PO MOIM TRUPIE, CZYLI WAKACJE CZAS ZACZĄĆ

Kiedy w styczniu tego roku zastanawialiśmy się, dokąd tym razem wybrać się na wakacje, opcji nie było zbyt wiele. Jak co roku dość mocno determinował nas budżet – kto żyje od wypłaty do wypłaty, wie o czym mowa. Biorąc pod uwagę doświadczenia ostatnich lat wiedzieliśmy jedno: na samochód i wakacje nad Bałtykiem nie mamy co liczyć. No chyba, że ktoś lubi pchać grata po obcych autostradach albo moczyć dupsko w wodzie przez cały tydzień. I to bynajmniej nie tej wodzie z morza. Ino tej, co nam spada jak ta manna – z nieba!

Na szczęście nasze wspaniałe państwo oferuje nam życiowe ochłapy, tfu bonusy, by nas utwierdzić w przekonaniu, jak bardzo ważni jesteśmy. Zatem z pińset plus, jeśli człowiek ma dość dużo silnej woli i żadnych pilniejszych wydatków, jesteśmy w stanie uzbierać na w miarę sensowne wakacje. Nie zawsze idzie jak trzeba (powiedziałabym, że w większości wypadków, nie idzie), ale wtedy z pomocą zwrotów rocznych „na dziecko” można uzbierać całkiem pokaźną sumkę.  Taka mię refleksja naszła właśnie… co my byśmy bez tych dzieci zrobili? Ani pińcest plus by nie było (na koty chyba jeszcze nie dajom?), ani ulgi „na dziecko”. Dupa blada. Zęby w ścianę i w tysiąca byśmy grali do późnej nocy. Ruskiego!... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up