JESTEM KOBIETĄ I KOBIECE EMOCJE NIE SĄ MI OBCE

Kiedy ktoś pyta mnie, jak mogłabym scharakteryzować mojego bloga, używam najczęściej kilku przymiotników: lekki, kobiecy, zabawny, emocjonalny. On taki jest – sami wiecie. Tyle tylko, że nie zawsze da się pisać na wesoło. Zresztą nawet nie zawsze się powinno. Jak mi ostatnio napisał Maciek Wojtas: śmiech jest dobry, ale w rozsądnych dawkach. Ma rację. I dlatego dziś nie będzie śmiesznie. Bo i mnie nie jest do śmiechu.

Całkiem niedawno niemałą furorę na fanpejdżu blogowym zrobił cytat z Potworka dotyczący właściwości niejakich Maj Little Pony. Co prawda nie przypominam sobie, by kopytka Maj Little Pony postały choć na chwilę w naszym domu, odkąd pojawiły się w nim Potwory, niemniej jednak Potworek skądś twór zna. Co więcej, wie, że owe urocze kucyki rzygają tęczą.... Read More

Czytaj dalej

ŚWIATEM RZĄDZĄ KOBIETY. A KOBIETAMI…?

Co do pierwszego zdania to chyba nikt nie ma wątpliwości? Pod warunkiem, że nie jest wojującym o wolność mężczyzną ;) Światem rządzą kobiety. Serio serio. Siła jest kobietą. Kopernik była kobietą. I Curie-Skłodowska też!

Tak się jakoś złożyło w języku polskim, że w większości przypadków rzeczowniki rodzaju żeńskiego mają magiczną końcówkę „a” (siła, kobieta, diablica). Ewentualnie „i” – bogini, mistrzyni, morderczyni. W zdecydowanej jednak większości, jest to ta pierwsza (!!) litera alfabetu. GramatykA spłatała jednocześnie panom figla –  najpotężniejszy z potężnych, pan i władcA – mężczyznA również ma końcówkę żeńską (bez skojarzeń bardzo proszę :P).... Read More

Czytaj dalej

O WŁOSOWYCH EKSPERYMENTACH, CZYLI KOBIETA ZMIENNĄ JEST.

Zaczęłam farbować włosy w liceum. Dlaczego nie w podstawówce? Wtedy eksperymentowałam z trwałą. Marzyły mi się długie, rude loki do pasa, tymczasem skończyłam z regularnym baranem na głowie. I na jakiś czas odechciało mi się eksperymentów. Nie na długo jednak. Kobieta zmienną jest.

Znakomita większość kobiet, niezależnie od tego, co ma na głowie, zawsze będzie uważała, że może być lepiej. Bardziej kolorowo. Mniej kolorowo. Prosto. Krzywo. Z grzywką. Bez grzywki. Albo na mokrą włoszkę. A najlepiej po prostu inaczej! Nie jestem wyjątkiem.


RUDY TO NIE KOLOR. TO CHARAKTER.

 
IMG_20150224_200859
Swoją przygodę z farbowaniem zaczęłam od koloru rudego. Zapewne miała na to wpływ lektura Ani z Zielonego Wzgórza albo Thor wie czego, fakt jest jednak faktem, że rude pukle były moim nieziszczonym marzeniem od zawsze.
Przez jakiś czas wmawiałam sobie nawet, że jak się bardzo postaram, to te włosy same zrudzieją. W słońcu. Bez słońca. Pod wpływem nie wiadomo czego. W końcu gdzieś tam w rodzinie ktoś kiedyś był rudy. Dlaczego miałabym tych genów nie odziedziczyć?
I tak przez długie lata byłam sobie rudzielcem farbowanym to henną, to farbą, to znów szamponem. Korespondowało to całkiem zgrabnie z moim nie do końca sympatycznym charakterem i wszyscy byli zadowoleni.
Do czasu…


MĘŻCZYŹNI KOCHAJĄ BLONDYNKI

IMG_20140816_124557
Tak mniej więcej w okolicach studniówki postanowiłam na czas jakiś (do matury!) zarzucić wszelkie zabiegi pielęgnacyjne względem włosów. No dobra, myłam je. Inaczej się nie dało. Poza tym jednak zabiegiem niezbędnym po dość krótkim czasie zaczęłam przypominać yeti – zarośnięte jak nieboskie stworzenie.
Stres maturalny jednakowoż zrobił swoje i włosy mię wyszły. No nie wszystkie może, ale na tyle skutecznie jednak, że postanowiłam je ściąć. A przy okazji zrobić najgorszą możliwą rzecz, jaką na tym etapie można było zrobić, czyli pofarbować. Że mi z tą farbą reszta kłaków nie wyszła, to cud jakiś.
Stałam się zatem eteryczną blondynką. A raczej blond wypłoszem, bo wymęczone wielomiesięcznym stresem włosy nijak nie chciały się układać. Ba, nawet rosnąć nie chciały. Nic nie chciały. Najchętniej powiedziałyby mi: idź sobie!
I tak dobrnęłam w tym blondzie aż do ślubu.


KOBIETA ZMIENNĄ JEST

woman-1721061_1920
Po ślubie wiadomo – kłak trzeba ściąć, okazać się kobietą stateczną, niemalże matroną. Zaczęłam od… przycięcia grzywki. Na długość dwóch centymetrów. Wyglądałam jak pół dupy zza krzaka, ale z modą się nie dyskutuje.
Nie dyskutowałam rónież, kiedy fryzjerka pofarbowała moją blond grzywkę na fioletowo. Ani kiedy fryzjer ściął mi włosy na chłopaka, wycinając jeden z boków na trzy milimetry. Głupia ja.
I za każdym razem kiedy miałam włosy długie, pragnęłam fryzury na Kożuchowską (już po przygodzie z kartonami). Kiedy zaś włosów na nogach miałam więcej niż na głowie, marzyłam o długich do pasa puklach. Kobiecie nie dogodzisz, no po prostu nie.

Ciekawa jestem, czy kiedyś nadejdzie ta chwila, kiedy nie będę chciała mieć na łbie czegoś, co właśnie posiadam (niestety nie każda zmiana jest odwracalna, a przynajmniej nie zawsze od razu).Kilka ciekawych inspiracji znalazłam również na stronie Kobiece Porady :)... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up