NATURALIZM, CZYLI RZECZ O FEKALIACH

Kilka miesięcy temu z racji zlotu ludzi mniej lub bardziej oderwanych od rzeczywistości (w niektórych przypadkach zdecydowanie bardziej, wręcz do granicy absurdu) odwiedził Potwory kuzyn. Ostanio w naszej rodzinie co i rusz rodzą się dzieci, wywołując ogromne poruszenie. [z góry przestrzegam przed czytaniem dalszego ciągu przy śniadaniu – naturalizm pure].

Pojawienie się na świecie kuzyna wywarło na Potworku niezapomniane wrażenie, a jego obecność była szeroko i namiętnie komentowana. Łącznie z próbą wywarcia presji na tzw. głowie rodziny. Bezskutecznie póki co.... Read More

Czytaj dalej

WYPADEK W SZKOLE – CO ROBIĆ?

Wypadki zdarzają się codziennie. Wypadki drogowe, wypadki samolotowe, wypadki z udziałem pieszych. Mogą mieć różne konsekwencje. Kiedy nasze dziecko idzie do szkoły lub przedszkola, może być narażone również na wypadek w placówce edukacyjnej. Co robić, kiedy taka sytuacja zdarzy się w szkole?

Piątkowe popołudnie. Każdy odlicza już godziny do rozpoczęcia weekendu. Myślimy o samych przyjemnych rzeczach, które na ten czas sobie zaplanowaliśmy. Układamy w myślach listę zakupów, listę osób do obdzwonienia, plany spotkań ze znajomymi i marzymy o błogim lenistwie. I wtedy właśnie dzwoni telefon.

 ... Read More

Czytaj dalej

CZY WIESZ, CO TWOJE DZIECKO NOSI W PLECAKU?

Z okazji początku nowego tygodnia zrobiłam wczoraj przegląd plecaków Potworów. Zdopingował mnie nieco do tego działania pies, który wylazł spod Potwornego biurka cały umazany jakąś dziwną, klejącą i pomarańczową substancją. Od razu było widać, że z uporem maniaka grzebał w Potwornym plecaku. Zastanowiło mnie to dość mocno. A czy ty wiesz, co twoje dziecko nosi w plecaku?

Kupując plecaki do szkoły dla Potworów zależało mi na tym, by były pakowne i lekkie zarazem. Tak, wiem, brzmi to trochę jak oksymoron, ale ciężar własny plecaka naprawdę ma znaczenie. Bo jeśli dzieciak go wypakuje po brzegi (a o to, że to zrobi, mogę być całkiem spokojna), to dobrze by było, żeby sam plecak nie dokładał ciężaru.


WYBÓR PLECAKA

jaki plecak wybrać
I tak jak dawałam Synom wybór co do formatu i kolorów piórników. Tak jak mogli sobie wybrać zeszyty z najbardziej nawet koszmarną okładką. Tak w przypadku plecaka priorytetem była waga, trwałość (co by nie kupować nowego co miesiąc), funkcjonalność i pakowność.
I jak już znalazłam model idealny dla Potworka (Berkley S) oraz model prawie idealny, bo jednak cięższy dla Potwora (Topgal) – dałam możliwość wyboru koloru, z niestety dość ograniczonej gamy farb.
I jak pokazuje praktyka – był to bardzo dobry ruch. To co moje dzieci potrafią włożyć do plecaka, przechodzi ludzkie pojęcie.

#1 MUST HAVE, CZYLI KSIĄŻKI I ZESZYTY

ksiażki i zeszyty
 
Pierwsze i podstawowe – jest. Najczęściej nie to, co powinnno, ale zazwyczaj trafiają we właściwe przedmioty. Co prawda w pierwszej klasie Syn Młodszy usiłował nosić ze sobą wszystko, co miał żeby niczego nie zapomnieć, szybko jednak wybiłam mu to z głowy.
U Potwora Starszego dla odmiany wyposażeniem stałym plecaka jest zeszyt od muzyki. Potwór stwierdził bowiem, że ten gubi się najczęściej, a on nie ma potem ochoty szukać go w kółko. W sumie słusznie. Ze względu na niewielki ciężar właściwy owego zeszytu – odpuściłam.

#2 KSIĄŻKI, ALBUMY I JESZCZE RAZ KSIĄŻKI

album i książki
Ciężko jednak było mi odpuścić, kiedy Potworek zaczął pakować do plecaka, obok zawartości właściwej, album z kartami, z piłkarzami, z engrybedrsami, altas zwierząt, altas świata i Thor wie co jeszcze. Ja w każdym razie nie byłam w stanie plecaka ruszyć z ziemi. Syn Młodszy przemieszczał go jednym silnym kopnięciem…
Well…

#3 TERMOSIKI, ŚNIADANIÓWKI, BUTELECZKI

bidon
Drugim wyborem moim, a nie potwornym, była śniadaniówka. Znając możliwości synów założyłam, że musi być pakowna! I tak też Potwory do szkoły dostawały pełen zestaw, a śniadaniówka zawsze wracała pusta. Potem zaś zajrzałam do plecaka…
Nie powinnam. Naprawdę nie powinnam. Tego co się raz zobaczyło, nie da się już odzobaczyć. U Potwora Starszego dostrzegłam hodowlę grzyba wszelkiego. Bynajmniej nie ze śniadań, które ja pakowałam. Skąd. W szkole dzieciątka słodkie brały udział w programie Owoce i warzywa. I właśnie owe owoce i warzywa nie dość, że bezczelnie puściły w owym plecaku sok, to jeszcze raczyły z niego wychodzić. Każdą szczeliną. Bleeee.
(Potem się dziwię, że pies w jakiejś dziwnej mazi jest upaprany…)


#4 ZABAWKI, ZABAWECZKI

minionki
W przedszkolu dzieci me słodkie miały dzień zabawek, czyli jeden wyznaczony dzień w tygodniu, kiedy mogły przynieść z domu JEDNĄ zabawkę. Ale to w przedszkolu.
Jakież było moje zdziwienie zatem, kiedy Potworek stwierdził, że w jego plecaku nie ma miejsca na książki.
Jak to nie ma ja się pytam??? Sama ten plecak wybrałam. Miał być pojemny i pakowny.

 ... Read More

Czytaj dalej

ZA CO BĘDĘ ŻYĆ NA EMERYTURZE?

Pojęcie emerytura jawi się nam, ludziom w kwiecie wieku, do których świat należy, jak jakiś Potwór z Loch Ness. Niby jest, niby ją widziano, ale tak do końca pewności nie ma. A jeszcze mniej pewna jest dla nas, wojowniczych trzydziestolatków, ta mityczna gotówka, którą rzekomo mamy na emeryturze otrzymać. Kiedy przychodzą pisma z ZUS (a pojawiają się raz, czy dwa razy w roku), nieodmiennie dopada mnie myśl: za co będę żyć na emeryturze?

Pisma z ZUS mają to do siebie, że są tak regularne, jak śmieszne. No bo jak wytłumaczyć nam, Młodym Bogom, do których świat należy, że przyjdzie nam żyć za pi razy oko 500-800 złotych na rękę? Tyle to niektórzy z nas wydają na buty. Albo obcasy butów, takich na ten przykład słynnych szpilek z czerwoną podeszwą od Labutona. Albo rączkę do torebki Majkela Korsa. Za co będę żyć na emeryturze? Za te 500 do 800 złotych? Netto? Bujdy na resorach.

NIC DWA RAZY SIĘ NIE ZDARZA

szpilki z czerwoną podeszwą
 
No dobra, załóżmy, że te 500-800 złotych netto okaże się rzeczywistością. Ziszczonym snem idioty. Z zerową gwarancją, że rzeczywiście je dostaniemy. Przecież nie od dziś wiadomo, że cudowna instytucja emerytalno-rentowa cinko przyndzie. I forsy na swych obywateli ni ma. Ma za to na wy..jechane w kosmos siedziby pełne złota, blichtru i błyszczących posadzek. Ale to z innej puli idzie. Z tej nie skapnie się nam nic.
Zatem mamy te pięćset do osiemset złotych netto i co dalej? Musimy pamiętać o jednym: nie wolno nam przepierdolić tego na głupoty! Żaden tam chlebek z serkiem, czy inna parówka. Gdzież tam, kogo będzie stać na taką rozpustę? No, może co dwa, trzy dni, to ok. Ale pamiętajmy, nic dwa razy się nie zdarza! Za małą chwile możemy już tych 500-800 złotych netto nie mieć…

DZIECKO PRAWDĘ CI POWIE

uczeń
Siedząc kilka dni temu nad kawą i przeglądając smętne wiadomości, dumałam sobie nad wspomnianym zagadnieniem. Aż tu nagle napatoczył się Potworek. Od słowa do słowa, prowadząc arcyciekawą konwersację, doszliśmy do warunków gospodarczo-ekonomicznych naszego wspaniałego kraju, tak bardzo dbającego o swoich obywateli.
Zastanawiając się, jak wiele Syn Młodszy zrozumiał z tego, co nieudolnie usiłowałam mu wytłumaczyć, zadałam ni z gruchy ni z pietruchy pytanie:
 
Synu Młodszy, a ty będziesz pomagał mamusi, jak będzie na emeryturze?
Potworek znany ze szczodrego serca i szczerych wypowiedzi wypalił bez namysłu:
No pewnie, będę ci mamusiu zapełniał codziennie lodówkę. 
Wzruszyłam się ponad miarę, ale świadoma relacji damsko-męsko-rodzinnych panujących w wielu domach, zadałam pytanie dodatkowe.
Ale synu, co zrobisz, jeśli twoja żona nie zgodzi się na to?
Syn popatrzył na mnie zdumiony szczerze i z absolutną powagą wypalił niemalże bez namysłu:
Rozwiodę się z nią!
Ani chybi mnie przyszła synowa miotłą z chaty pogoni. Trzeba się jej będzie chyba zawczasu podlizać ;)
... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up