Refleksje o poranku

Uwielbiam poranki z (pseudo)służbą zdrowia. Ten tłum kłębiący się w małej poczekalni przed rejestracją, w której za wielkim kontuarem królują dwie (!!! – szaleństwo) rejestratorki.

Tłum dziki, z obłędem w oczach. Każdemu się spieszy. Spora część – jak ja – dociera tam przed udaniem się do fabryki. Liczy się każda minuta, by się do roboty nie spóźnić.

Co dla mnie znamienne w takich placówkach – personel zawsze ma czas! Pod warunkiem, że nie jest to czas spędzany w towarzystwie pacjenta/petenta/chorego/whatever (wtedy dziwnym trafem tego czasu nie ma).

Po odstaniu swojego (5 minut), dostępuję łaski audiencji pań rejestratorek.
Ale, ale… nie tak szybko.

Proszę czekać, koleżanka wprowadza inne badania płatne!


Mhm, inne.. które jej inna koleżanka na boku przyniosła. Pracownicze. (5 minut)

Czekam… w tym momencie jedna z pań miejsce pracy opuszcza i bez słowa udaje się bóg wie gdzie. Pięć dych wciśnięte jej w kieszeń przez ową koleżankę i kierunek udania się sugerują, że poszła 2 piętra niżej do sklepiku kasę rozmienić. Dopóki nie wróci i w systemie nie kliknie, moje badania nie zostaną zarejestrowane.

10 minut później


Uprzejma pani wraca, oddaje kasę koleżance, coś tam szepczą na boku. Tłum powoli dostaje spazmów.

Nareszcie… 15 minut później dostępuję zaszczytu, pani wklepuje Potworny pesel w system.

Ale mi tu nie wchodzi. On nie był tu rejestrowany?


Był. Tu się urodził. Co miesiąc robimy badania. Co miesiąc ta sama śpiewka.

Niech pani spróbuje wg nazwiska. Wejdzie.


Nie, ja muszę wg peselu.


Wg peselu nie wejdzie, niech pani wpisze nazwisko…


No miała pani rację…


Tadam!

To będzie 8 złotych…


No niestety, nie tak szybko. Z racji dostępności do Potwora Starszego postanowiłam i jemu badania zrobić. Cała procedura apiać od nowa…

25 minut później 


Opuszczam ten uroczy przybytek świńskim truchtem, by się do fabryki nie spóźnić.

Pozostaje się modlić, żeby teraz wyników nie pomylili…

Tfu, tfu..

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up