POTWORNE ŻYCIE

Ostatnio mój blog zamienił się chyba w blog czysto parentingowy. Potworne życie zdominowało większość wpisów. Wszystko kręci się dookoła rozrywek wszelakich, dostarczanych mi przez synów razem lub przez każdego z osobna.

Decydując się na bycie matką, ojcem, rodzicem, człowiek nie ma pojęcia, co go czeka. Umówmy się, choćby przeczytał nie wiadomo ile podręczników, wysłuchał tysiąca opowieści dziwnej treści od znajomych, nie będzie wiedział, z czym to się je, dopóki nie spróbuje. Dzieciaczki są słodkie (jak śpią), dostarczają morza rozrywki i przyprawiają siwe włosy na głowie. Taka prawda i nie ma się co oburzać.

WYPADKI CHODZA PO… POTWORACHpotworne życie

Całkiem niedawno pisałam o tym, ile stresu kosztował mnie wypadek Potworka Mniejszego. Syn raczył był nie zamortyzować żadną kończyną upadku na schodach i utracił 25% (wg ubezpieczyciela) przedniej górnej jedynki. Stałej. A jego jedynym zmartwieniem było… skąd na schodach wziął się biały pyłek po zębie. Nie mam pewności, czy ten pyłek to nie był przypadkiem Gandalf Biały – coś za szybko został roztarty butem dla niepoznaki.

Anyway… mimo iż Potwory starają się jak mogą, nadal ciężko mi się uodpornić na telefony ze szkoły. Podobny zadzwonił w ostatni wtorek. Przemiła pielęgniarka poinformowała mnie, że dla odmiany Potwór Starszy zarobił metalową kratą w łeb. Cholerstwo spadało z impetem, a syn podstawił czółko. Podejrzenie wstrząśnienia mózgu i te sprawy.

Zestresowana udałam się na sygnale do placówki, gdzie dziecię oczekiwało na odbiór. Przy okazji napatoczył się i Potworek jęcząc, że jego też boli… brzuszek dla odmiany. Chwilę zajęło potomstwu gwałtowne ustalanie, kogo boli bardziej. A zapalczywość dyskusji pozwoliła mi stwierdzić, że są jednakowoż w całkiem niezłym stanie.

THE NEVER ENDING STORYwypadek

Potwory może i wyglądały nie najgorzej, ale ze mną całkiem ok to nie było. Szef na zakładzie zaproponował wprawdzie, że wynajmiemy dla synów ochronę, nie doprecyzował jednak, kto za nią będzie płacił. Nie wiem też, czy ów bodyguard chciałby z nami mieszkać. A przydałoby się – jak się okazało późnym popołudniem, Potworowi mało było wrażeń. Postanowił dobić swój czerep z drugiej strony, spadając z biurka i waląc łbem o metalową ramę łóżka. Może po prostu ma zamiłowanie do symetrii. Po tatusiu zapewne.

Przyznam, że pod wieczór miałam lekko dość. Posadziłam zatem potomstwo na karnej kanapie i rozpoczęłam pogadankę:

Słuchajcie, wystarczy już tych wypadków. Żeby mi to był ostatni w tym roku! – zapowiedziałam surowo.

Dobrze, mamo – Potwory zgodnie pokiwały głowami, jeden nieco ostrożniej niż drugi. – Nie będzie już wypadków w tym semestrze. Obiecujemy!

Ale semestr się kończy za dwa tygodnie przecież! – jęknęłam

No właśnie – błysnął krzywymi zębami Potworek. – To to możemy ci obiecać.

Aaaaa! Niech ktoś zabierze ode mnie to szatańskie nasienie!

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

63 myśli na temat “POTWORNE ŻYCIE

  • 19 stycznia 2017 o 21:23
    Permalink

    Hihi 🙂 a im dalej, tym gorzej …. wytrwałości życzę !

    Odpowiedz
  • 20 stycznia 2017 o 12:58
    Permalink

    Oj faktycznie nie wąsko, może ochraniacze jak dla hokeistów? 🙂 Z tym Gandalfem Białym to podejrzana sprawa 🙂

    Odpowiedz
  • 20 stycznia 2017 o 15:13
    Permalink

    Nie ma takiej opcji, by z dziećmi się mudzić;) Pomysł Blogierki z tą folią bąbelkową nie wydaje się najgorszy :DDD

    Odpowiedz
  • 20 stycznia 2017 o 19:05
    Permalink

    tak, ta taśma bąbelkowa to świetny pomysł 🙂 i przygotować pokój obity pianką 🙂 Oby rzeczywiście na tych wypadkach się skończyło 🙂

    Odpowiedz
  • 21 stycznia 2017 o 21:55
    Permalink

    Zalecam zaaplikować resetator głupich pomysłów. Do nabycia w dobrych sklepach wysyłkowych. Problem znam z autopsji, bo sam jak młody człowiek multiplikowałem takie. Pomysły oczywiście. Niestety, nie wyrosłem i zostało mi do dziś, w czym mogę się chyba mierzyć z dziesięciolatkami. Ale…, każdy mężczyzna jest jak duże dziecko.
    Gdyby resetator nie przyniósł spodziewanych efektów, to proponuje otumaniać latorośle przed snem pięćdziesiątką czystego alkoholu lub działką heroiny dobrej jakości. Po kilku tygodniach pociechy powinny popaść w apatię, a Ty pozbyć się problemu ich nadpobudliwości. Trzecie rozwiązanie – znam świetnego szamana z plemienia Siuksów. Odprawi modły nad Twoimi dziećmi.

    Odpowiedz
    • 24 stycznia 2017 o 08:23
      Permalink

      Obstawiam, że Potwory pomysłowość mają po tatusiu i niestety… im nie przejdzie 😉 Resetator, powiadasz? A jak pomylą zamówienie i dostarczą multiplikator?

      Podobno w czasach prababek dzieciom podawano mak. Nie było to takie całkiem głupie 😛

      Odpowiedz
      • 24 stycznia 2017 o 12:21
        Permalink

        Ha, czyli tylko obstawiasz. Pewności nie ma. Oczywiście po mamusi to tylko mądrość, inteligencję i nieprzeciętny zmysł organizacyjny. Jak zwykle, dokopać tatusiowi, dokopać.
        Faktycznie, przypominam sobie opowieści o maku. Zatem pomysł z heroiną, to trop w odpowiednim kierunku.

        Odpowiedz
        • 24 stycznia 2017 o 12:24
          Permalink

          Nieee, po mamusi są histeryczne, awanturnicze i rzucają mięsem (oraz wszystkim co pod ręką 😉 ). Cud, że nam framugi jeszcze nie odpadły. Chociaż nie, jedna już miała swoją chwilę.

          Odpowiedz
          • 24 stycznia 2017 o 12:54
            Permalink

            No tak, ale powinnaś jeszcze dodać – histeryczne, bo z pasją; awanturnicze, bo namiętne, a mięsem rzucają z gracją i dezynwolturą francuskiej damy. I to wszystko po mamusi. Lepiej?

          • 24 stycznia 2017 o 12:56
            Permalink

            To mi zaraz powiedzą, żem wojująca feministka i wszystko co najgorsze to po ojcu. A tak.. inteligentny się domyśli 😉

  • 21 stycznia 2017 o 22:15
    Permalink

    Polecałbym Ci wygospodarować osobny pokój dla tych Twoich pociech. Róznica tak, że ten pokój byłby nie obity ścianami, ale obity materacami. Myślę, że spędzenie tak choć godziny, w najgorszym momencie dnia trochę uspokoiło by ich charaktery 😉 A Tobie dało chwilę spokoju, bez zmartwień o ubezpieczenie zdrowotne i życie kolejnej głowy w domu 🙂

    Odpowiedz
  • 22 stycznia 2017 o 13:53
    Permalink

    Ależ się uśmiałam z perypetii Twoich synów – wiem, że dla Ciebie to pewnie mniej zabawne i serdecznie Ci współczuję, ale opisałaś to w taki sposób, że nie mogłam nie rechotać. 😀 „Syn podstawił czółko” – boskie!

    Odpowiedz
  • 22 stycznia 2017 o 20:25
    Permalink

    W zeszłym tygodniu Mela próbowała czołem rozwalić szafkę spod tv. Dzielnie głowa taranowała róg, a tyle co pozdejmowała ochronne narożniki… 😉

    Odpowiedz
    • 24 stycznia 2017 o 08:26
      Permalink

      Mój starszy syn, będąc pacholęciem najpierw te ochronne narożniki zdjął zębami, a potem tymiż zębami malowniczym łukiem lecąc wbił się w róg stołu :/ Wargę przegryzł na wylot.

      Odpowiedz
  • 23 stycznia 2017 o 20:33
    Permalink

    O rety, ale tych wypadków dużo! Oby potwory odeszły czym prędzej! 🙂

    Odpowiedz
  • 23 stycznia 2017 o 20:59
    Permalink

    Sporo tych wypadków u Was. Mój starszy niedawno rozłożył się, jak długi, bo poślizgnął się na oblodzonym progu. Szczęście w nieszczęściu, że jest zima i grube ubranie zamortyzowało upadek 😉

    Odpowiedz
  • 23 stycznia 2017 o 21:43
    Permalink

    Doszukiwanie się dziury w całym. Nie może być cały czas dobrze bo by nudno było. Pozdrawiam! 🙂

    Odpowiedz
  • 24 stycznia 2017 o 23:56
    Permalink

    wypadki chodzą po ludziach, ale w tym wypadku to już przesadzają 😉 trzymam kciuki za pozbycie się chociaż części z nich!!! 😉

    Odpowiedz
  • 25 stycznia 2017 o 20:21
    Permalink

    Aktywne chłopaki:) Życzę dobrej zabawy, ale bez wypadków;)

    Odpowiedz
  • 26 stycznia 2017 o 21:48
    Permalink

    Ach te chłopaki… Ja w życiu nie miałam żadnego wypadku typu złamana ręka, wybity łokieć czy metalowa krata na głowie :p Ale może po prostu jestem ostrożna…? Cierpliwości dla Ciebie i mnóstwo siły! :*

    Odpowiedz
    • 27 stycznia 2017 o 10:29
      Permalink

      A wiesz, że ja też nie? Tylko raz prawie wybite zęby 😉 (syn powtórzył mój wyczyn i zarył w kant stołu, jak miał 2 lata).

      Odpowiedz
  • 9 lutego 2017 o 19:39
    Permalink

    Cześć 🙂

    ja mimo wielu upadków, wypadków nigdy się nie połamałam. Wiem, nie mam się czym chwalić 🙂
    Potworki, potworkami, ale i tak Kochani 🙂

    Odpowiedz
  • 9 lutego 2017 o 22:20
    Permalink

    To limit wypadków na ten rok już chyba wyczerpany… 🙂 Dużo dobrego Wam życzę! 🙂
    PS. Fajnie się czyta o tym jak Mama kocha i troszczy się o swoje dzieci…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up