Tornado kreacji

Obiecałam sobie wczoraj, że zrobię porządek w zabawkach Potworów. Odsieję chwasty, powyrzucam zdekompletowane zestawy, durnostojki z jajek z niespodzianką, nietrafionych prezentów i innych przydasiów. Powyrzucam tony papierów, tudzież innych patyczków, kamyczków, karteczek, guziczków i pierdół gromadzonych przez Potomstwo jak największe skarby

Będzie klar jak na pokładzie. No piko belo po prostu. Tornado kreacji!
Jako że ogarnięcie się popracowe chwilę potrwało, na potworne salony dotarłam przed szóstą. Zastopowało mnie już w progu. Nie było jak wejść!
O matko i córko, czego tam nie było? Pomijam plecaki rzucone, gdzie popadnie, krzesła przestawione wszędzie, papiery, gazetki, książki, krzyżówki, kredki, długopisiki, gumeczki, klocki lego i nie tylko. Tam było WSZYSTKO! (autentycznie, znalazły się nawet jaja w wytłaczance przechowywane przez Syna Starszego w biurku! no dobra, czekoladowe, ale na pierwszy rzut oka robiły wrażenie prawdziwych).
Cóż, trzeba podejść do tematu systematycznie – pomyślałam, przynosząc szczotkę do zamiatania, rękawiczki gumowe (kto wie, jakie niespodzianki kryją się pod potwornym łóżkiem?), mokre chusteczki i odkurzacz.
A potem się zaczęło…
Metr po metrze, półka po półce (po wierzchu, środek wciąż na mnie czeka), pod biurkiem, na biurku, pod łóżkiem, za łóżkiem… 
Efekt?
3 godziny katorżniczej pracy
4 wory śmieci (i to dlatego tylko cztery, że pod koniec Potwory stały nade mną i wyciągały ze śmieci absolutnie niezbędne „przydasie”).
1 stos pustych pudeł po zabawkach (po cholerę to trzymać???)
1 absolutnie wykończona matka
1 poczucie, że to jest syzyfowa praca (sic!)
1 uznanie Potworka – w sumie bezcenne:
– Jutro rano sobie obejrzę twoje dzieło, mamoo. I może po południu posprzątam w szufladach. Łaskawca.
Ps. Najlepsze jest to, że porządek jako taki robiliśmy z Potworami ledwo tydzień wcześniej. Jakby forsę gromadzili z takim skutkiem, jak śmieci, spalibyśmy na mamonie!
... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up