NATURALIZM, CZYLI RZECZ O FEKALIACH

Kilka miesięcy temu z racji zlotu ludzi mniej lub bardziej oderwanych od rzeczywistości (w niektórych przypadkach zdecydowanie bardziej, wręcz do granicy absurdu) odwiedził Potwory kuzyn. Ostanio w naszej rodzinie co i rusz rodzą się dzieci, wywołując ogromne poruszenie. [z góry przestrzegam przed czytaniem dalszego ciągu przy śniadaniu – naturalizm pure].

Pojawienie się na świecie kuzyna wywarło na Potworku niezapomniane wrażenie, a jego obecność była szeroko i namiętnie komentowana. Łącznie z próbą wywarcia presji na tzw. głowie rodziny. Bezskutecznie póki co.... Read More

Czytaj dalej

MATKA POWINNA WIEDZIEĆ WSZYSTKO!

Kiedy urodził się Potwór Starszy wiedziałam, że moje życie zmieni się o 180 stopni. Że już nigdy nie będzie tak samo. Że będę musiała przemienić się w wielofunkcyjny kombajn model „Matka”. I że kiedyś najdzie mnie ta myśl, że matka powinna wiedzieć wszystko.

Nie przypuszczałam jednak, że będę musiała stać się połączeniem Cioci Wiki i Wujka Guglala jednocześnie (może dlatego mój mąż twierdzi, że Gugla nie potrzebuje – w końcu ja wiem wszystko :P A przynajmniej niektórym wydaje się, że tak jest…)

STO PYTAŃ DO…wiedzieć wszystko

I tak od samego rana muszę odpowiadać na miliony pytań:

A jak ma na imię mój ulubiony kolega?
A dlaczego słońce świeci?
A co będziemy dziś robić w szkole?
A dlaczego czerwony engryberds nie lubi świń?
A co Kol powiedział Zejnowi w piątym odcinku trzeciej serii Nindżago?
A ile było kóz w zagrodzie, jak byłem trzy lata temu na wycieczce w Z.?
A co to znaczy „ciul”?
A dlaczego niektórzy koledzy z mojej klasy wyzywają innych?
A…
A…
A…... Read More

Czytaj dalej

JAK ROZMAWIAĆ Z DZIEĆMI O SEKSIE?

Rozmowy z własnymi dziećmi na temat seksu w wielu przypadkach do łatwych nie należą. Człowiek zastanawia się, ile powiedzieć? Jakim językiem? Ile towarzystwo jest w stanie zrozumieć z tego, co – czasem nieudolnie – staramy się im przekazać. Jak zatem rozmawiać z dziećmi o seksie, by nie wywołać w nich traumy na całe życie?

Odpowiedź jest najprostsza z możliwych – wprost. Bez owijania w bawełnę. Bez wchodzenia w zbędne szczegóły. Bez głupiego krygowania się (tak, tak, niestety spora część z nas została wychowana w kulcie „tylko przy zgaszonym świetle” i „zamknij oczy i myśl o Anglii”). Pytań dodatkowych również nie należy lekceważyć. W końcu lepiej, żeby dzieci dowiedziały się wszystkiego od nas niż na podwórku.... Read More

Czytaj dalej

BO MĘSKA RZECZ – BYĆ DALEKO, CZYLI JAK DAŁAM SOBIE WEJŚĆ NA GŁOWĘ.

Jestem beznadziejna. ChPD może się przy mnie schować doprawdy. Biję ją na głowę w każdym aspekcie życia, w każdym calu dosłownie. Przesadzam? A skąd, to tylko taki wniosek z ostatniego weekendu. Mówisz, że chcesz dowodów? Ależ proszę bardzo – bierz herbatę (albo jeszcze lepiej wino
lub wódkę), papierosa i posłuchaj o tym, jak dałam sobie wejść na głowę.

Alicja Majewska uderzyła kiedyś w takie oto znamienne tony: bo męska rzecz, być daleko. Dodawała przy tym, że kobieca to wiernie czekać. Tyle że nie do końca się z tym zgadzam, pozostanę zatem jedynie przy pierwszej części tegoż, jakże znanego, cytatu. Mąż wziął sobie cytat do serca, o czym pisałam nie raz i nie dwa. Ale, ale… nie dość, że sobie do serca wziął, to jeszcze rości sobie prawa! Uwierzysz?!

ŁEB JAK SKLEP (TYLKO PÓŁEK BRAK)

DZIENNIK ELEKTRONICZNY – PRZEKLEŃSTWO CZY BŁOGOSŁAWIEŃSTWO?

Kilka dni wolnych potwornie wybiło mnie z rytmu. Nie byłam w biurze od prawie tygodnia i kompletnie nie mogę się odnaleźć w rzeczywistości. A ta przypomina o sobie niestety z przytupem. A to mailem, a to smsem, a ostatnio powiadomieniami ze szkoły. I tak sobie dumam, czy dziennik elektroniczny to przekleństwo czy błogosławieństwo.

W zamierzchłych czasach mojej edukacji, kiedy to nikt nie słyszał o wynalazku zwanym internetem (no dobra, poza tymi żuczkami za oceanem), nie istniało zjawisko dziennika elektronicznego. Szkoła była tradycyjna z tablicą, gąbką i kredą, dziennik zaś papierowy.

 ... Read More

Czytaj dalej

TYLKO MI KISIELU NAGOTUJ! – JAK OPIEKOWAĆ SIĘ CHORYM DZIECKIEM?

Od kilku dni Potwory chorują sobie malowniczo, doprowadzając przy tym do rozpaczy mnie (kolejna nieprzespana noc z rzędu), właściciela fabryki (moje L4 jest jak bohaterka książek Puzyńskiej – „niemilewidziane”) i połowę rodziny. Przyznam, że ostatnimi czasy te atrakcje jakoś nas szczęśliwie omijały (nie licząc Potworkowego pobytu w szpitalu) i trochę zapomniałam, jak opiekować się chorym dzieckiem.

Odkąd Potworek skończył dwa lata, skończyły się moje problemy ze snem przerywanym i zarywaniem nocy w ogóle. Trochę usiłowała na to wpłynąć (Petro)Nela, ale ostatecznie po kilku dniach udało nam się dogadać w kwestii nocnych spacerów, a raczej konieczności ich przesunięcia na wczesny poranek. Zwierzę okazało się pojętne, na co zasadniczy wpływ ma podejrzewam fakt, że nauczyła się wskakiwać na łóżko. I jak myśli, że nie widzę, od razu pakuje się Potworkowi do wyra.

NOCNE POLAKÓW CZUWANIE

IMG_20141030_170319
Kiedy Potwór Starszy rozpoczął swoją jelitową krucjatę, była godzina mniej więcej 23:30. Szarpany mdłościami oddawał naturze wszystko co krył w sobie regularnie co pół godziny. Siłą rzeczy tkwiłam przy nim udając dobrą matkę. Wymieniałam pościele, zmieniałam miski i piżamki na czyste, marząc tylko o tym, by w końcu pójść spać.
 
Wniosek #1 – chore dziecko równa się często nieprzespanej nocy.

CO JA MAM TERAZ ROBIĆ?!?

IMG_20150221_212648
Odzyskawszy wigor i nieco sił, Potwór Starszy przestał przypominać mocno zużytą dętkę. A co za tym idzie, domagał się rozrywki. Co prawda ma już te prawie naście lat, ale chorowanie rządzi się swoimi prawami i jak widać wymyślanie rozrywek przez rodzica jest jednym z nich.
Nigdy nie byłam w tym dobra. Nudziły mnie wszelkie dziecięce zabawy: budowanie babek z piasku, jeżdżenie samochodzikami, bawienie się LEGO. Jedyne na co mnie było stać, to towarzystwo przy grach planszowych (najlepiej quizach), ewentualnie wyścigi samochodowe.
DSC_0097-2
Na całe szczęście Potwór postanowił zrobić remanent w klockach LEGO, co zapewniło mu zajęcie na dłuuuugie godziny.
 
Wniosek #2 – choremu dziecku trzeba zapewnić rozrywkę.

UGOTUJ MI KISIELKU!

pudding-1719824_1920
Taaaak, chorowanie ma swoje przywileje. Tylko wtedy można zmusić rodzica do robienia czegoś, od czego zazwyczaj trzyma się z daleka. Czy to dotyczy zabawy z potomstwem, czy też gotowania znienawidzonych przez Matkę Polkę potraw (kto mył własną dłonią garnek po kisielku, wie o czym mówię).
A zatem od samego rana, jak tylko mdłości Potwora opuściły, zaczęła się litania: kisielek, rosołek, chrupeczki, bułeczka z masełkiem, herbatka z cytrynką, ryżu to ja nie lubię itd. itd.
Wniosek #3 – chore dziecko ma swoje zachcianki, które należy spełniać w te pędy.
A wieczorem z porcelanowym uchem zaczął zaprzyjaźniać się Potworek…
... Read More

Czytaj dalej

DOBRZE ZAPLANOWANY TYDZIEŃ

Gdzieś kiedyś już pisałam o tym, co się dzieje, kiedy poukładam sobie tydzień i zaplanuję go niemalże co do minuty – mogę sobie te plany nie powiem gdzie włożyć ( niech będzie, że między bajki ;) ). Zazwyczaj torpedującymi wszelkie plany są, a jakże by inaczej, Potwory. Jak zatem wygląda dobrze zaplanowany tydzień?

Ja naprawdę nie wiem, co jest takiego magicznego w planowaniu. A raczej w sposobie radzenia sobie z tym planowaniem przez Synów. Czy im przeszkadza, że ja mam wszystko pod linijkę? Czy może wolą bardziej spontanicznie? A może działają nieświadomie? (chyba tak, w końcu kto by chciał chorować świadomie, jak żadnej większej klasówki czy sprawdzianu nie ma na horyzoncie?)

 ... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up