DLACZEGO ONI WCIĄŻ SIĘ KŁÓCĄ – CZY DA SIĘ WYCHOWAĆ RODZEŃSTWO BEZ RYWALIZACJI?

Rodzeństwo bez rywalizacji – hasło bardzo modne, nośne, podobno nawet da się takie potomstwo wychować. Nie rywalizujące ze sobą. Nie wiem tylko, czy to ja jestem takim nieudacznikiem, czy może te reguły, których rzekomo należy przestrzegać, wcale nie są takie uniwersalne? Ponieważ mnie się niestety nie udaje.

Kłótnie w naszym domu są non stop. Okej, bywają – jak wszędzie oczywiście – momenty lepsze i gorsze, mam jednak wrażenie, że ostatnio ze zdecydowaną przewagą tych ostatnich. Ktoś mógłby powiedzieć, że kłótnie nie są niczym złym, że nie oznaczają z automatu rywalizacji, że mogą być konstruktywne, uczą asertywności, pozwalają wspiąć się na wyższy poziom elokwencji w udowadnianiu swoich racji. Akurat.

O CO MOGĄ SIĘ POKŁÓCIĆ DZIECI?rodzenstwo-bez-rywalizacji

 
Nie twierdzę, że tak nie jest. Twierdzę, że nie jest tak w naszym domu. Mimo szczerych chęci nie udaje mi się wychować Potworów tak, by pozbawić ich elementu rywalizacji. Dla mnie hasło „rodzeństwo bez rywalizacji” to niestety pusty slogan.
Kłótnie zaczynają się ledwo otworzą oczy: o to który pierwszy je otworzył, który wcześniej się obudził, który wcześniej spojrzał na zegarek. Jeśli rzeczywiście któremuś uda się wstać pierwszemu i jako pierwszemu dopaść tv, następuje kłótnia o pilota, wybór programu, o to który gdzie będzie na tapczanie leżał. Przy czym narożnik mamy taki, że swobodnie mogą tam się wyłożyć dwie dorosłe osoby i nie będą sobie zawadzać. Niestety, reguła ta nie ma zastosowania przy dwóch Potworach.
Następnie następuje walka o władzę: kto pierwszy podgrzeje sobie mleko, kto będzie miał go więcej, komu więcej przypadnie w udziale jedzenia/picia/leżenia/whatever.

NIE ODDYCHAJ MOIM POWIETRZEM!samotnosc

 
I tak dookoła Wojtek i w koło Macieju – od rana do wieczora. O wszystko i o nic. Co ciekawe, potrafią się całymi godzinami (!) bawić w spokoju, a wystarczy mała iskierka i wybucha pożar. Bez ostrzeżenia!
Zazwyczaj zaczyna się od jednego: ale to ty… Potem następuje przepychanka nie/tak, coraz głośniejsze krzyki, wrzaski, niestety ostatnio również wyzwiska, w których prym wiedzie Potworek. Z racji wieku nie umie jeszcze prowadzić dyskusji o niczym tak doskonale jak brat i udowadniać wszystkim dookoła, że nie jest wielbłądem. Nadrabia słownictwem, a zaraz potem pięściami. 
Czasem zastanawiam się, jak to jest, że jeszcze do nas opieka społeczna nie zapukała. Przecież te ich wrzaski to musi całe osiedle słyszeć. I moje z pewnością też, bo jakoś się muszę przez ten dwugłos przebić, żeby im do rozumów dotrzeć. Zwłaszcza jak sobie nawzajem tak na nerwy działają, że tym samym powietrzem oddychać nie potrafią.

CZY NALEŻY INGEROWAĆ W KŁÓTNIĘ MIĘDZY RODZEŃSTWEM?klotnie miedzy rodzenstwem

 
Zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że nie powinno się pozwolić, by konflikt eskalował, bo sobie pacholęta drogie mogą zrobić nawzajem krzywdę (vide mój Mąż, który po dziś dzień chodzi z obciętym opuszkiem palca – tak mu z bratem eskalowało!), łby porozbijać i ogólnie napytać rodzicom biedy.
Inni z kolei uważają, że należy pozwolić dzieciom się wypowiedzieć, rozwiazać konflikt samodzielnie, nie rozwiązując go za nich od razu. Podobno to uczy. Na logikę biorąc, jestem w stanie się z tym zgodzić, ale uszy mówią, że długo już tych wrzasków nie wytrzymią 😉!
Generalnie stosuję zasadę: do pierwszego rozlewu krwi. Kiedyś rzeczywiście wkraczałam od razu, co by im nie eskalowało. Ale konflikty tak nabrały na częstotliwości, że momentami nie nadążam. Ileż można biegać z kuchni do pokoju z łyżką kapiącą od sosu, co to sie go w garnku przez pół minuty miesza?
Problem jednakowoż polega na tym, że u Potworów konflikty wybuchają na pniu. Po długich minutach sielanki pojawia się lekkie zwarcie, a następnie jeden z nich dopierdala atomówką. I w zasadzie nie ma już co zbierać. Następuje seria zakazów, nakazów, wrzasków, pierdolnięcia drzwiami i ogólny armagedon, po czym zalega cisza. Każdy zamyka się w swoim kącie i liże rany. Łącznie ze mną i kocicami niestety.
I tak sobie myślę: co ja robię nie tak? Czy to moja wina, że trafiły mi się dzieci temperamentne i z silnym poczuciem sprawiedliwości własnej (moja racja jest najmojsza)?
Macie jakieś sposoby, jak nad tym zapanować? Przecież oni mnie kiedyś te chałupe rozniesą 😉 (już framuga trzyma się na słowo honoru, a jak kot na nią skoczy to odpada).
Nie to jest jednak najgorsze. Najgorsze jest to, że kłótnia Potworów to pikuś! Gorzej jak dochodzi do zwarcia na lini Syn Starszy – Matka. Obawiam się, że kiedyś skończymy na urazówce. Słownej oczywiście 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Jedna myśl na temat “DLACZEGO ONI WCIĄŻ SIĘ KŁÓCĄ – CZY DA SIĘ WYCHOWAĆ RODZEŃSTWO BEZ RYWALIZACJI?

  • 17 maja 2018 o 08:57
    Permalink

    Ja przez większość dzieciństwa byłam jedynaczką, mój brat urodził się jak miałam 13 lat. Zawsze chciałam mieć rodzeństwo, i trochę je idealizowałam. Zdecydowałam się na drugie dziecko tylko dlatego, żeby moja córka nie była jedynaczką. ;-D. Powiem szczerze, że trochę inaczej to sobie wyobrażałam – myślałam, że będą jedną drużyną, a tu się okazuje, że wciąż stoją po dwóch stronach barykady. Moje dzieci nie tylko kłócą się o wszystko, ale też liczą i ważą wszystko, ostatnio np. borówki, podzieliłam na dwie mniej więcej równe porcje do kubeczków, a moja córka wysypała i zaczęła je liczyć i rozdzielać po równo. 😉 Muszę być wciąż czujna, analizować każdy gest. Jak wieszałam ramki ze zdjęciami rodzinnymi, to sprawdzałam, czy przypadkiem nie jest tak, że któreś dziecko powtarza się więcej razy, bo kiedyś siebie liczyli.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up