DLACZEGO POŚLUBIŁAM FUHRERA, CZYLI RZECZ O TRUDNYCH RELACJACH DAMSKO-MĘSKICH

Jedenaście. Dokładnie 11 lat temu o tej samej godzinie stanęliśmy na ślubnym kobiercu. No dobra, był lekki poślizg, bo szwagier in spe (świadek) raczył się był spóźnić. Ale dla potrzeb blogowych przyjmijmy, że było to dokładnie jedenaście lat temu. Cały poprzedni tydzień lało, jakby wszechświat chciał nam dać coś do zrozumienia. Niewiele wskórał, jak widać, skoro jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Aczkolwiek zastanawiam się czasem, czy nie miał racji ;) Dlaczego poślubiłam Führera, czyli rzecz o trudnych relacjach damsko-męskich.

A zatem cały tydzień poprzedzający nasz ślub lało jak z cebra. Jednakże w TYM DNIU ktoś gdzieś uznał, że mimo iż chyba na łeb upadliśmy, da nam szansę. Ale taką połowiczną, bo co prawda słońce świeciło, ale za to zimno było jak skurwysyn. Znaczy tego.. bardzo zimno było, o!

TYLE WYGRAĆ – 50 POWODÓW, DLA KTÓRYCH JESTEŚMY RAZEM

pierścionek zaręczynowy
Rok temu publikowałam wpis, w którym wymieniłam 50 powodów, dla których ciągle jesteśmy razem. Znamy się nie od dziś i w zasadzie można by powiedzieć, że przez te wszystkie burzliwe lata zęby na naszym małżeństwie zjedliśmy (zdaje się, że Mąż bardziej niż ja – ja swoje tylko pokrzywiłam, pewnie od tego wiecznego zgrzytania nimi).
Rozwodziliśmy się setki tysięcy razy. Kilka nawet całkiem na poważnie, a gdzieś głęboko w szufladzie trzymamy pozew napisany „na czarną godzinę”. Obawiam się tylko, że gdyby przyszło co do czego, to w tym papierowym bałaganie g.. znajdę, a nie to, czego szukam ;) Ale świadomość, że gdzieś jest i nie trzeba go będzie pisać ponownie dobrze mi robi na samopoczucie :P

DLACZEGO POŚLUBIŁAM FUHRERA, CZYLI CZY ISTNIEJE SPOSÓB NA MAŁŻEŃSTWO IDEALNE?

pan młody
Napisałam pytanie i dumam. Którąś już godzinę zastanawiam się, rozważam, głowię się nad tym, jaki jest przepis na małżeństwo idealne? I czy takowy w ogóle istnieje? Konia z rzędem temu, kto jest w stanie odpowiedzieć i jeszcze dać gwarancję, że się sprawdzi u każdego.
Chociaż nie – znam jeden uniwersalny: nie brać ślubu!
Że niby to nie będzie małżeństwo? A niby dlaczego nie, skoro człek żyje z drugim człowiekiem jak mąż z żoną?
No dobrze, istnieje parę przesłanek, że jest jakaś tam szansa na powodzenie. Potrzeba jednak kilku warunków.

#1 Miłość ponad wszystko

 
rocznica
Jak jej nie ma, ch.. bombki strzelił. No nie wyjdzie i już. Może sobie być braterska, przyjacielska, jakakolwiek. Byle była.

#2 Zaufanie

para
To nie podlega kwestii. Nie ma zaufania, nie ma związku. Tyle. Jest wzajemne oskarżanie się, podejrzliwość, zeżarte nerwy i kłótnie non stop. No na co to komu?

 

#3 Własna przestrzeń

własna przestrzeń
Jedni potrzebują jej mniej, inni więcej. Mój Mąż dla przykładu czuł się chyba tak ograniczany, że wyemigrował na północ kraju. Ale wraca. Jak bumerang. Zaciska zęby i wraca. Dlaczego? Mam nadzieję, że dla punktu pierwszego ;)

#4 Bycie sobą i zdrowy egoizm

być sobą
Plus jeszcze odrobina szczerości. Serio serio. Szczerość się sprawdza. Choćby bolała jak nie powiem co, zawsze jest lepsza niż kluczenie i inne takie przyjemności.
Połączenie wszystkich tych elementów daje mały procent szansy na to, że się uda. Ale czy się uda? Jak powszechnie wiadomo uda są dwa: albo się uda, albo… nie uda ;) Na dwoje babka wróżyła.


DLACZEGO FUHRER? NAPRAWDĘ PYTACIE? SERIO?

ideał mężczyzny
Ponieważ, proszę Państwa, kto zna mojego Męża ten wie: lekko nie jest ;) Silnie zakorzenione poczucie, że wszystko wie lepiej niż ja – no proszę, przecież to jest zwyczajnie niemożliwe! Do tego ten ton dyktatora (wychodzą lata pracy w urzędzie :P).
Ale najgorsze jest to, że on się na wszystkim zna! Ot przykład: pojechaliśmy na kajaki. 30 kilosów dziennie, jak nie lepiej. Dobrych kilka godzin na wodzie, na małej przestrzeni, gdzie zupełnie nie ma dokąd uciec, chyba że się popełni małe sepuku czy inne harakiri.
Przez 6 godzin dowiedziałam się, że:
Powinnam płynąć bardziej w prawo.
Wiosłuję za bardzo w lewo (doprawdy mógłby się zdecydować).
Ręce trzymam za szeroko.
Albo za wąsko.
Prawą za blisko.
A lewą za daleko.
Mam robić tak jak on.
Nie, tak nie, bo za bardzo ciągnę (pomyślałby kto, że facet może na takie coś narzekać…)
I tak dalej, i tak dalej…
Chyba się dziś wina napiję. Dużo wina. Za te 11 lat. Zdecydowanie mi się należy ;)
Ps. Żeby nie było – jestem jędzą, wiem o tym i wcale się Mężowi nie dziwię, że uciekł na drugi koniec Polski ;)
... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up