WŁOSY MI WYSZŁY! GONIĆ JE?

Wspominałam już o tym całkiem niedawno, że moje włosowe eksperymenty nie zawsze kończyły się dobrze. Pal licho, jak kolor wychodził nie taki – to zawsze szło jakoś zamaskować. W ostateczności mogłam przez jakiś czas przecież nosić czapkę (niewidkę najlepiej). Co robić jednak, kiedy włosy mi wyszły??? Gonić je?

Ciągłe farbowanie w tę i z powrotem, prostownica, lokówka, wałki termiczne – to nigdy nie kończy się dobrze. Ja jednak poszłam o krok dalej. Przecież mszcząc się na włosach, nie mogłam zapomnieć o paznokciach. Nietrafione odżywki, po których paznokcie pękały mi na pół, to tylko kropla w morzu. Ostatecznie dobiłam swoje paznokcie domowym manicurem hybrydowym. A raczej sposobem jego pozbywania się metodą na „zrywanie tapety”.
A kiedy ostatecznie kłak mi wyszedł, a ręce ludziom to mogłam pokazywać li i jedynie w eleganckich skórkowych rękawiczkach (które ostatnio odjechały w siną dal wraz ze sprzedanym samochodem :( ), postanowiłam jednak coś z tym zrobić.

OLEJEK RYCYNOWY DOBRY NA WSZYSTKO

 oils-740177_1920
O sposobie z olejkiem rycynowym przeczytałam nie gdzie indziej jak w książkach Joanny Chmielewskiej. Miał mi zapewnić piękny, gęsty, lśniący włos do pasa. Zapewnił długie godziny w toalecie. Chyba użłam go nie tak jak powinnam.
Doczytawszy jednakowoż, co i jak z tymi wcierkami, rozpoczęłam żmudny proces traktowania skalpu olejkiem. Centymetr przy centymetrze. Szczoteczką do zębów. Mniej więcej w połowie straciłam cierpliwość i poszłam spać. 
Tłusta poduszka, włosy nie_do_domycia i wszechogarniający wkurw – tak zakończyła się moja przygoda z olejkiem rycynowym.
Nigdy wiecej!

ROŚNIE JAK NA DROŻDŻACH

 ... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up