcie i Potworek będzie miał na kaktusa zwanego lodem. Albo na odwrót 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up