SIEROTA

Matka porzuciła go, gdy miał zaledwie cztery lata. Zostawiła małego umorusanego i wystraszonego pośrodku placu zabaw i odeszła, nie oglądając się za siebie. Początkowo nawet się nie zorientował, zajęty wyrywaniem łopatki i walką o foremki z innymi dziećmi. Kiedy jednak na dworze zaczęło zmierzchać, a ulubionej kolorowej spódnicy tak pięknie pachnącej kawą nie było w pobliżu, rozpłakał się ze strachu. Sierota, za którym nikt nie tęsknił. Nikomu nie potrzebny. Samotny.

Ojciec? Ojca nawet nie znał. Być może interesował się nim chwilę po urodzinach, wkrótce jednak to Matka stała się całym jego światem. Karmiła go, przebierała, opiekowała się nim i dawała zabawki. Przez pierwsze lata życia rozpieszczała do granic. Ostatecznie jednak odeszła znudzona. Nie spełnił jej oczekiwań.

Był zupełnie zwyczajny…

Jego istnienie nie miało w sobie niczego niezwykłego. Ot, historia jakich wiele. Narodził się z wielkiej miłości i – o dziwo – w niewielkim bólu. Przez pierwsze kilkanaście miesięcy życia był oczkiem w głowie Matki. Jej dumą, radością i miłością. Spędzała z nim każdą wolną chwilę. Każdą myśl poświęcała jego istnieniu. Nie spała po nocach, za dnia chodziła nieprzytomna. Zrobiłaby dla niego wszystko.

A potem przyszedł kryzys…

W sumie nawet nie wiadomo, w którym momencie dopadła ich proza życia. Zazdrośni sąsiedzi zaczęli obgadywać. Inne dzieci w piaskownicy okazały się być lepiej ubrane, bardziej elokwentne. Co jednak wyróżniało je najbardziej, to przebojowi, pewni siebie rodzice. Idący po trupach do celu. Nie wahający się przed niczym. Jego Matka była inna. Wrażliwa, wycofana. Kochała go bardzo, ale jednocześnie cały czas stała z boku. Jego też nie potrafiła popchnąć do przodu, dać mu się wykazać. Stała obok. Jak milczący głaz. Niby dający wsparcie, ale kiedy chciał pójść dalej, nie ruszała się z miejsca. Bez niej nie miał szans. Był nikim.

Powrót ojca marnotrawnego

Pewnego dnia zdarzył się cud. Ojciec pojawił się w ich domu. Miał wyjątkowo dobry humor. Pogłaskał po głowie, powiedział mu dobre słowo. I cały czas uśmiechał się tajemniczo.

– Teraz wszystko będzie zupełnie inaczej. Wszystko się zmieni – wołał.

– Gdzie mama? – pytał zaniepokojony, nie widząc nigdzie kolorowej spódnicy.

– Wróci. Musiała odejść na kilka dni, ale wróci do ciebie.

I rzeczywiście tak było. Wróciła piękna. Odmieniona. Radosna i pełna wiary. Pogłaskała go po głowie. Zrobiła ciepłe kakao i obiecała poczytać bajkę na dobranoc. Wkrótce jednak znów zniknęła na kilka dni. Potem tygodni…

Po jakimś czasie zrozumiał, że Matka nie jest już jego własnością. Że coś się stało. Że… narodziła się Ona. Wszyscy wołali na nią Pretty. Wkładali jej piękne różowe sukienki i rozpieszczali jak jego jeszcze kilka lat temu. Była oczkiem w głowie Matki. I – o dziwo – Ojca. Piękna, niepowtarzalna, jedyna. A on stał tam samotny w kącie ze spuszczoną głową i skulonymi ramionami. Brudne ubranie wskazywało na to, że od dawna nikt się nim nie interesował. Był zrozpaczony i głodny. Płakał.

Matka wracała do niego jeszcze kilka razy. Niepewna i zagubiona. Niby chciała z nim być, ale Pretty potrzebowała jej chyba bardziej. Aż w końcu zostawiła go na placu. Wystraszonego i zdanego na pastwę losu. Nikt się już nim nie interesował.

I wtedy nagle pojawił się On. Potężny barczysty i bardzo przystojny. Niósł pod pachą Czarną Skrzynkę. Jego Ojciec Chrzestny. Kucnął przy nim i przytulił z całej siły. Malec podniósł zapłakane oczy i uśmiechnął się nieśmiało. Zrozumiał, że wszystko będzie dobrze. Że Matka wróci pewnego dnia. Kupi mu nowy płaszczyk. I buty. Przytuli i nie zostawi już nigdy. Wiedział to na pewno. Widział w oczach Ojca Chrzestnego obietnicę. Taką, której nikt nie odważy się złamać.

Drogi Czytelniku, jeśli dotarłeś do końca – gratuluję Ci serdecznie. Poznałeś właśnie historię prawdziwą mojego bloga. Biednego umorusanego dziecka, do którego powracam ja – matka marnotrawna.

Jeśli dotarłeś do końca, zostaw mi znak. Pokaż, że los tego malca obchodzi Cię tak samo jak mnie.

Jeśli dotarłeś do końca, dziękuję. Po prostu.

K.

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

3 myśli na temat “SIEROTA

  • 1 września 2018 o 09:11
    Permalink

    Bardzo ładnie napisane!
    Masz to coś w pisaniu!

    Odpowiedz
  • 1 września 2018 o 09:30
    Permalink

    Z Tobą zawsze do końca ! Obłędna historia, koniecznie pisz dalej i więcej właśnie tu

    Odpowiedz
  • 2 września 2018 o 11:51
    Permalink

    Taki gul mi stał w gardle …serce zamarło trwożnie i wyczekująco. No i się poryczałam dociienając do zakończenia. Mam nadzieję, że nie do końca. Pięknie piszesz.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up