STWORZYŁAM POTWORA

Czasem człowiek sobie bicz kręci na własną szyję, nie mając o tym pojęcia. Ja tak miałam dwa razy w życiu. Kiedy zaszłam w ciążę. Pierwszą i drugą. Stworzyłam Potwora. A raczej dwa Potwory. Tak, wiem, zaraz mnie obrońcy praw dzieci zakrzyczą, ale co ja na to mogę. Zamieszkajcie ze mną i przekonajcie się, kto ma gorzej 😛

No dobra, mam, co chciałam – na własne życzenie można by rzec. Nikt mi się do łóżka kłaść nie kazał. W odpowiednim czasie też zostałam wyedukowana w temacie antykoncepcji. Nie, że z głupoty własnej czy cuś. Całkiem lubię te moje Potwory. Ino czasem przyprawiają o zawrót głowy. Zwłaszcza kiedy zadają pytania, na które odpowiedzi brak. A przynajmniej ja jej nie znam, o!

OCZKO MU SIĘ ODLEPIŁO. TEMU MISIU!

Nie wiem już czy to ja mam braki w edukacji, czy to może jakieś inne czynniki działają, ale Potwór Młodszy zamienia się ostatnio w jakieś dziwnie skorupiaste stworzenie. Porasta powłoką smoczą, można by rzec. Bardziej wykształceni medycznie zwalają to na alergię. Ale czy to aby można im wierzyć?

Przypomina mi się od razu taki serial, a w zasadzie nawet dwa. Pierwszy pod jakże enigmatycznym tytułem – V. Drugi z moim ukochanym Williamem Fitchnerem <3 – Inwazja. Oni tam też stworzyli Potwory. Taka też myśl wykluła mi się w głowie, a dreszcz grozy przemknął po skórze usłyszałam od Potworka:

– Mamoooo? A ludzie to kim są? – padło pytanie jak to zwykle bywa, znienacka i – jak sami widzicie – mogło spowodować dreszcze!
– Jak to kim są? – zapytałam zdezorientowana.
– No, kim są? Bo ja na przykład jestem gadem, a ludzie kim są?

O maj gudnes :/

Ps. Ykhyh… owszem, zdarza mi się powiedzieć do Synulca „ty gadzino”, ale nie sądziłam że tak sobie do serca to weźmie. Muszę iść sprawdzić, czy mu przypadkiem oprócz tych łusek, co rosną jak szalone, nie pojawił się ogon jakowyś 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

22 myśli na temat “STWORZYŁAM POTWORA

  • 11 kwietnia 2017 o 19:39
    Permalink

    Podoba mi się ten Twój dystans do własnych dzieci, jest uroczy 🙂 Ale myślę, że nie przejmowałabym się tym, w jaki sposób piszesz, bo blogi tak jak pewne produkty spożywcze – nie są przeznaczone dla konkretnej grupy docelowej :))

    Odpowiedz
  • 12 kwietnia 2017 o 20:57
    Permalink

    Mój Potwór jeszcze nie mówi wiele poza „mamamamamama, babababababa, tatatatata”, a i to bez świadomości, ale już się mentalnie szykuję na te miliardy pytań o wszystko… Tylko czy na to można się w ogóle przygotować? 🙂

    Odpowiedz
  • 12 kwietnia 2017 o 21:27
    Permalink

    No cóż, dzieci mają swoje tekściki, z których my dorośli zrywamy boki. Kto by pomyślał, że biorą na poważnie wszystko, a jednak tak jest. Dziecko wierzy we wszystko, co mu mówimy. Czasem wychodzi śmiesznie.

    Odpowiedz
  • 13 kwietnia 2017 o 01:45
    Permalink

    Masz odwagę ponarzekać na swoje dzieci – a to już coś w tej części planety 😀
    Z drugiej strony, rany, jak strasznie trzeba uważać co się mówi. Z kumpelą ostatnio byłyśmy na spacerze z jej dzieckiem (nawiasem mówiąc – po bardzo długim czasie spotkałyśmy się, pierwszy raz ja z nią i jej dzieckiem, bo mieszka za granicą). Co chwilę łapałyśmy się na tym, że zwracamy sobie uwagę, żeby uważać na to, co się mówi, nie przeklinać, nie zdrabniać jakoś za bardzo i tak dalej 😀 Mały stał obok i chłonął.

    Odpowiedz
    • 18 kwietnia 2017 o 10:02
      Permalink

      O tak. Ja kiedyś myślałam, że moje dziecko obyte ze słownictwem wszelakim na co dzień, nie będzie uważało przekleństw za atrakcyjne. Dopóki mu się język nie rozwiązał 😉

      Odpowiedz
  • 13 kwietnia 2017 o 11:51
    Permalink

    O ile te gadziny, potwory i inne takie jakoś tam rozumiem to ostatnio czytałam wypowiedzi mamuś, które na forum publicznym nazywały dzieci „Mój Cymbał”, „Moja suczka” i podobnie. To już było według mnie grubo przesadzone.

    Odpowiedz
  • 18 kwietnia 2017 o 19:47
    Permalink

    Nie mam dzieci ale po tekstach jakie nam na blogu przedstawiasz, zastanawiam się jakby to było gdybym jednak miała takie dwie gadziny 😀

    Odpowiedz
  • 22 kwietnia 2017 o 21:03
    Permalink

    Dzieci jak nikt inny potrafią dosłownie zabić jakimś tekstem. A to, że naszych pociech miewamy czasem dość, to normalne – w drugą stronę też to działa;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up