UWAŻAJCIE NA UZALEŻNIENIA!

Wczoraj na jednym z fanpejdży moich blogowych przeczytałam takie oto zdanie: jak zacznę czytać wszystkie twoje blogi, to mnie wywalą z roboty za niewyrabianie normy. Uprzejmie zaznaczam, że nie ma absolutnie żadnego przymusu, by mnie czytać ;) Niemniej uwielbiam, kiedy to robicie. A jeszcze bardziej lubię, jak komentujecie moje wypociny. Błagam tylko – uważajcie na uzależnienia!

Blogowanie uzależnia. Nawet bardzo. Gdyby ktoś mi powiedział kiedyś (a zaczynałam pisać pierwszego bloga jak Potworek był jeszcze oseskiem), że będę siedzieć i godzinami tworzyć posty, które potem znikną w czeluściach internetów – popukałabym się w głowę. A jednak!
Moje blogi (tak, tak – liczba mnoga, jupi!) poza jednym nie są tematyczne. Kiedyś nazwało by się to pisaniem o dupie Maryni – dziś, dopasowując się do konwenansów, mówimy o blogach lajfstajlowych. Znaczy się: o wszystkim i o niczym ;)


DLACZEGO PISZĘ BLOGA?

pisanie bloga
Odpowiedź na to pytanie jest najprostsza z możliwych: bo lubię. Pisałam od zawsze. Opowiadanka, opowiadania, dłuższe formy literackie. Raz nawet popełniłam pełnoprawną książkę – może kiedyś doczeka się publikacji.
Pisanie mnie relaksuje. Pozwala pozbyć się natrętnych myśli i – widząc Wasz odzew – zrozumieć, że nie tylko ja mam problemy z pracą, znajomymi, dziećmi, psami, kotami, patyczakami i Thor wie czym jeszcze. Wiem, że to wredne, ale pocieszające ;)

MAM NA IMIĘ KARY I JESTEM UZALEŻNIONA

me, myself, I
Uzależniona od pisania. Od dzielenia się tą dziwną treścią. Od Waszych komentarzy. Od uśmiechów do monitorów (tak, tak, widzę to!). Od dłubania w necie i uczenia się ciągle czegoś na nowo. Internet to potężne narzędzie, fajnie jest wiedzieć, że nasze możliwości są niemal nieograniczone. Bo jedyne co nas ogranicza, to wyobraźnia.


PISZĘ I ZARYWAM NOCE

pisanie po nocach
Oj tak, nie raz i nie dwa. Dla niektórych bez sensu, ale ja to lubię. Jedni grają w FIFĘ, inni oglądają TV, jeszcze inni uprawiają sex (jak marchewkę :P – no dobra, trochę zazdrość przeze mnie przemawia), a ja sobie siedzę i piszę. Takie hobby, jak Ulisses – mam tylko nadzieję, że efekty mniej nudne ;)


PRZEPRASZAM

i'm sorry
Dlatego przepraszam wszystkich szefów, których pracownicy nie wyrabiają przeze mnie normy ;) Nie robię tego, by zagrozić istnieniu waszej firmy. Po prostu, nie mogę przestać. Ale dla pocieszenia powiem, że istnieje realna szansa, iż kiedyś skończy mi się wena. Może wtedy nadrobią.
No chyba, że moja siostra znów popchnie mnie do ZUEGO ;)
... Read More

Czytaj dalej

CZY WIESZ, CO TWOJE DZIECKO NOSI W PLECAKU?

Z okazji początku nowego tygodnia zrobiłam wczoraj przegląd plecaków Potworów. Zdopingował mnie nieco do tego działania pies, który wylazł spod Potwornego biurka cały umazany jakąś dziwną, klejącą i pomarańczową substancją. Od razu było widać, że z uporem maniaka grzebał w Potwornym plecaku. Zastanowiło mnie to dość mocno. A czy ty wiesz, co twoje dziecko nosi w plecaku?

Kupując plecaki do szkoły dla Potworów zależało mi na tym, by były pakowne i lekkie zarazem. Tak, wiem, brzmi to trochę jak oksymoron, ale ciężar własny plecaka naprawdę ma znaczenie. Bo jeśli dzieciak go wypakuje po brzegi (a o to, że to zrobi, mogę być całkiem spokojna), to dobrze by było, żeby sam plecak nie dokładał ciężaru.


WYBÓR PLECAKA

jaki plecak wybrać
I tak jak dawałam Synom wybór co do formatu i kolorów piórników. Tak jak mogli sobie wybrać zeszyty z najbardziej nawet koszmarną okładką. Tak w przypadku plecaka priorytetem była waga, trwałość (co by nie kupować nowego co miesiąc), funkcjonalność i pakowność.
I jak już znalazłam model idealny dla Potworka (Berkley S) oraz model prawie idealny, bo jednak cięższy dla Potwora (Topgal) – dałam możliwość wyboru koloru, z niestety dość ograniczonej gamy farb.
I jak pokazuje praktyka – był to bardzo dobry ruch. To co moje dzieci potrafią włożyć do plecaka, przechodzi ludzkie pojęcie.

#1 MUST HAVE, CZYLI KSIĄŻKI I ZESZYTY

ksiażki i zeszyty
 
Pierwsze i podstawowe – jest. Najczęściej nie to, co powinnno, ale zazwyczaj trafiają we właściwe przedmioty. Co prawda w pierwszej klasie Syn Młodszy usiłował nosić ze sobą wszystko, co miał żeby niczego nie zapomnieć, szybko jednak wybiłam mu to z głowy.
U Potwora Starszego dla odmiany wyposażeniem stałym plecaka jest zeszyt od muzyki. Potwór stwierdził bowiem, że ten gubi się najczęściej, a on nie ma potem ochoty szukać go w kółko. W sumie słusznie. Ze względu na niewielki ciężar właściwy owego zeszytu – odpuściłam.

#2 KSIĄŻKI, ALBUMY I JESZCZE RAZ KSIĄŻKI

album i książki
Ciężko jednak było mi odpuścić, kiedy Potworek zaczął pakować do plecaka, obok zawartości właściwej, album z kartami, z piłkarzami, z engrybedrsami, altas zwierząt, altas świata i Thor wie co jeszcze. Ja w każdym razie nie byłam w stanie plecaka ruszyć z ziemi. Syn Młodszy przemieszczał go jednym silnym kopnięciem…
Well…

#3 TERMOSIKI, ŚNIADANIÓWKI, BUTELECZKI

bidon
Drugim wyborem moim, a nie potwornym, była śniadaniówka. Znając możliwości synów założyłam, że musi być pakowna! I tak też Potwory do szkoły dostawały pełen zestaw, a śniadaniówka zawsze wracała pusta. Potem zaś zajrzałam do plecaka…
Nie powinnam. Naprawdę nie powinnam. Tego co się raz zobaczyło, nie da się już odzobaczyć. U Potwora Starszego dostrzegłam hodowlę grzyba wszelkiego. Bynajmniej nie ze śniadań, które ja pakowałam. Skąd. W szkole dzieciątka słodkie brały udział w programie Owoce i warzywa. I właśnie owe owoce i warzywa nie dość, że bezczelnie puściły w owym plecaku sok, to jeszcze raczyły z niego wychodzić. Każdą szczeliną. Bleeee.
(Potem się dziwię, że pies w jakiejś dziwnej mazi jest upaprany…)


#4 ZABAWKI, ZABAWECZKI

minionki
W przedszkolu dzieci me słodkie miały dzień zabawek, czyli jeden wyznaczony dzień w tygodniu, kiedy mogły przynieść z domu JEDNĄ zabawkę. Ale to w przedszkolu.
Jakież było moje zdziwienie zatem, kiedy Potworek stwierdził, że w jego plecaku nie ma miejsca na książki.
Jak to nie ma ja się pytam??? Sama ten plecak wybrałam. Miał być pojemny i pakowny.

 ... Read More

Czytaj dalej

4 TYPY OSÓB, KTÓRE NA PEWNO SPOTKASZ NA SIŁOWNI

Kiedy postanowiłam co nieco zrobić ze swym rozlazłym ciałem, stanęłam przed lustrem i obejrzawszy się od stóp do głów stwierdziłam, że nie jest to jeszcze poziom, który można by pokazać ludziom. To samo było z kondycją, której raczej nie było. Wcale a wcale. Zanim jednak dotarłam na fitnesy i poznałam 4 typy osób, które na pewno spotkasz na siłowni, przeszłam długą drogę.

Jako dziecko nie szalałam za sportem. Chyba, że chodziło o prędkość przewracania kartek w ksiażkach w połączeniu z ilością pochłanianych na czas kanapek z pasztetem i ogórkiem (albo – w wersji na słodko – lentilków). Szybko przełożyło się to na jakość moich „mięśni”. Potem trochę doszłam do siebie, ale po urodzeniu Potworów okazało się, że już nie jest tak różowo. Można by powiedzieć, że było szaro. A nawet czarno. I tak zaczęła się moja przygoda ze sportem.


SPORT TO ZDROWIE

MINĘŁO 5 TYGODNI I JUŻ NIGDY NIE BĘDZIE TAK SAMO

Wiem, wiem, spamuję, gdzie się da. Zasypuję tysiącami wiadomości, zdjęć, tekstów. Instagram, facebook, mail – jeszcze trochę i z lodówki zacznie wyłazić. Kto? Nela, Nelunia, Nelissima. Każda matka wie, jak to jest – ma się nowego członka rodziny, to się nim człowiek chwali na prawo i lewo. Do porzygu. Ale.. odkąd jest z nami minęło 5 tygodni i już nigdy nic nie będzie tak samo.

Przywiozłam to mikre stworzenie ze Śląska. Pokonałam ponad 600 km w strugach ulewnego deszczu, gdzie woda zalewała szyby samochodu tak, iż nie było nic widać. Tylko po to, by mieć tego jednego jedynego – pseudobordera.
szczeniak border collie
W drodze powrotnej zrzygała mi się w samochodzie kilka razy, dobitnie pokazując, kto tu rządzi i że wcale nie będzie tak, jak sobie to wymyśliłam. I po części miała rację ;) Zawładnęła naszymi sercami w moment (Mężowemu zajęło trochę dłużej, ale ostatecznie też się poddał).

JAK PIES Z KOTEM

czy szczeniak dogada się z kotem
Swoje rządy rozpoczęła od pokazania kotom, gdzie ich miejsce. Kota Starsza zdezerterowała pierwotnie na balkon, a po banie na wychodzenie okopała się w sypialni, z trudem ignorując obecność psa.
pies z kotem
Kota Młodsza ma najwyraźniej mniej instynktu samozachowawczego, bo co i rusz wchodzi psu w drogę. Jest to trudna miłość, ale widać, że kwitnie. Po przyjściu do domu pies wpada w czułe objęcia kota, by potem wozić się na nim z zębami uczepionymi kociego karku. Nie przeszkadza im to jednak w jedzeniu z jednej miski, więc chyba nie jest tak źle ;)

TA KANAPA NALEŻY DO CZŁOWIEKA!

border collie na kanapie
Do tej pory kanapę okupowały koty. Mąż już przebolał kilka rys od kocich pazurów i udaje, że towarzystwa rozłożonego pokotem nie widzi.
Z psem rzecz się ma nieco inaczej. Wchodzi on bowiem na tapczan po to, by człowieka oblizać, poobgryzać, naszczekać na niego i generalnie wciskać się w każdą, najmniejszą nawet dziurę.
pies na kanapie
Koronnym argumentem na nieużytkowanie przez niego kanapy jest to, że pies wychodzi na dwór. I włazi w przeróżne dziwne miejsca. I w ogóle. Jak to pies na kanapie? A gdzie będą siedzieli goście?
Pies protesty Męża ma w głębokim poważaniu i wyrzucany drzwiami, włazi oknem. Albo wykorzystuje każdy moment nieuwagi, by postawić na swoim. Idzie mu to coraz sprawniej, muszę przyznać.

JAK ROMANTYCZNY SPACER TO TYLKO W ŚRODKU NOCY

spacer z psem
Z dnia na dzien z rodziny kanapowo-telewizyjnej staliśmy się bardzo aktywną rodziną. Wiadomo – szczeniak w domu to albo zasikana podłoga/mata/dywany albo spacery co godzinę-dwie. Generalnie nic przeciwko spacerom nie mam, pogoda póki co sprzyja – mogę chodzić.
 
Ale na litość boską – ZA DNIA! Tymczasem pies, jak rasowe niemowlę, nie rozróżnia dnia ni nocy, ładuje bateryjki w kilka sekund i domaga się wyjścia głośnym szczekaniem (!!!) o drugiej w nocy na ten przykład.
na spacer w środku nocy
Mam cichą teorię, że to przez to iż nie śpi ze mną w łóżku i zwyczajnie brak mu ciepełka mamusi. Kto z Was chciałby bowiem spać na zimnym, psim posłaniu? Jak do wyboru ma spanie u mojego boku… No właśnie…
Jest jedno ale – obecnie sypiają ze mną już koty i obawiam się, że obecność psa, mimo łóżka 200×220 cm, mogłaby sprawić, że zrobiłoby nam się w sypialni lekkie zoo. Połączone z dworcem, metrem i torem wyścigowym w jednym…
To wolę się już o tej drugiej w nocy przelecieć się po osiedlu.. dla zdrowotności.

POKAŻ KOTKU, CO MASZ NA TALERZU

co ile je szczeniak
Każdy kto ma psa wie, że jedzenie przy tych zwierzętach sprawia, że coraz lepiej opanowują sztukę żebrania. Od patrzenia w oczy, zaglądania w talerz, kręcenia się w tę i z powrotem i „namawiania” właściciela do podzielenia się strawą.
Nelissima poszła w swych aktorskich zapędach dalej. Ten niespełna trzymiesięczny szczeniak pod pretekstem chce mi się siku zaczął wiercić się nieprzeciętnie po mieszkaniu, biegając z kąta w kąt (niechybny znak, że trzeba dupę w trok zebrać i ze zwierzęciem wyjść).
Chwilę po tym jak podniosłam cztery litery i udałam się do przedpokoju założyć buty, ta mała franca zawróciła z wizgiem, wskoczyła na tapczan i ze zwinnością kota (musiała zostać przeszkolona!!!) zwinęła z talerza kanapkę z pomidorem.
Taaaak… tak sobie teraz myślę, że w naszym życiu już chyba nigdy nic nie będzie takie samo, a spokój odzyskamy gdzieś w okolicach emerytury. Albo i nie ;)
... Read More

Czytaj dalej

5 DOWODÓW NA TO, ŻE PIES JEST LEPSZYM PRZYJACIELEM CZŁOWIEKA NIŻ KOT

Odkąd pamiętam w moim życiu gościły zwierzęta przeróżne. Psy, koty, konie, owce, krowy, kury, kaczki, świnie, chomik, a nawet kret, z którym zdarzyło mi się dzielić poduszkę nocą. Można nawet powiedzieć, że wychowałam się wśród zwiarząt (niemal jak Gucwińscy). Mam zatem niejakie doświadczenie w obcowaniu z nimi. Dlatego też czuję się dość kompetentna, by przedstawić 5 dowodów na to, że pies jest lepszym przyjacielem człowieka niż kot.

Żeby mi nikt nie zarzucił, że nie wiem o czym mówię, uprzedzam na wstępie – od ponad 11 lat mieszka z nami Kota Starsza. Od niemal 5 Kota Młodsza. A od 2,5 tygodnia PIES. Suka znaczy. Ledwie co od ziemi odrośnięta, ale weterynarz nie pozostawia nam złudzeń – wielkości jorka toto nie będzie. I tak, te dwa i pół tygodnia wystarczyło by przedstawić 5 dowodów na to, że pies jest lepszym przyjacielem człowieka niż kot!

#1 DOWÓD PIERWSZY – RZECZ O FEKALIACH

kocica starsza
Kot jest stworzeniem podstępnym. Wiele rzeczy robi cichaczem, tak że się człowiek nawet w jego zamiarach nie orientuje. A potem siup i budzi się z ręką w nocniku.
Z psem rzecz ma się zupełnie inaczej. Zawsze jest szczery do bólu i wiernie oddany swojemu panu. Gdzieżby śmiał robić coś po kryjomu. Jawnie i szczodrze wydali z siebie wszystko co ma tuż pod pana łóżkiem, by ten rozpoczął dzień od malowniczego wdepnięcia w g… i przejechania się na nim aż pod drzwi łazienki.

#2 DOWÓD DRUGI – NIEZAWODNY BUDZIK!

duży pies
Podczas gdy kot w swej egoistycznej naturze zaczyna od melodyjnego mruczanda wprost do twojego ucha i miast obudzić cię skutecznie i ostatecznie, usypia ciebie, siebie i na dodatek sąsiada (i to nie tego, co akurat u ciebie nocuje ;) ), pies zawsze pozostanie wierny szkoleniu. Ma obudzić? Nie ma sprawy!
O drugiej w nocy? A co to za problem? Tak długo i do skutku będzie gębę darł, a dodatkowo schowa się pod łóżkiem, być go za szybko „nie wyłączył”, że sąsiedzi wezwą Ligę Obrony Zwierząt, bo przecież to niemożliwe, by temu zwierzęciu się krzywda nie działa. A ci już tak cię wezmą w obroty, że od razu przypomnisz sobie nie tylko Inwokację, ale nawet Sonety Krymskie.


#3 DOWÓD TRZECI – ZAPOMNIJ O FITNESACH!

spacer z psem
Jeśli zależy ci na utrzymaniu pięknej i smukłej sylwetki, zazwyczaj lecisz na fitness, albo pocisz się z Martą przed tv. Czasem namawiasz kota na spacer w szeleczkach po osiedlu, kiedy to oboje wyglądacie jak niepełnosprytni i już po trzech minutach ludzie zaczynają was wytykać palcami.
Jest prostszy sposób – koniecznie kup psa! Kot nie sprawdzi się w tej roli tak samo dobrze, gdyż ponieważ zazwyczaj nie tknie tego, co masz na talerzu. Co najwyżej zrzuci ci na podłogę. I nie dość, że trzeba będzie to zjeść (no przecież nie może się zmarnować!) to jeszcze sprzątania kupa (sic!).
A pies? Twój najlepszy przyjaciel… wciągnie wszystko co masz na dłoni, na talerzu na stole. Łącznie z nogą od owego stołu, na której wspomniany talerz stoi. I już po problemie. Możesz spokojnie trzymać się diety NŻT – zwyczajnie nie masz już czego żreć.

#4 DOWÓD CZWARTY – PIES NIEZAWODNYM REMEDIUM NA BAŁAGAN

leniwy kot
Serio, serio. Chcesz mieć porządek – tylko pies ci w tym pomoże. Zapomnij o kocie, który chodząc po wszystkich półkach i skacząc z większą lub z reguły mniejszą gracją z miejsca na miejsce pozwala wszystko co stoi na półkach, stołach, czy innych regałach.
Jeśli chcesz mieć porządek – kupuj psa. Zobaczysz jak szybko twoje dzieci nauczą się chować buty do szafki (nic nie smakuje tak jak sznurówki!), czy znienawidzone przez ciebie (kto w nocy na nie nadepnął, wie o czym mówię) klocki lego do pudła. W mgnieniu oka!

#5 AT LAST BUT NOT LEAST – DOWÓD PIĄTY, CZYLI POCHWAŁA MINIMALIZMU

schronisko dla zwierząt w Skałowie
Jeśli jesteś zwolennikiem minimalizmu koniecznie spraw sobie psa! Najlepiej z ras wszystkożernych – niedoścignionym ideałem jest w tej dziedzinie labrador podobno… nie ważne czego masz za dużo: ubrań, torebek, skarpetek, butów, jedzenia, książek, talerzy, czy nawet ziemi w kwiatkach. Wszystko zniknie w jego paszczy. No który z twoich przyjaciół by się tak poświęcił? Tylko pies!
Na pewno nie kot – kot jest bowiem zwolennikiem hasła od przybytku głowa nie boli. I tak dzięki kotu twój dom wzbogaca się w dodatkowe muchy, pająki, myszy, ćmy, ważki, jaszczurki, na wpół przeżute ptaki, martwe krety i inne równie atrakcyjne prezenty. O minimaliźmie można zapomnieć!
Jak pokazują powyższe dowody, w żadnym wypadku nie jestem gołosłowna twierdząc, że pies jest lepszym przyjacielem człowieka niż kot ;) Trzeba tylko umieć dostrzec te zalety. I je docenić :D
... Read More

Czytaj dalej

JAK SPRAWIĆ, BY NASZE ŻYCIE WYWRÓCIŁO SIĘ DO GÓRY NOGAMI

Wbrew pozorom nie będzie to post o tym, jak dorobić się dziecka (i nie zwariować). Ale prawie. Pierwszy okres nie różni się niczym, od posiadania niemowlęcia w domu. Zarwane noce, karmienie na żądanie, wyciąganie z dzioba wszystkiego tego, co znaleźć się tam nie powinno. Oto jak sprawić, by nasze życie wywróciło się do góry nogami. Wystarczy sprawić sobie psa. Szczeniaka dokładnie.

Minął ciut ponad tydzień, odkąd w naszym życiu pojawiła się ONA. Mała czarno-biała pchła. Z całym jej pchlim dobrodziejstwem inwentarza. Dosłownie!

LET’S DO IT!

Dokładnie w ubiegłą niedzielę nieopatrznie zajrzałam do internetów, i zakochałam się na zabój. Historia ma nieco głębsze dno, ale o tym może kiedy indziej. Grunt, że wystarczył jeden rzut oka na ekran smartfona i wiedziałam, że ta psia bida powinna być nasza.
Problem jednak polegał na tym, że psie dziecię trzeba było z dalekiego końca Polski przetransportować do domu. Wiele godzin w samochodzie, pogoda niesprzyjająca zupełnie, niedziela bez rodziny. Nic więc dziwnego, że biłam się z myślami tak, że porobiły się nie tylko siniaki, ale niemal krwiaki.
Nie mogąc żadną miarą podjąć decyzji, pokazałam zdjęcie Mężu.

Jedź po nią!... Read More

Czytaj dalej

ZA CO BĘDĘ ŻYĆ NA EMERYTURZE?

Pojęcie emerytura jawi się nam, ludziom w kwiecie wieku, do których świat należy, jak jakiś Potwór z Loch Ness. Niby jest, niby ją widziano, ale tak do końca pewności nie ma. A jeszcze mniej pewna jest dla nas, wojowniczych trzydziestolatków, ta mityczna gotówka, którą rzekomo mamy na emeryturze otrzymać. Kiedy przychodzą pisma z ZUS (a pojawiają się raz, czy dwa razy w roku), nieodmiennie dopada mnie myśl: za co będę żyć na emeryturze?

Pisma z ZUS mają to do siebie, że są tak regularne, jak śmieszne. No bo jak wytłumaczyć nam, Młodym Bogom, do których świat należy, że przyjdzie nam żyć za pi razy oko 500-800 złotych na rękę? Tyle to niektórzy z nas wydają na buty. Albo obcasy butów, takich na ten przykład słynnych szpilek z czerwoną podeszwą od Labutona. Albo rączkę do torebki Majkela Korsa. Za co będę żyć na emeryturze? Za te 500 do 800 złotych? Netto? Bujdy na resorach.

NIC DWA RAZY SIĘ NIE ZDARZA

szpilki z czerwoną podeszwą
 
No dobra, załóżmy, że te 500-800 złotych netto okaże się rzeczywistością. Ziszczonym snem idioty. Z zerową gwarancją, że rzeczywiście je dostaniemy. Przecież nie od dziś wiadomo, że cudowna instytucja emerytalno-rentowa cinko przyndzie. I forsy na swych obywateli ni ma. Ma za to na wy..jechane w kosmos siedziby pełne złota, blichtru i błyszczących posadzek. Ale to z innej puli idzie. Z tej nie skapnie się nam nic.
Zatem mamy te pięćset do osiemset złotych netto i co dalej? Musimy pamiętać o jednym: nie wolno nam przepierdolić tego na głupoty! Żaden tam chlebek z serkiem, czy inna parówka. Gdzież tam, kogo będzie stać na taką rozpustę? No, może co dwa, trzy dni, to ok. Ale pamiętajmy, nic dwa razy się nie zdarza! Za małą chwile możemy już tych 500-800 złotych netto nie mieć…

DZIECKO PRAWDĘ CI POWIE

uczeń
Siedząc kilka dni temu nad kawą i przeglądając smętne wiadomości, dumałam sobie nad wspomnianym zagadnieniem. Aż tu nagle napatoczył się Potworek. Od słowa do słowa, prowadząc arcyciekawą konwersację, doszliśmy do warunków gospodarczo-ekonomicznych naszego wspaniałego kraju, tak bardzo dbającego o swoich obywateli.
Zastanawiając się, jak wiele Syn Młodszy zrozumiał z tego, co nieudolnie usiłowałam mu wytłumaczyć, zadałam ni z gruchy ni z pietruchy pytanie:
 
Synu Młodszy, a ty będziesz pomagał mamusi, jak będzie na emeryturze?
Potworek znany ze szczodrego serca i szczerych wypowiedzi wypalił bez namysłu:
No pewnie, będę ci mamusiu zapełniał codziennie lodówkę. 
Wzruszyłam się ponad miarę, ale świadoma relacji damsko-męsko-rodzinnych panujących w wielu domach, zadałam pytanie dodatkowe.
Ale synu, co zrobisz, jeśli twoja żona nie zgodzi się na to?
Syn popatrzył na mnie zdumiony szczerze i z absolutną powagą wypalił niemalże bez namysłu:
Rozwiodę się z nią!
Ani chybi mnie przyszła synowa miotłą z chaty pogoni. Trzeba się jej będzie chyba zawczasu podlizać ;)
... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up